Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autentyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autentyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

Romantyczność

Idę sobie zamaszyście... a tu trójką (mama, tata i córeczka) układają serduszko z podgrzewaczy na parkowej alejce.
-- Już chyba idą! -- mówi córka. Fotografuję i idę dalej. Gdy trochę odszedłem wystrzeliły sztuczne ognie. Romantycznie komuś było...

niedziela, 2 października 2011

piątek, 17 września 2010

Facebook

-- Co się w tym Facebooku robi?
-- ?
-- M. założył mi konto na Facebooku, dopiero teraz wchodzę, bo słyszę, że to złodziej czasu, więc nie chciałam wczoraj, gdy miałam parę spraw do zrobienia. Siedzę nad tym od pięciu minut, potwierdziłam zaproszenia do znajomości i teraz nie wiem, co tu robić. Nuda. Jakieś gry, ale mnie nie bawią; jakieś dyskusje, ale nie na temat... Ludzie zdjęcia wrzucają, mogę klikać, że mi się podobają... i tyle... pięć minut i już wszystko zrobione... Co ci ludzie w tym widzą?
-- Też nie wiem...

Tak sobie niedawno rozmawiałem ze znajomą. I przyznaję, że rozumiem fora dyskusyjne, rozumiem blogi, ale portali społecznościowych rozgryźć nie potrafię. Konto na Naszej Klasie pomogło odświeżyć parę znajomości, zajmując mi jakieś 5 minut na kwartał. Ale coś więcej? Pół Polski dyskutuje o wyłączaniu śledzika, a ja nawet nie wiem, o co chodzi. Facebook pozwala czasem zerknąć na jakieś udostępnione na nim zdjęcie. I tyle. Co w tym jest?
---
PS.
Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie dodał części dalszej rozmowy, która miała miejsce kilka dni później:
-- To ty uruchamiasz internet przed pracą?
-- No tak... mejla właściwie sprawdzam.
-- O której?
-- Hm... Komputer włączam po 4:30, ale zanim uruchomi się przeglądarka, to jest gdzieś 4:45, a o 5:05 najpóźniej muszę wyłączyć...
-- To już wiem, dlaczego nie lubisz Facebooka! Bo wtedy wszyscy śpią!

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Warto?

-- Tylko pamiętajcie, że nie zawsze warto jest ratować. Gdy ktoś już jest schorowany, to ratując jego życie możemy mu tylko przysporzyć cierpień...
Co zasłyszałem na szkoleniu pierwszej pomocy. To może było nieco bardziej subtelne (z podkreśleniem możliwości podtrzymania życia, bez podtrzymania świadomości), niemniej na szkoleniu pierwszej pomocy była to dla mnie pewna nowość. Nie szokująca, ale jednak -- bo jak nie 'nowa świadomość', to co?

środa, 9 września 2009

Administracyjne wymaganie

Właśnie dostałem zaproszenie do odwiedzenia Administracji. Mam przybyć ze współmałżonkiem. Rozumiem, że jako kawaler, nie powinienem się zgłaszać do Administracji nim nie znajdę sobie żony?

wtorek, 1 września 2009

1 września

Chodzi za mną wspomnienie mojej Babci z 1 września 1939 -- Babcia, mała dziewczynka wówczas, chce iść do szkoły. Od ojca słyszy:
-- Gdzie ty pójdziesz do szkoły? Już Wieluń bombardowali!

środa, 22 lipca 2009

Szacunek dla czasu (w dwóch odsłonach)

I
Byliśmy umówieni z Ważnym Dyrektorem. Na 10-tą u nas. Kawa, soki, ciastka gotowe na stole. 10:01, nikogo nie ma, kolega dzwoni do Biura Ważnego Dyrektora i nieśmiało pyta, co ze spotkaniem.
-- Spotkanie? Jutro będzie, przenieśliśmy. -- słyszy niespeszone słowa w odpowiedzi.

II
Ucieszony, że z braku Ważnego Dyrektora mogę wykonywać bardzo ważne i pilne obowiązki, postanowiłem wykorzystać ową kawę pozostałą po niedoszłym spotkaniu. Na miejscu spotkałem dwóch kolegów. Rozmawiamy sobie, jak to wielkie i rozliczne obowiązki spoczywają na naszych barkach, jak to dużo mamy do zrobienia, jak ciężko się z tym wszystkim wyrobić, tym bardziej, że terminy coraz bliższe, a inni też mają masę roboty i niczego im nie można zlecić do podwykonania.

Aż nagle nachodzi nas (wszystkich trzech jednocześnie) myśl, że ci bardzo zajęci, obciążeni obowiązkami, stękający pod brzemieniem zbliżających się terminów ludzie, to my trzej, pogrążeni w miłym marudzeniu i kawie.

I biegiem zerwaliśmy się do naszych obowiązków.

sobota, 20 czerwca 2009

To wszystko co mamy, albo westchnienie na początek wakacji

Może pojadę do Krakowa na retransmisję z MET? Bo to wszystko co mamy, proszę pana, to to gdzie pojedziemy, co usłyszymy, co zwiedzimy. Tylko to zostaje… Kiedyś chciałem do MET, ale kolega, pan wie, nie chciał i nie kupiliśmy biletów. Drugiej okazji już nie miałem… Więc może, póki jestem jeszcze jako tako sprawny to wybiorę się do tego Krakowa?...

Tak wczoraj monologował mój sąsiad filharmoniczny, o czym dość szybko zacząłem zapominać, aż przypomniała mi dzisiejsza pogoda. Ściskając parasol przez chwile rozważyłem, cóżby było, gdybym to dzisiaj, a nie w czwartek wybrał się na jednodniową wycieczkę? Byłoby o jedno wrażenie mniej zapewne… Co notuję, przyznając sąsiadowi rację (i zostawiając na boku problem kinowo-retransmisyjnego erzacu, tej jedynej życiowej, niewykorzystanej okazji, jaką sąsiad miał – jak to się w paru zdaniach potrafią odbić czyjeś marzenia), oraz przeglądam własne plany „na przeżycia”. A tak się złożyło, że tydzień był jednak tygodniem robienia pewnych planów. A to, że Wratislavia jest, a to, że Opera Rara… I że jeszcze Beskidów nikt nie ukradł!

środa, 16 lipca 2008

Z pociągu

Podwyżka cen biletów (o 11% w moim przypadku) uderzyła mnie po kieszeni i przyprawiła o rozważania jak nie dojeżdżać do pracy... A przynajmniej czasami... Ale przecież, podróże pociągiem są bezcenne. Nie dalej niż wczoraj spotkałem parę z plecakami (wiek, coś koło 50-tki). Ona pyta:
-- A zabrałeś Pana Tadeusza?
On szpera po plecaku, a ja zdziwiony wysuwam nos z gazety -- żeby ludzie w pociągu, dorośli, mówili o poezji? To przecież zupełnie niezwykłe. Wkrótce jednak on znalazł u siebie w plecaku:
-- Mam!
I zobaczyłem butelkę wódki o stosownej nazwie...

* * *

A może oni sami potrafiliby napisać, pod wpływem procentów (ale nie powiązanych z ceną biletu?), Gałczyński by potrafił, choć:

Nie mówię,żem jest geniusz,
lecz i nie dupa*:
też bym napisał "Dziady",
gdybym się uparł:
różne takie dziewice
mdlałyby pod księżycem,
a Gustaw by przedstawiał
jak zwykle trupa.

Potem bym, oczywiscie,
stworzył część III
na radość Pomirowskim,
na rozpacz dzieciom,
a w "specjalnym" numerze
na japońskim papierze
fac smile by odbił
Grydzewski Miecio.

Gdybym się już w poezji
onej rozruszał,
w Paryżu bym napisał
"P. Tadeusza",
różnymi opisami,
trzynastozgłoskowcami
naród bym, panie święty,
do łez przymuszał.

[...]


(Konstanty Ildefons Gałczyński "Boję się zostać wieszczem". A autorski przypis oznaczony gwiazdką brzmi: "Według Lindego pewien gatunek ptaków słynnych z lekkomyślności. Do dziś dnia używane w Kaliskiem.").

* * *

Ale niektórzy mają przy sobie książki. Lata temu, jeszcze jako student, wsiadłem do pociągu, sięgnąłem do plecaka by wyjąć "Wstęp do psychoanalizy Freuda". Gdy zobaczyłem, że obok siada student, sięga do plecaka i wyjmuje "Wstęp do psychoanalizy" Freuda. Zaprzestałem więc wyjmowania książki, aby nie budzić freudowskich skojarzeń. (Nie wiem jakich, ale różne takie przy lekturze mogą przyjść.)

(Co do samej lektury, przynajmniej się dowiedziałem, że nie ja jeden czytam niemieckie angenehmen jako Agamemnon. Zawsze jakiś pożytek...)

* * *

"Pan Tadeusz" to był wczoraj (i jeszcze narzucił mi się wczorajszy wtręt -- z czytanego wieczorami Gałczyńskiego, tak a propos "Pana Tadeusza"), ale jeżdżę codziennie od kilkunastu lat. Pamiętam więc, wesołe wspomnienia studenckie, gdy kolega upraszał konduktorkę by nie sprawdzała biletu, bo ciężko jakoś przerywać partyjkę brydża i chować karty, aby wyciągnąć bilety (konduktorka się zgodziła). Pamiętam też jak mnie zagadnął współpasażer (skądinąd wcale niechętny do rozmowy, gdy konduktor poprosił go po chwili o bilet):
-- Co czytasz?
Nie chciało mi się odpowiadać, tym bardziej że i pytanie grzeczne nie było, więc jedynie odsłoniłem okładkę.
-- Riffkin. Żyd! -- usłyszałem.
Nie wiem, czy Żyd, wiem że Amerykanin, co też powiedziałem, na ile spokojnie potrafiłem.
-- Żyd!
-- Amerykanin.
-- Żyd!
-- Amerykanin.
-- Żyd!

No i dałem spokój.

* * *

O pani tłumaczącej, że hymnem Polski nie jest Mazurek Dąbrowskiego (jak twierdzą nieucy-nauczyciele, do których poziomu ona zniżać się nie ma zamiaru), ale Bogurodzica już było. Ale z patriotycznych skojarzeń lepiej pamiętam innego pana, który wszedłszy i zobaczywszy jabłko w moim ręku powiedział:
-- Życzę panu, żeby Polska była jak to jabłko!
Spojrzałem na nie i dalej nie rozumiałem -- że Polska ma być duża, OK, ale zielona? Na ekologa wcale mi nie wyglądał...

PS.
Nie zawsze jest tak spokojnie i zabawnie. Dwóch agresywnych i podpitych pasażerów, którzy grozili że zamordują innych, bo skoro i tak jadą do więzienia oddać się w ręce sprawiedliwości, to już im to różnicy nie robi, też w pociągu kiedyś spotkałem. Żebraków, powtarzających słowo w słowo tę samą prośbę o pieniądze, pod okiem czujnego instruktura, który nadzorował, czy mówią właściwie -- również. Portfel dotąd w pociągu skradziono mi jeden. Skądinąd to akurat okoliczność zbawna -- chciałbym widzieć minę złodzieja, doliczającego się w nim... 15 groszy.

środa, 18 czerwca 2008

Tragedia osiedlowa

Gazety opisują różne tragedie, eksponują płac ofiar, czasem wzywają do linczu sprawców. O tej tragedii chyba nikt nie napisze, bo jest zbyt mała, kameralna, osiedlowa właśnie.

Otóż kilka dni temu pijany młody człowiek uciekając samochodem wjechał w kiosk z gazetami, który znajduje się na moim osiedlu. Była noc – nikogo w kiosku nie było, a jego samochód był dobry i miał poduszki powietrzne – nic się więc pozornie wielkiego nie stało.

Ale tylko pozornie. Otóż właściciel kiosku chorował na serce. Gdy przyszedł (wyrwany z łóżka w nocy telefonem z policji) obejrzeć szkody zasłabł. Wezwano karetkę, która zabrała go do szpitala. Ale odratować już nie zdołano.

Tak więc wypadek przyniósł ofiarę śmiertelną, choć wydawałoby się, że wszystko zakończy się na szkodach materialnych...

środa, 21 maja 2008

Russian Air Force Fighter

Zwykle tego typu wpadki umieszczam na "A ono siedzi się oblizuje", albo podsyłam Fio. Tę podesłałem, ale jest zbyt piękna by ją tu pominąć (zwłaszcza, że liczę iż jakiemuś patriocie otworzy się nóż w kieszeni).

Żeby nie było wątpliwości -- to polski model, a firma jest z Wrocławia...