Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impresje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impresje. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2009

Wiosna

Wiosna. Wczesne wiśnie już w Japonii przekwitły -- teraz kwitną różowe, późne wiśnie (ukłony dla Andrzeja!). Berlinerki zdjęły biustonosze, a anioł w mijanej w drodze do pracy kwiaciarni biustonosz założył:

darmowy hosting obrazków
(Biuściaste anioły to coś nowego. Ale pracowniczki kwiaciarni są bardzo religijnie zaangażowane, więc może wiedzą co robią?)

PS.
Już Bastkowi muszę odpowiadać, a tu jeszcze odkładana płyta przypomniała mi o koniecznym PS. Otóż, nie wiem, co, jak i dlaczego, ale wiosenne dni tuż po Wielkanocy często przyprawiają mnie o miłość do muzyki Henry Purcella. (Dokładnie taką purcellowską euforię pamiętam sprzed czterech lat.) Od poniedziałku niemal wciąż słucham The Fairy Queen, pieśni, czy Dydony i Eneasza... To znaczy tym razem częściowo wiem -- to przez poniedziałkowy koncert (choć złośliwie pisałem, że słuchałem skrzypiec). Już się tłumaczę, bo poniedziałkowa notka utknęła w próżni, otóż był to koncert, którego gwiazdą była sopranistka, śpiewająca m.in. Music for a while, oraz If love's a sweet passion, ale akustyka sprawiała, że najlepiej słyszałem skrzypce... W każdym razie kompozytor został, choć sopranistki się zmieniły. Jak to było w dowcipie z cyklu 'gruzińskie toasty'? Wypijmy za stałość mężczyzn i zmienność kobiet?

środa, 8 kwietnia 2009

Podelegacyjnie (Katowice)

Aż głupio pisać, że się było na „delegacji” w sąsiednim mieście. Ale i to bywa. Zwłaszcza, gdy się nie pracuje w jakimś mieście sąsiednim, ale w mieście sąsiednim-sąsiada-sąsiada, czyli o dwa antagonizmy kibiców, a nie o jeden dalej. W sumie dzięki bliskości delegacji zostało mi sporo czasu by szkodzić swojemu portfelowi i aparatowi fotograficznemu.

darmowy hosting obrazków

W sumie zaczęło się od zagwozdki. Bo co to za ptak na zdjęciu powyżej? Gdy go zobaczyłem pomyślałem: dzwoniec. Gdy zerknąłem do atlasu zwątpiłem. A potem zwątpiłem w zwątpienie. Skrzydło – jak dzwoniec. Ale te szarości. Młody jaki, czy co?

darmowy hosting obrazków

Szpaki wrzeszczały swoje na wiosnę, ale musiałem się nieco odwiośnić i poddać zupełnie innym tematom – delegacja jednak obliguje! „Tematem” delegacji było zapoznanie się ze stanem sztuki w zakresie drukarek i skanerów przestrzennych na polskim rynku. W pokoju stał malutki Alaris (kosztujący na rynku skromne 35 000 euro – co należy brać w nawiasach i cudzysłowach, bo cena jest negocjowana – nie wiem, czy mój rzut oka do wewnętrznego cennika firmy można uoficjalnić), obok zaś na statywie zamontowano trzy kamery i jeden rzutnik (rzutnik rzutuje prążki, niby wystarczy jedna kamera, druga poszerza zakres widzenia, trzecia kamera jest do kolorów) – wszystko to stanowiło składowe skanera QTSculptor (skromne 50 000 euro – przy czym skaner to nic takiego, samemu można złożyć sprzęt za ułamek tej ceny – płaci się za działające oprogramowanie). Alaris „drukuje” obiekty z żywicy (wygląda to tak, że warstwa po warstwie jest utwardzana lampą UV z dokładnością typowej drukarki laserowej, jakby nalepiana na poprzednią), która ma swoje ograniczenia – można drukować też w metalu, jak ktoś chce – od 102 000 euro w górę za drukarkę (za to metal do drukowania jest tańszy od żywicy drukowania – mniej więcej dwukrotnie).

darmowy hosting obrazków

To wszystko po to by „szybko prototypować”, czyli robić pojedyncze sztuki z modelu komputerowego. Czasem działające (spiekane plastiki da się zamontować tu i ówdzie, a spiekać można nawet tytan), zwykle jednak dla dopasowania, sprawdzenia, czy wreszcie… obejrzenia.

darmowy hosting obrazków

Po zapoznaniu się z cennikiem i działaniem miałem czas – odwiedziłem więc wystawę Polska – Niemcy 4:6 w katowickim BWA. Nie wiem, kto pozwolił Niemcom wygrać w tytule. Tym bardziej, że czwórkę Polaków rozumiałem lepiej od szóstki Niemców. Co w sumie jest niepokojące, zwłaszcza, że staram się wzrokiem przenikać schematy narodowego myślenia. Ale jak tu się nie uśmiechnąć śledząc kolejne spotkania polsko-niemieckie – od Cedynii 24.06.972 Polska-Niemcy 1:0 po Dortmund 16.06.2006 Niemcy-Polska 1:0 (Najważniejsze spotkania Polska-Niemcy [972-2006] Kamila Kuskowskiego), czy też obserwując unijny komplet podróżny i nie tylko (Konstytucje II Marcina Berdyszaka).

darmowy hosting obrazków

Z prac niemieckich mogę zauważyć Dietmara Schmale, który nie tylko opisał właściwie gaśnicę, ale także postanowił zaprezentować prawdziwą sztuką. Co to znaczy prawdziwa sztuka – ktoś może zapytać? Otóż prawdziwa sztuka jest podpisana słowem sztuka. Na przykład taka książka – jest sztuką jeśli ma słowo „sztuka” w tytule. A dokładniej w tytule mają „Kunst”, bo przecież chodzi o Niemca. Polecam Hoko co najmniej dwa tytułu: Die Kunst mit seiner Katze zu Leben oraz Die Kunst zu schnurren Eugena Skasa-Weissa.


darmowy hosting obrazków

Z Katowic udałem się do Chorzowa. O tyle pechowo, że na ramionach miałem: marynarkę, plecak i aparat fotograficzny. Mniej od Atlasa, ale i tak o jedną rzecz za dużo. Podczas kupowania czekolad aparat zademonstrował poprawność teorii Newtona. (Może i Einsteina rozumienia grawitacji, ale zjawisko zaszło zbyt szybko, by właściwie to ocenić.) Aparat nadal działa, tylko się nie domyka.

Nie domknął się na przykład na wystawie Jak w życiu Beaty Będkowskiej w Galerii MM, której obrazy mi się podobały (coś było takie kontemplacyjnego w samotnych postaciach, a jednocześnie ciepłego w żółciach i fioletach, a nawet szarości zdawały się ciepłe – wiosna, czy co?), ale żeby od razu nazywać decyzję powrotu do Chorzowa po studiach w Krakowie, Barcelonie i Tuluzie za heroiczną, jak pisze Piotr Szmitke?

darmowy hosting obrazków

Zapowiadanych burz wciąż nie ma. Wciąż wiosennie. Wciąż pogoda bardziej pasuje do Wielkanocy niż Wielkiego Tygodnia (a jutro będzie Wielki Piątek, a we wtorek minęła rocznica, o ile wierzyć Annie Świderkównie, że Ukrzyżowanie miało miejsce zapewne 7 kwietnia 30 roku).

czwartek, 2 kwietnia 2009

Podelegacyjnie

Tym razem nie zapowiadałem absencji – pamiętając, jak skończyła się poprzednia zapowiedź. Choć akurat tym razem byłem pewny, że do Internetu się nie podłączę.

darmowy hosting obrazków

Odkładając do plecaka: W oparach absurdu
Cóż tu pisać? Nawet ból niewymowny braku przypisów w Nowych Wiadomościach Literackich z 1 kwietnia 1936 roku nie napina szelek. Absurd nasz niepowszedni niczym balonik napełnił się w prima aprilis, zdejmując ciężar wzroku z przytorowych sarenek. Ufff… Sarenki dziękują panom Antoniemu S. i Julianowi T. Dowody wdzięczności zajęła prokuratura.

darmowy hosting obrazków

Bananowiec (na drugim planie, rzecz jasna). Można się częstować. (Wydział Biologii UAM, kampus Morasko.)

Morasko robi wrażenie. Choćby dlatego, że znane mi z regionu rozbudowy zwykle wciskają się w miasto, a nie w las. Nawet jeśli las, gdzieś jest. Akademia Muzyczna też niczego sobie – przynajmniej z zewnątrz (w przeciwieństwie do budynków kompleksu Moraska nie wchodziłem).

darmowy hosting obrazków

Swoją drogą, w grudniu słyszałem opowieść o tym, że państwo ma za dużo pieniędzy. I nie ma ich na co wydawać (z przykładami, planowania inwestycji na przyszłe lata już, byle wydać, bo przecież darowane…). Odnoszę wrażenie, że z punktu widzenia „góry” hierarchia ważności jest następująca: budynki, instytucje, ludzie i sprzęt na którym pracują. (Może jeszcze coś po środku.) No cóż, budynkiem można się pochwalić jako swoim sukcesem, a tym co w ludzkich głowach się zmieni, już nie bardzo.

darmowy hosting obrazków
(I dlaczego oni szukają kociaka na Opolszczyźnie? Zły adres!)

darmowy hosting obrazków
Malarz malujący akt na wystawie. A właściwie chwilowo schylający się po coś…

Rogalików św. Marcina nie kupiłem. Prima aprilis to nie jest właściwa data. A może powinienem? Jakoś nie uprawiałem turystyki cukierniczej. Może powinienem zacząć?

darmowy hosting obrazków

Odkładając do plecaka: Ostatni poganie
Pierre Chuvin zarysował bardzo ciekawy temat, ale po lekturze wcale nie byłem mądrzejszy niż przed. Bo na dobrą sprawę, co znaczy poganin? (Pierre Chuvin wskazuje na hipotezę, że chodziło o ‘miejscowych’, którzy identyfikują się z lokalna tradycją, bo chrześcijaństwo było w znacznej mierze napływowe – ale przecież i sam nie mierzy jego trwania na podstawie statystyk migracji.) Z tym jest problem, zwłaszcza gdy poganom nie wolno składać ofiar i modlić się publicznie. Jak jeszcze można ukazywać trwale i ku pamięci potomnych, własne przekonania religijne? Wszystko to, jak elementy dawno rozbitej układanki – coś wiemy, o magii zwłaszcza, bo ona była wyrazista (choć i autor ma rację, że jednocześnie żałośnie nieporadna i kompromitująca dla własnych wyznawców); coś wiemy o uroczystościach i świętach (ale te mają często tradycję dłuższą – jak wywodzi autor, Izyda w Katanii stała się św. Agatą, ku niezmąconej radości świętujących 5 lutego); coś wiemy o gustach literackich i odwołaniach do grecko-rzymskiej klasyki; coś wreszcie wiemy o chłopach, którzy długo jeszcze stosowali dawne rytuały (choć już bez świątyń i zorganizowanego kultu). To jednak nie daje przekonującego obrazu umierającej religii i filozofii.
---
Pierre Chigin Ostatni poganie (tłum. Joanna Stankiewicz-Prądzyńska) Czytelnik 2008

darmowy hosting obrazków

A młodzież niezmotoryzowana przekonuje, że można używać słów na k… i na ch…, kompletnie bez agresji, bez złości, nawet nie po to by uwolnić demony irytacji, ale po prostu, z przyzwyczajenia.

sobota, 7 marca 2009

Wrażenie pokoncertowe

Wracałem sobie wczoraj z koncertu, gdy do tramwaju wsiadł mężczyzna. Taki, co by się za niego nie dało złamanego szeląga, mimo niezłej kurtki i torby. Ale: nieogolony, spod czapki wychyla się zmierzwiony włos, rzuca wilcze spojrzenia spode łba. O tej porze to znowu nie jest takie niezwykłe w środkach komunikacji publicznej. Ale wsiada z jakaś zieloną płytą CD w rękach. Ciekawość mnie zżera (po koncercie, piątkowy wieczór, nic mi się nie chce, więc ciekawość ma wielki dostęp), zerkam jak mogę (ale dyskretnie) przez ramię. W moich oczach zjawia się książeczka gęsto zadrukowana. Kartki przewracają się na tyle wolno, że wyraźnie odbywa się czytanie. Aż dostrzegam opis utworu
Notenbuchlein fur Anna Magdalena Bach. I nie mogę się nadziwić, bo sam mam tylko płytę z Brahmsem w kieszeni i wcale nie chce mi się czytać…

(Ale czasami muszę robić wcale podobne wrażenie w środkach komunikacji publicznej…)

Ale, ale – jak wspomniałem byłem na koncercie. Że były to ‘przeboje XX wieku’ (na orkiestrę kameralna: Suita św. Pawła Gustava Holsta, Concerto di Aconcagua Astora Piazzolli, Pięć melodii ludowych Witolda Lutosławskiego i Wariacje na temat Franka Bridge’a Benjamina Brittena (z dodatkiem Orawy Wojciecha Kilara na bis), to o samej muzyce mówić już chyba nie ma sensu. Tyle, że długo nie mogłem wyjść z podziwu dla solisty – włoskiego bandeonisty i akordeonisty >Mario Stefano Pietrodarchi. I nawet nie szło o jego grę na obu instrumentach (koncert na bandeon zagrał na akordeonie, ale bis na bandeonie), ale o aktorską postawę – te wszystkie miny, to zwijanie się na krzesełku podczas gry (zresztą zobaczcie sami – choćby tu:

Aż zacząłem się zastanawiać, czy nie widać tu śladów doświadczenia z czasów jego współpracy z projektach teatralnych z aktorką – Danielą Scarlatti.

sobota, 10 stycznia 2009

Dwie uwagi pokoncertowe

Nie potrafię odgrzebać swojej notki, o tym, jak to próba wyobrażenia sobie orkiestry podczas słuchania płyty, zmusiła mnie do obrócenia słuchawek – bo wiolonczele i kontrabasy słyszałem po lewej. Otóż muszę donieść, że to się może zmienić – wczoraj Maestro Skrowaczewski ustawił NOSPR z wiolonczelami i kontrabasami po lewej. Ilustracja poniżej:

darmowy hosting obrazków

Poza tym chciałbym zauważyć, że Maestro Skrowaczewski otrzymał “Diamentową batutę” – nagrodę Polskiego Radia przeznaczoną dla najbardziej zasłużonych dla tej instytucji kompozytorów (tak się przynajmniej wyraziła wczoraj przedstawicielka Polskiego Radia). Co prawda media były pełne zapowiedzi, że tak się stanie, ale sam Maestro Skrowaczewski wyraził zaskoczenie, więc może jeszcze nie wszyscy wiedzą?

PS.
W programie występował też utwór Stanisława Skrowaczewskiego – Il piffero della notte. Wnoszę, że stąd wyróżnienie dla kompozytora.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Temperatura (2)

Tydzień temu wykorzystałem zdjęcie prześlicznej ko- kontra- kontrabasistki, la, la, la. dla zilustrowania temperatury na koncercie. Dzisiaj mogę zrobić to samo, tyle że temperatura była inna.

darmowy hosting obrazków

A sam koncert opisałem gdzie indziej. Swoją drogą, jak obecnie nazywa się Krzysztof Penderecki, skoro dopiero jego dawne utwory wywołują sceniczny szept zrozumienia na sali: Penderecki?

poniedziałek, 24 listopada 2008

Temperatura

Gdy skończyła się pożyczkowa akcja „Znicz” przyszedł czas na reklamę nawiązującą do Mikołaja i Bożego Narodzenia. Do działań sklepów włączyła się pogoda – za oknem już świątecznie. Także rozpatrując temperatury po drugiej stronie okna, co ilustruje kontrabasistka Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy AUKSO:

darmowy hosting obrazków

Zresztą muzyka nie była cieplejsza – może jeszcze jesienny raczej niż zimowy Barber, ale Aleksander Raskatov (a precyzyjniej jego Obikhod), z mroźnym, szklistym brzmieniem (kontrabas mniej, wiolonczele i altówki bywały ciepłe wręcz, ale skrzypce? skrzypce przypomniały mi kiedyś widzianą w innym kościele instalację artystyczną, gdzie bolesny wydawał się chłód gwoździ wbitych w pleksi) już zimowy był.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Znowu podpadają mi egzorcyści, albo impresje z koncertu

Il furore Vivaldiego. Sopranistka śpiewa o tym, jak Bóg powinien go ukarać za grzechy, a muzyka sugeruje, że musiała sporo nagrzeszyć (co uprasza się zwizualizować we własnej wyobraźni dla lepszego wyczucia atmosfery). Sąsiadka (skądinąd znana mi słuchaczka NOSPRu) szturcha mnie łokciem i scenicznym szeptem informuje:
- Ten pod filarem to ksiądz egzorcysta!
I cały Vivaldi i grzechy sopranistki na nic...

***

Wiolonczelista. Po jego prawej, dwie osoby dalej śliczna skrzypaczka. Po lewej, trochę bliżej, ładna altowiolistka. Z tyłu czeka na wejście ognista brunetka-sopranistka. A on opiera twarz o instrument i go całuje... Co za ludzie ci wiolonczeliści!

***

W przerwie:
- Ale ten ksiądz profesor egzorcysta pożerał ją wzrokiem! Może fascynowała go emisja głosu?
A ja sobie myślę, że to co go fascynowało było normalniejszym obiektem pożądania od wiolonczeli...

***

Ale, ale – moja ulubiona aria z opery barokowej – Ah! mio cor z Alciny. Ciary już mnie oblazły jak pchły, sopranistka robi to swoje Aahhh!, a sąsiadka znowu szturcha mnie łokciem:
- To ta aria?
I bądź tu człowieku uprzejmy i w przerwie opowiedz, o co chodziło Alcinie i dlaczego, choć zamienia mężczyzn w wieprze, można się w niej kochać... A może właśnie dlatego?