Niewielkie były te jego umiejętności, ale człek mądry mówi przy pomocy dziesięciu słów lepiej, niż głupiec przy pomocy setki, i Józef potrafił, jeśli nie u rozmówcy, to w każdym razie u słuchaczy wywołać wrażenie, że jest niebywale wszechstronnym poliglotą.
Tomasz Mann Józef i jego bracia
--
Trochę mi wstyd, że ostatnio wszyscy piszą chętnie i dużo, a ja jakoś zabrać się nie mogę... Wyszukałem więc w podręcznych wypisach coś na czasie -- radę dla europosłów, których swoimi głosami wydaliśmy drapieżnej Unii w ostatnią niedzielę, niczym bracia Józefa.
środa, 10 czerwca 2009
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Nie mylić sztuki z rzeczywistością
– Widziałem to! – wykrzyknąłem. – Brockelbank, ja to widziałem! Pańska litografia wisi w zajeździe „Pod psem i armatą”! Człowieku, co przyszło ci do głowy, żeby rysować tych wszystkich oficerów klęczących w nabożnym skupieniu, wznoszących oczy ku niebu albo wpatrujących się w umierającego dowódcę? Przecież wtedy trwała zażarta bitwa i każdy miał pełne ręce roboty!
Po brodzie mężczyzny pociekła kolejna stróżka wina.
– Myli pan sztukę z rzeczywistością.
– Dla mnie wyglądało to po prostu głupio.
– Mimo to litografia sprzedawała się całkiem nieźle. Panie Talbot, nie będę przed panem ukrywał, że gdyby nie trwająca po dziś dzień popularność tego dzieła, zapewne znajdowałbym się w mało ciekawym położeniu, a tak przynajmniej udało mi się opłacić podróż do... No, tam, dokąd płyniemy. Ta przeklęta nazwa wciąż ucieka mi z pamięci. Jak wiadomo, lord Nelson umierał w jakimś cuchnącym zakamarku pod pokładem, zupełnie sam, jeśli nie liczyć dogasającej lampy. Kto, u wszystkich diabłów zechciałby namalować coś takiego?
– Może Rembrandt?
– Ach, Rembrandt! No, tak...
William Golding Rytuału morza
---
Przypomniało mi się dzisiaj ze starej lektury (łatwo rozpoznać -- nie wynotowałem imienia i nazwiska tłumacza, co od jakiegoś czasu robię najskrupulatniej jak potrafię).
U Williama Goldinga sztuka nieźle oddała rzeczywistość, choć czy istniał jakiś Brockelbank, szczerze wątpię. Pamiętam reprodukcje takich litografii, tak jak i potrafiłbym znaleźć rzeczywiste przykłady (jak śmierć Ottona von Bismarcka na rysunki i w fotografii), gdy fikcja sprzedawała się lepiej od prawdy.
Po brodzie mężczyzny pociekła kolejna stróżka wina.
– Myli pan sztukę z rzeczywistością.
– Dla mnie wyglądało to po prostu głupio.
– Mimo to litografia sprzedawała się całkiem nieźle. Panie Talbot, nie będę przed panem ukrywał, że gdyby nie trwająca po dziś dzień popularność tego dzieła, zapewne znajdowałbym się w mało ciekawym położeniu, a tak przynajmniej udało mi się opłacić podróż do... No, tam, dokąd płyniemy. Ta przeklęta nazwa wciąż ucieka mi z pamięci. Jak wiadomo, lord Nelson umierał w jakimś cuchnącym zakamarku pod pokładem, zupełnie sam, jeśli nie liczyć dogasającej lampy. Kto, u wszystkich diabłów zechciałby namalować coś takiego?
– Może Rembrandt?
– Ach, Rembrandt! No, tak...
William Golding Rytuału morza
---
Przypomniało mi się dzisiaj ze starej lektury (łatwo rozpoznać -- nie wynotowałem imienia i nazwiska tłumacza, co od jakiegoś czasu robię najskrupulatniej jak potrafię).
U Williama Goldinga sztuka nieźle oddała rzeczywistość, choć czy istniał jakiś Brockelbank, szczerze wątpię. Pamiętam reprodukcje takich litografii, tak jak i potrafiłbym znaleźć rzeczywiste przykłady (jak śmierć Ottona von Bismarcka na rysunki i w fotografii), gdy fikcja sprzedawała się lepiej od prawdy.
niedziela, 7 czerwca 2009
Bez tytułu
Przepraszam Wszystkich, na których blogi zerkam, za małą aktywność ostatnio. Cóż -- zrobiłem sobie urlopo-weekend i wybywałem sprzed komputera, gdy tylko się dało. W skrócie: zwiedziłem jedno muzeum, jedno opactwo i dwie wystawy; wysłuchałem dwóch i pół koncertu, oraz jednego wykładu. A w planach na dzisiejsze popołudnie mam jeszcze wyjście do teatru.
Poniżej -- praca Wojciecha Dudy na wystawie poświęconej europejskiej tożsamości w GCK, którą wczoraj oglądałem przed koncertem. No, nie powiem, że to oddaje w pełni polskość, ale czy szerszy komentarz nie byłby złamaniem ciszy wyborczej i formą agitacji?
Poniżej -- praca Wojciecha Dudy na wystawie poświęconej europejskiej tożsamości w GCK, którą wczoraj oglądałem przed koncertem. No, nie powiem, że to oddaje w pełni polskość, ale czy szerszy komentarz nie byłby złamaniem ciszy wyborczej i formą agitacji?
sobota, 6 czerwca 2009
Odcinek zastępczy, albo Platon
Sokrates: A może i muzykę też, o którejśmy przed chwilą mówili, że pełno w niej zgadywania i naśladowania, a czystości jej brak?
Protarchos: Mnie się zdaje, że się bez niej nie obejdzie, jeżeli nasze życie ma być choć trochę życiem.
Platon Fileb
---
To trochę odcinek zastępczy -- nie potrafię znaleźć czasu na wpisanie nowego. (Może po weekendzie?) A tu proszę, Platon wiecznie aktualny!
PS.
No i mam inspirację -- dwa dni temu byłem świadkiem podrywu 'na Tatarkiewicza' i rozróżnianie bytów transcendentnych od transcendentalnych. Jak widać, przy wdzięcznym audytorium można i tak.
Protarchos: Mnie się zdaje, że się bez niej nie obejdzie, jeżeli nasze życie ma być choć trochę życiem.
Platon Fileb
---
To trochę odcinek zastępczy -- nie potrafię znaleźć czasu na wpisanie nowego. (Może po weekendzie?) A tu proszę, Platon wiecznie aktualny!
PS.
No i mam inspirację -- dwa dni temu byłem świadkiem podrywu 'na Tatarkiewicza' i rozróżnianie bytów transcendentnych od transcendentalnych. Jak widać, przy wdzięcznym audytorium można i tak.
czwartek, 4 czerwca 2009
Chromy
Skąd pochodzi, iż człowiek chromy nie drażni nas, a umysł chromy drażni? Stąd, iż chromy uznaje, że my idziemy prosto, umysł zaś chromy powiada, że to my kulejemy; inaczej budziłby w nas litość, nie gniew.
Epiktet pyta o wiele silniej: “Czemu nie gniewamy się, gdy ktoś mówi, że nas głowa boli, a gniewamy się, gdy mówi, że błądzimy w rozumowaniu lub w wyborze?”[Diatryby 1, 18, 16] Temu, iż jesteśmy zupełnie pewni, że nas głowa nie boli i że nie jesteśmy chromi, nie jesteśmy zaś równie pewni, tego czy wybraliśmy drogę prawdy. [...]”
Blaise Pascal Myśli (101. [232] (80))
---
Szczerze mówiąc zerknąłem do własnych podręcznych wypisów i znalazłem tego Pascala, który tak kiedyś mi się spodobał. Ale przez ciąg skojarzeń doszedłem i do dzisiejszej rocznicy. Bo wiele nam się przez te dwadzieścia lat udało, ale paru rzeczy wciąż się uczymy. Dopiero uczymy się także tego, że możemy się mylić, a ci, którzy myślą inaczej zasługują na wysłuchanie.
Epiktet pyta o wiele silniej: “Czemu nie gniewamy się, gdy ktoś mówi, że nas głowa boli, a gniewamy się, gdy mówi, że błądzimy w rozumowaniu lub w wyborze?”[Diatryby 1, 18, 16] Temu, iż jesteśmy zupełnie pewni, że nas głowa nie boli i że nie jesteśmy chromi, nie jesteśmy zaś równie pewni, tego czy wybraliśmy drogę prawdy. [...]”
Blaise Pascal Myśli (101. [232] (80))
---
Szczerze mówiąc zerknąłem do własnych podręcznych wypisów i znalazłem tego Pascala, który tak kiedyś mi się spodobał. Ale przez ciąg skojarzeń doszedłem i do dzisiejszej rocznicy. Bo wiele nam się przez te dwadzieścia lat udało, ale paru rzeczy wciąż się uczymy. Dopiero uczymy się także tego, że możemy się mylić, a ci, którzy myślą inaczej zasługują na wysłuchanie.
środa, 3 czerwca 2009
Opis, ale czy trafny?
Przy takich okazjach ołtarz ociekał krwią, aromat pieczonego mięsiwa mieszał się z zapachem kadzidła, a sanktuarium wypełniały dźwięki bębnów, fletów, harf, lir, sistrum i czyneli, towarzyszące uroczystym, modulowanym hymnom, psalmom i modlitwom. Niedawno przeprowadzono badania, które każą nam wierzyć, że śpiewy te przypominały prawdopodobnie pieśni liturgiczne kościołów wschodnich i chorały gregoriańskie.
Georges Roux Mezopotamia, tłum. Beata Kowalska, Jolanta Kozłowska, DIALOG 2003.
I tu następuje przypis, a że sam tekst fragment uznałem za nie dość wnoszący, to cytuję też i przypis:
W pracy M. Duchesne-Guillemin, Déchiffrement de la musique babylonienne, „Accademia dei Lincei”, Roma, 374, 1977, s 1-25, znajdujemy opatrzone bibliografią dobre streszczenie zapoczątkowanych w latach sześćdziesiątych badań zmierzających do odtworzenia muzyki mezopotamskiej na podstawie tekstów opisujących głównie zmiany strun w harfach i lirach. Na podstawie odnalezionego w Ugarit huryckiego hymnu i jego „partytury”, badanych już przez D. Wustan („Music and Letters”, 52, 1971, s. 362-382) oraz przez A. Kilmer (RA, 68, 1974, s. 69-82), M. Duschese-Guillemin
próbował odtworzyć spójny i powielany system oparty na 7 skalach składających się z 5 tonów i 2 półtonów; następstwo dźwięków w każdej skali stanowiło podstawę melodii (skala siedmiostopniowa diatoniczna, zwana heptatoniką).
Georges Roux Mezopotamia, tłum. Beata Kowalska, Jolanta Kozłowska, DIALOG 2003.
I tu następuje przypis, a że sam tekst fragment uznałem za nie dość wnoszący, to cytuję też i przypis:
W pracy M. Duchesne-Guillemin, Déchiffrement de la musique babylonienne, „Accademia dei Lincei”, Roma, 374, 1977, s 1-25, znajdujemy opatrzone bibliografią dobre streszczenie zapoczątkowanych w latach sześćdziesiątych badań zmierzających do odtworzenia muzyki mezopotamskiej na podstawie tekstów opisujących głównie zmiany strun w harfach i lirach. Na podstawie odnalezionego w Ugarit huryckiego hymnu i jego „partytury”, badanych już przez D. Wustan („Music and Letters”, 52, 1971, s. 362-382) oraz przez A. Kilmer (RA, 68, 1974, s. 69-82), M. Duschese-Guillemin
próbował odtworzyć spójny i powielany system oparty na 7 skalach składających się z 5 tonów i 2 półtonów; następstwo dźwięków w każdej skali stanowiło podstawę melodii (skala siedmiostopniowa diatoniczna, zwana heptatoniką).
poniedziałek, 1 czerwca 2009
33-letni staruszek
Miał wówczas 33 lata, a więc zaliczał się do "staruszków", ponieważ średnia wieku załóg U-bootów była dużo niższa. W trakcje rejsów po Bałtyku, mających na celu zgranie załogi U 111, która składała się niemal w całości z kompletnych nowicjuszy, dał się poznać z niezłej strony. Rozwaga, jaką wykazywał przy każdej sposobności, sprawiała jednak, że podoficerowie mający już za sobą rejsy bojowe uważali, że jest za stary, by dowodzić U-bootem.
Wojciech Holicki Pomyłka kapitana Kleinschmidta, SMiO maj 2009, str. 30
Pohołubiłem w sobie dziecko lekturą artykułu, jednocześnie zastanawiając się nad względnością wieku. 33 lata jako 'staruszek', który jest za stary na dowodzenie. A Cezar obejmował dowództwo (wyższego szczebla) po czterdziestce.
Wojciech Holicki Pomyłka kapitana Kleinschmidta, SMiO maj 2009, str. 30
Pohołubiłem w sobie dziecko lekturą artykułu, jednocześnie zastanawiając się nad względnością wieku. 33 lata jako 'staruszek', który jest za stary na dowodzenie. A Cezar obejmował dowództwo (wyższego szczebla) po czterdziestce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
