Kiedy przez kilka minut przeżywamy odrobinę wspólnej przyjemności, od razu widać, czym dla nas, czechofilów, są Czechy.
Są jak deser, jak bita śmietana, jak polewa czekoladowa, której nie sposób się oprzeć.
Są jak kobieta dla drag queen.
Są tą częścią naszej osobowości, której nie mamy.
Tęsknimy do niej. Szukamy, ale w Polsce z wielu powodów nie możemy jej znaleźć.
Każdy z nas ma w głowie jakiś czeski dowcip, scenę z filmu lub zachowanie, które przytacza na dowód tego, jak Czesi się od nas różnią.
Mariusz Szczygieł Zrób sobie raj, Czarne 2010
---
Kartkuję z zainteresowaniem (książką dysponuję przelotnie…) i przypominam sobie swoją własną historię z Czech:
Był grudzień. Wracaliśmy z delegacji przez Czechy do Polski. Plan zakładał nocleg w Czechach, gdyż droga była zbyt długa, by przejechać ją bez zatrzymywania. Zarezerwowaliśmy pokój w czeskim hoteliku. Niestety… jak to w grudniu – spotkały nas zawieje śnieżne, dojazd się opóźnił poza czas pracy pani-gospodyni hotelu. Kolega sięgnął więc po komórkę na jakimś parkingu przy stacji benzynowe, kilkadziesiąt kilometrów od czeskiej granicy. Dodzwania się. Angielski i niemiecki, których znajomością hotel się szczycił, okazały się nieprzydatne. W użyciu pozostaje mieszanka polskiego, czeskiego i ratunkowego języka tej części Europy – rosyjskiego. Słyszymy instrukcję dla spóźnionych turystów, pani gospodyni, dojeżdżającej z pobliskiego miasteczka: „Nie dojedziecie na czas? A to wam zostawię klucz przy drzwiach, koło kwiatów, sięgnijcie i otwórzcie sobie hotel. Wyjedziecie przed moim powrotem? To wrzućcie z powrotem klucze do skrzynki na listy. A śniadanie zostawiłam w lodówce! Miłego pobytu!”
I jak tu nie lubić Czechów?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 grudnia 2010
sobota, 13 listopada 2010
Godna miłości?
Gdy w 1948 roku zawłądnęło nim uczucie do Lindy Baud, osiągnęło u niego głębię, to znaczenie i taki stopień skomplikowania, któe są obce dla mniej wrażliwych natur. Świadectwem były setki listów miłosnych. I nie to było ważne, czy Lindę Baud (jak wątpili obserwatorzy tej afery) cechowały wystarczająco duże walory intelektualne i duchowe, czy była po prostu godna tej miłości. Przecież zawsze pozostanie zagadką, dlaczego między niektórymi ludźmi zawiązuje się miłość i namiętność. Dla Jaccouda ta o prawie dwadzieścia lat młodsza kobieta była nie tylko kochanką, lecz partnerką, z którą dzielić się mógł swoimi najgłębszymi zainteresowaniami i poglądami. Starał się ją uformować według własnych wyobrażeń i do pewnego stopnia na pewno mu się to udało. Z jej strony zyskał podziw i radość z poznania tego nowego, pozornie wyższego świata, jak również z zasmakowania prawdziwej miłośći, która nie ograniczała się tylko do cielesnej namiętności. Lecz chociaż zdobył tak wiele szczęścia i zadowolenia, ogarniały go coraz to większe wątpliwości i wahania. Nie był w stanie skorzystać z recept, wystarczających naturom nieskomplikowanym, według których kochanki to kochanki i zmienia się je, gdy zaczynają wchodzić w kolizję z mieszczańską moralnością lub gdy przeszkadzają w karierze.
Jurgen Thorwald Godzina detektywów, tłum. Krystyna i Kazimierz Jaegermannowie, Jerzy Dumański, Jan Markiewicz, Znak 2010
---
Burzyłem się na ten fragment u Jurgena Thorvalda. Bo przebija przez niego podziw dla głębi szanowanego prawnika (Jaccouda), dla złożoności jego natury. Przepraszam, ale podziwiać kogoś, kto jest na tyle niepozbierany w sobie, że z pistoletem wpada do domu czyjegoś domu i zabija starszego mężczyznę, by zdobyć jakieś listy, napisane w podobnym przypływie szaleństwa?
Nie wiem, czy przeze mnie przebija tu mieszczańska moralność, czy może sympatia do starożytnego już postulatu, że najważniejsze jest, by to rozum panował nad emocjami, a nie odwrotnie.
Jurgen Thorwald Godzina detektywów, tłum. Krystyna i Kazimierz Jaegermannowie, Jerzy Dumański, Jan Markiewicz, Znak 2010
---
Burzyłem się na ten fragment u Jurgena Thorvalda. Bo przebija przez niego podziw dla głębi szanowanego prawnika (Jaccouda), dla złożoności jego natury. Przepraszam, ale podziwiać kogoś, kto jest na tyle niepozbierany w sobie, że z pistoletem wpada do domu czyjegoś domu i zabija starszego mężczyznę, by zdobyć jakieś listy, napisane w podobnym przypływie szaleństwa?
Nie wiem, czy przeze mnie przebija tu mieszczańska moralność, czy może sympatia do starożytnego już postulatu, że najważniejsze jest, by to rozum panował nad emocjami, a nie odwrotnie.
piątek, 12 listopada 2010
Teraz już lekko
Teraz już lekko
Spomiędzy murów potężnej fortecy,
Spod straży zamków, spod opieki zatrzaśniętych drzwi
Dajmy się unieść w górę.
Powinniśmy wyślizgnąć się bez szmeru.
Kluczem łagodności odryglując zamki, szeptem
Każ otworzyć się drzwiom, duszo.
Lekko -- nie bądź niecierpliwa
(Mocny twój uchwyt, o ciało śmiertelne,
Mocny twój uchwyt, o miłości).
Walt Whitman Ostatnia inwokacja, tłum. Czesław Miłosz (Czesław Miłosz Przekłady poetyckie, Znak 2005)
Spomiędzy murów potężnej fortecy,
Spod straży zamków, spod opieki zatrzaśniętych drzwi
Dajmy się unieść w górę.
Powinniśmy wyślizgnąć się bez szmeru.
Kluczem łagodności odryglując zamki, szeptem
Każ otworzyć się drzwiom, duszo.
Lekko -- nie bądź niecierpliwa
(Mocny twój uchwyt, o ciało śmiertelne,
Mocny twój uchwyt, o miłości).
Walt Whitman Ostatnia inwokacja, tłum. Czesław Miłosz (Czesław Miłosz Przekłady poetyckie, Znak 2005)
sobota, 30 października 2010
Maniery...
Such was the extent of the rapacity that even a German official complained of 'plundering expeditions that are reducing Prague to the status of German village'. Hitler's contempt went so far that, after spending the night at the Prague castle in March 1939, he thought nothing of walking off the next morning with several valuable tapestries, rolled up and furtively stuffed into the back of his car, it has been written, like somoe hotel guest surreptitiously stealing the establishment's bath towels before checking out.
Frederic Spotts Hitler and the Power of Aesthetics, Overlook Press, 2002
---
Tłumaczę: Chciwość doszła do takiego poziomu, że nawet niemieccy urzędnicy narzekali na 'rabunkowe wyprawy, które redukują Pragę do statusu niemieckiej wioski'. Zapisano, że wzgarda Hitlera [PAK: Wcześniej Frederic Spotts pisze, iż Hitler pogardzał Czechami od swych czasów wiedeńskich] posunęła się do tego stopnia, że spędziwszy noc na praskim zamku w marcu 1939 roku, nie wzdragał się wyjść następnego dnia rano z kilku cennymi gobelinami, zwiniętymi i ukradkiem schowanymi z tyłu jego samochodu, niczym hotelowy gość, wykradający kąpielowe ręczniki przed swym odejściem.
Frederic Spotts Hitler and the Power of Aesthetics, Overlook Press, 2002
---
Tłumaczę: Chciwość doszła do takiego poziomu, że nawet niemieccy urzędnicy narzekali na 'rabunkowe wyprawy, które redukują Pragę do statusu niemieckiej wioski'. Zapisano, że wzgarda Hitlera [PAK: Wcześniej Frederic Spotts pisze, iż Hitler pogardzał Czechami od swych czasów wiedeńskich] posunęła się do tego stopnia, że spędziwszy noc na praskim zamku w marcu 1939 roku, nie wzdragał się wyjść następnego dnia rano z kilku cennymi gobelinami, zwiniętymi i ukradkiem schowanymi z tyłu jego samochodu, niczym hotelowy gość, wykradający kąpielowe ręczniki przed swym odejściem.
sobota, 25 września 2010
Zrozumieć dowód
Sugestia serologów, że ludzka ślina zdradza przynależność grupową krwi, jest zupełnie nowa, a ogół nie zna tego zjawiska. Brak jest więc pewności, że naukowe podstawy zostały w tym przypadku bezspornie ustalone. Oczywiście naukowcy mogą spokojnie, i kiedy im się tylko podoba, uznać za prawdziwe stwierdzenie grupy krwi w ślinie ludzkiej. Ale jako obrońca musi on [Norman King, obrońca Josepha Williamsa] zadać pytanie przysięgłym (tu podniósł niedopałek papierosa), czy ktoś zdecyduje się uzależnić wyrok śmierci od drobnego strzępka papieru? Czy choć jeden z przysięgłych potrafi zobaczyć zaschniętą ślinę na ustniku papierosa? Chyba żaden. Kto spośród przysięgłych może sobie wyobrazić, że z tych niezauważalnych śladów można określić grupę krwi człowieka? W każdym razie on, King, tego nie potrafi Pozostawia więc odpowiedź, czy na podstawie niewidocznej resztki śliny zechcą przysięgli rozstrzygnąć o winie lub niewinności starego człowieka, którego nieopanowanie i rozdrażnienie jest zupełnie zrozumiałe. Przecież jest on bezbronny i walczy z rozpaczą przeciwko bezprawiu, na które się natknął.
Jürgen Thorvald Godzina detektywów, tłum. Krystyna i Kazimierz Jaegermannowie, Jerzy Dumański, Jan Markiewicz, Znak 2010
Komentować? Naświetlić tło? Z komentowaniem mam problem. Najpierw więc tło – rok 1939, morderstwo, morderca zostawił ślady, które jego obecność sugerowały, ale najmocniejszym dowodem oskarżenia stają się niedopałki papierosów – nie tylko tak skręcane, jak to morderca miał w zwyczaju (sposób skręcania, tytoń, papier), ale i ze śladami śliny z jego grupą krwi. Sąd jednak mordercę uniewinnił (po wyjściu z sali sądowej przyznał się do winy, więc my, dzisiaj wątpliwości mieć nie możemy), gdyż sędziowie przysięgli nie zrozumieli metody dowodzenia.
Tło naświetlone, czas na komentarz. Ale z nim – jak wspomniałem – mam problem. Bo pierwszy komentarz wydaje się oczywisty – branie ‘czynnika społecznego’ do rozstrzygania faktów, wystawia każdy wyrok na silniejsze oddziaływanie irracjonalizmu, choćby takiego jak tutaj, płynącego z kokietowanego lenistwa i niewiedzy. (Po lekturze Jürgena Thorvalda nie ma wątpliwości, że metoda jest dobra, choć oczywiście obrońca mógł bronić Williamsa odwołując się do popularności poszczególnych grup krwi.)
Stąd, bezpośrednio, wypływa komentarz numer dwa – podobne zjawisko do tego, które można było obserwować w brytyjskim sądownictwie roku 1939, widzimy na co dzień, gdy „publika” bez ładu i składu poważnie rozpatruje przebiegunowanie Ziemi w roku 2012, albo baje o zimie tysiąclecia wynikającej z zakłócenia Golfsztromu przez wyciek w Zatoce Meksykańskiej. Zjawisko niemal to samo – fakty i mity funkcjonują obok siebie, jako coś równorzędnego, informacyjna papka, do której można się odwołać, gdy jest wygodna, odrzucić, gdy niewygodna, i zawsze pozwala uciec przed rzeczywistością w komfortowy sceptycyzm.
Ale, czytając Thorvalda do końca, można też wyczytać, że i wnioski przedstawiane publicznie przez uczonych badających okoliczności zbrodni, bywały pochopne. (Nawet jeśli nie ma tam problemu odróżnienia szarlatana od uczciwego badacza. I nawet jeśli nie trafiło się, w całej siedmiusetstronicowej książce więcej niż jedno fałszywe oskarżenie.) Należy więc jednak zrozumieć i zrozumiałego przedstawienia argumentów domagać się. To już jednak zadanie domowe dla każdego z osobna.
Jürgen Thorvald Godzina detektywów, tłum. Krystyna i Kazimierz Jaegermannowie, Jerzy Dumański, Jan Markiewicz, Znak 2010
Komentować? Naświetlić tło? Z komentowaniem mam problem. Najpierw więc tło – rok 1939, morderstwo, morderca zostawił ślady, które jego obecność sugerowały, ale najmocniejszym dowodem oskarżenia stają się niedopałki papierosów – nie tylko tak skręcane, jak to morderca miał w zwyczaju (sposób skręcania, tytoń, papier), ale i ze śladami śliny z jego grupą krwi. Sąd jednak mordercę uniewinnił (po wyjściu z sali sądowej przyznał się do winy, więc my, dzisiaj wątpliwości mieć nie możemy), gdyż sędziowie przysięgli nie zrozumieli metody dowodzenia.
Tło naświetlone, czas na komentarz. Ale z nim – jak wspomniałem – mam problem. Bo pierwszy komentarz wydaje się oczywisty – branie ‘czynnika społecznego’ do rozstrzygania faktów, wystawia każdy wyrok na silniejsze oddziaływanie irracjonalizmu, choćby takiego jak tutaj, płynącego z kokietowanego lenistwa i niewiedzy. (Po lekturze Jürgena Thorvalda nie ma wątpliwości, że metoda jest dobra, choć oczywiście obrońca mógł bronić Williamsa odwołując się do popularności poszczególnych grup krwi.)
Stąd, bezpośrednio, wypływa komentarz numer dwa – podobne zjawisko do tego, które można było obserwować w brytyjskim sądownictwie roku 1939, widzimy na co dzień, gdy „publika” bez ładu i składu poważnie rozpatruje przebiegunowanie Ziemi w roku 2012, albo baje o zimie tysiąclecia wynikającej z zakłócenia Golfsztromu przez wyciek w Zatoce Meksykańskiej. Zjawisko niemal to samo – fakty i mity funkcjonują obok siebie, jako coś równorzędnego, informacyjna papka, do której można się odwołać, gdy jest wygodna, odrzucić, gdy niewygodna, i zawsze pozwala uciec przed rzeczywistością w komfortowy sceptycyzm.
Ale, czytając Thorvalda do końca, można też wyczytać, że i wnioski przedstawiane publicznie przez uczonych badających okoliczności zbrodni, bywały pochopne. (Nawet jeśli nie ma tam problemu odróżnienia szarlatana od uczciwego badacza. I nawet jeśli nie trafiło się, w całej siedmiusetstronicowej książce więcej niż jedno fałszywe oskarżenie.) Należy więc jednak zrozumieć i zrozumiałego przedstawienia argumentów domagać się. To już jednak zadanie domowe dla każdego z osobna.
sobota, 11 września 2010
Słowo na niedzielę
Nie pytaj Boga o drogę
do nieba, bo wskaże ci
najtrudniejszą.
Stanisław Jerzy Lec „Myśli nieuczesane”
do nieba, bo wskaże ci
najtrudniejszą.
Stanisław Jerzy Lec „Myśli nieuczesane”
sobota, 4 września 2010
Pociecha
Można się pocieszać, że ludzie, którzy mordują kobiety i dzieci, to tchórze, dlatego nie mogą być dobrymi żołnierzami [...].
Michael Burleigh Trzecia Rzesza. Nowa historia, tłum. Grzegorz Siwek, Znak 2010
Czytam i oczom nie wierzę. Co to za pociecha? Kobiety i dzieci wymordowane – w czym pomoże tchórzostwo sprawców?
W jakimś sensie rozumiem – powszechną praktyką jest przypisywanie „złym” (cudzysłów dla różnorodności owego zła, nie zawsze tak jednoznacznego, jak tu) różnych nielubianych cech. Często odbieram takie spostrzeżenia jako sprawiające przyjemność ich autorom. (Przykłady? Wypominanie Adolfowi Hitlerowi miernych talentów malarskich. Wystawa ‘twarzy UB’, z podkreślaniem ‘urody’ fotografowanych i błędów ortograficznych w raportach. Albo, jak tu – przypisanie tchórzliwości członkom Einsatzgruppen.)
Tyle, że to tak bardzo niemerytoryczne, że przecież autorzy takich stwierdzeń i wystaw powinni się na tym złapać. Tu, Michael Burleigh próbuje trochę rozwinąć kwestię oceny członków Einsatzgruppen, ich motywów, osobowości – odrzuca więc taką ‘pociechę’, ale odrzuca ją przez nadmierne uproszczenie tezy, a nie z zasady. Dlaczego nie?
Michael Burleigh Trzecia Rzesza. Nowa historia, tłum. Grzegorz Siwek, Znak 2010
Czytam i oczom nie wierzę. Co to za pociecha? Kobiety i dzieci wymordowane – w czym pomoże tchórzostwo sprawców?
W jakimś sensie rozumiem – powszechną praktyką jest przypisywanie „złym” (cudzysłów dla różnorodności owego zła, nie zawsze tak jednoznacznego, jak tu) różnych nielubianych cech. Często odbieram takie spostrzeżenia jako sprawiające przyjemność ich autorom. (Przykłady? Wypominanie Adolfowi Hitlerowi miernych talentów malarskich. Wystawa ‘twarzy UB’, z podkreślaniem ‘urody’ fotografowanych i błędów ortograficznych w raportach. Albo, jak tu – przypisanie tchórzliwości członkom Einsatzgruppen.)
Tyle, że to tak bardzo niemerytoryczne, że przecież autorzy takich stwierdzeń i wystaw powinni się na tym złapać. Tu, Michael Burleigh próbuje trochę rozwinąć kwestię oceny członków Einsatzgruppen, ich motywów, osobowości – odrzuca więc taką ‘pociechę’, ale odrzuca ją przez nadmierne uproszczenie tezy, a nie z zasady. Dlaczego nie?
niedziela, 29 sierpnia 2010
O Rzymie
Jako wszystkie narody Rzymowi służyły,
Póki mu dostawało i szczęścia, i siły,
Także też, skoro mu się powinęła noga,
Ze wszystkiego nań światła uderzyła trwoga.
Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły:
Tak zawżdy trwalszy owoc dowcipu niż siły.
Jan Kochanowski O Rzymie(Fraszki, Księgi wtóre, za Jan Kochanowski Dzieła polskie, PIW 1972)
---
Niby oczywistość, ale jakoś kandydaci na nowych Rzymian zwykle mało się tym przejmują.
---
Swoją drogą, gdy Kochanowski pisał, że wszystkie narody Rzymowi służyły, jakiś chochlik mi szeptał w ucho z dumą, że Polacy nie... Skąd się takie chochliki biorą?! Stąd już tylko kroczek mały do książki o historii rodzimego uzbrojenia, którą czytałem jako dziecko, gdzie pokazano starożytnego Polaka z dopiskiem, że całe szczęście dla Rzymian, że się na nasze ziemie nie zapuszczali.
---
Skąd i kolejny kroczek, do żalów mojego Szefa, że Rzymianie w lesie Teutoburskim przegrali, z całym fatalnym wpływem tego faktu na Polskę...
Póki mu dostawało i szczęścia, i siły,
Także też, skoro mu się powinęła noga,
Ze wszystkiego nań światła uderzyła trwoga.
Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły:
Tak zawżdy trwalszy owoc dowcipu niż siły.
Jan Kochanowski O Rzymie(Fraszki, Księgi wtóre, za Jan Kochanowski Dzieła polskie, PIW 1972)
---
Niby oczywistość, ale jakoś kandydaci na nowych Rzymian zwykle mało się tym przejmują.
---
Swoją drogą, gdy Kochanowski pisał, że wszystkie narody Rzymowi służyły, jakiś chochlik mi szeptał w ucho z dumą, że Polacy nie... Skąd się takie chochliki biorą?! Stąd już tylko kroczek mały do książki o historii rodzimego uzbrojenia, którą czytałem jako dziecko, gdzie pokazano starożytnego Polaka z dopiskiem, że całe szczęście dla Rzymian, że się na nasze ziemie nie zapuszczali.
---
Skąd i kolejny kroczek, do żalów mojego Szefa, że Rzymianie w lesie Teutoburskim przegrali, z całym fatalnym wpływem tego faktu na Polskę...
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Potrzeba historii
Zapewne, potrzebujemy historii, lecz potrzebujemy jej w sposób inny niż potrzebuje jej rozpieszczony próżniak w ogrodzie wiedzy, choćby nawet dostojnie miał patrzeć z góry na nasze grube i pozbawione wdzięku potrzeby i konieczności. Wiadomo, że potrzebujemy jej do życia i do czynu, nie do wygodnego odwrócenia się od życia i od czynu, lub nawet do upiększenia życia samolubnego lub czynu tchórzliwego i lichego. Chcemy tylko o tyle służyć historii, o ile ona służy życiu: lecz istnieje stopień zajmowania się historią i jej ocena, które wpływają na życie trująco i zwyrodniająco: fenomen to, o którym dowiedzieć się z różnych syptomów naszych czasów jest teraz rzeczą równie konieczną, jak i bolesną być może.
Fryderyk Fryderyk Nietzsche Pożyteczność i szkodliwość historii dla życia w Niewczesne rozważania, tłum. Leopold Staff, Wydawnictwo Zielona Sowa (2003?)
---
Bardzo nie chciałbym komentować. Bo dla jednych to oczywiste. Dla innych -- niekoniecznie (w publicznych wypowiedziech bardzo rzadko pojawiają się zastrzeżenia, określające do jakiego stopnia i zakresu coś jest dobre, a gdzie zaczyna się wynaturzenie -- wielu to wie, dzięki poczuciu smaku, czy równowagi -- jak kto woli -- ale nie dzięki publicznym dyskusjom na temat zakresu przydatnosci wiedzy do spożycia). I do tego Nietzsche -- znowu odkrywam, jak bardzo trudny bywa do zaszufladkowania, umykający jasnym streszczeniom. I odległy od własnego stereotypu.
Fryderyk Fryderyk Nietzsche Pożyteczność i szkodliwość historii dla życia w Niewczesne rozważania, tłum. Leopold Staff, Wydawnictwo Zielona Sowa (2003?)
---
Bardzo nie chciałbym komentować. Bo dla jednych to oczywiste. Dla innych -- niekoniecznie (w publicznych wypowiedziech bardzo rzadko pojawiają się zastrzeżenia, określające do jakiego stopnia i zakresu coś jest dobre, a gdzie zaczyna się wynaturzenie -- wielu to wie, dzięki poczuciu smaku, czy równowagi -- jak kto woli -- ale nie dzięki publicznym dyskusjom na temat zakresu przydatnosci wiedzy do spożycia). I do tego Nietzsche -- znowu odkrywam, jak bardzo trudny bywa do zaszufladkowania, umykający jasnym streszczeniom. I odległy od własnego stereotypu.
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
Pomacać się po głowie
Namiestnik prowincji Azji, Apronian, został zaocznie oskarżony o to, że jego piastunka ujrzała go we śnie cesarzem, on zaś rzekomo stosował zabiegi magiczne, aby widzenie się ziściło. Zeznania świadków spisane podczas tortur, odczytywano przed całym senatem. W pewnym momencie padła wzmianka, że w to wszystko wmieszany jest jakiś łysy senator; jego nazwiska świadek nie znał i nie wymienił. „Gdy padły te słowa — pisze Kaszjusz Dion — znaleźliśmy się w położeniu okropnym. Przerazili się wszyscy, nawet ci, co nigdy nie bywali u Aproniana; i nie tylko łysi, ale także ci o wysokich czołach. Nikt nie czuł się bezpieczny prócz tych, którzy mieli gęste włosy. Wszyscy patrzyliśmy na łysych lub łysiejących i szedł pomruk po sali: To ten! Nie, to raczej tamten! Nie będę ukrywał, co mnie się wtedy zdarzyło, choć to bardzo ośmieszające. Stałem się mianowicie skutkiem strach tak bezwolny, że ręką próbowałem, czy mam włosy. Podobnie robili też inni. Patrzyliśmy na łysych i łysawych wymownie, jakbyśmy chcieli na nich przesunąć grożące nam niebezpieczeństwo”. Potem okazało się, że świadek zauważył też obramowaną purpurą togę owego senatora. Wtedy oczy wszystkich zwróciły się na Marcelinusa, bo tylko on był i łysy, i jako urzędujący edyl nosił właśnie taką togę. Wprowadzony świadek rozpoznał go po chwili wahania — ale dopiero wtedy, gdy ktoś z sali dał mu ledwie dostrzegalny znak głową. Marcellinus został natychmiast skazany i wyprowadzony na egzekucję; nieco czasu dano mu tylko na pożegnanie się z czwórką dzieci.
Aleksander Krawczuk Poczet cesarzy rzymskich (Septymiusz Sewer), ISKRY 1986
Aleksander Krawczuk Poczet cesarzy rzymskich (Septymiusz Sewer), ISKRY 1986
sobota, 31 lipca 2010
Strzelbę na się składając
Po nim Jagiełło Litwę jednoczy z Polaki,
A potym o pokoju rokuje z Krzyżaki.
Próżno podobno; bo patrz, jako wsi gorają,
A zamków między sobą przedsię dobywają.
Widaćże było dalej dwie wojaszcze ogromne,
Strzelbę na się składając i kopije łomne;
Stąd Krzyżacy, a z nimi Niemcy i Czechowie,
Stąd Polacy i Litwa, Ruś i Tatarowie.
W bok wojska król dwa miecza od Niemców przyjmuje,
Z drugiej strony Tatary Witułt już hamuje;
Ale ci przedsię serca drugim nie skazili,
Bo Polacy na głowę Niemca porazili.
Malbork zatym obegnan, a pod Koronowem
Dwie wojszcze z sobą czynią obyczajem nowem,
Bowiem w pół bitwy z obu stron odpoczywają
Raz i drugi, za trzecim Niemcy się mieszają.
Obawiam się, że Jan Kochanowski nie byłby szczęśliwy z przypomnienia jego Proporca albo hołdu pruskiego (za Jan Kochanowski Dzieła polskie, PIW 1972). Ale cóż, twórczość trwa, nawet ta mniej pamięci godna, tu nakładając się na rocznicę -- sześćsetlecie Grunwaldu już za nami, sześćsetlecie Koronowa przed nami.
A potym o pokoju rokuje z Krzyżaki.
Próżno podobno; bo patrz, jako wsi gorają,
A zamków między sobą przedsię dobywają.
Widaćże było dalej dwie wojaszcze ogromne,
Strzelbę na się składając i kopije łomne;
Stąd Krzyżacy, a z nimi Niemcy i Czechowie,
Stąd Polacy i Litwa, Ruś i Tatarowie.
W bok wojska król dwa miecza od Niemców przyjmuje,
Z drugiej strony Tatary Witułt już hamuje;
Ale ci przedsię serca drugim nie skazili,
Bo Polacy na głowę Niemca porazili.
Malbork zatym obegnan, a pod Koronowem
Dwie wojszcze z sobą czynią obyczajem nowem,
Bowiem w pół bitwy z obu stron odpoczywają
Raz i drugi, za trzecim Niemcy się mieszają.
Obawiam się, że Jan Kochanowski nie byłby szczęśliwy z przypomnienia jego Proporca albo hołdu pruskiego (za Jan Kochanowski Dzieła polskie, PIW 1972). Ale cóż, twórczość trwa, nawet ta mniej pamięci godna, tu nakładając się na rocznicę -- sześćsetlecie Grunwaldu już za nami, sześćsetlecie Koronowa przed nami.
środa, 28 lipca 2010
Poniewierać pamięcią
Klaudiusz pozornie zachował całkowitą obojętność na wieść o śmierci żony. Jak jednak odgadnąć, co czuł w głębi serca? I czy owa niby obojętność, którą tylu miało mu za złe, nie była jedyną reakcją godną mężczyzny i cesarza? Jakże bowiem inaczej miałby się zachować? Żałować wiarołomnej? Rozpaczać nad śmiercią wyuzdanej rozpustnicy? A może poniewierać jej pamięcią?
Aleksander Krawczuk Poczet cesarzy rzymskich (Klaudiusz), ISKRY 1986
---
Przypominałem sobie ostatnio Ja, Klaudiusza (w wersji serialowej), co jakoś zachęciło mnie by wygrzebać Swetoniusza i Krawczuka, dla porównania. I proszę -- uwaga, może błaha, ale bliska tematycznie notki sprzed tygodnia.
PS.
1. Serial się zestarzał. Przynajmniej w moim odbiorze. Ale skoro do czegoś inspiruje, to chyba nie zestarzał się do końca.
2. Dla mnie sensacją, przy okazji oglądania wydania na DVD, okazała się informacja o nieukończonym filmie z Charlesem Laughtonem z 1937 roku. Reżyserem był Josef von Sternberg -- zachowały się wcale ciekawe sceny. Dirk Bogarde w roku 1955 mówił o "klątwie Klaudiusza". Jak widać, szczęśliwie, klątwa nie okazała się wieczna.
Aleksander Krawczuk Poczet cesarzy rzymskich (Klaudiusz), ISKRY 1986
---
Przypominałem sobie ostatnio Ja, Klaudiusza (w wersji serialowej), co jakoś zachęciło mnie by wygrzebać Swetoniusza i Krawczuka, dla porównania. I proszę -- uwaga, może błaha, ale bliska tematycznie notki sprzed tygodnia.
PS.
1. Serial się zestarzał. Przynajmniej w moim odbiorze. Ale skoro do czegoś inspiruje, to chyba nie zestarzał się do końca.
2. Dla mnie sensacją, przy okazji oglądania wydania na DVD, okazała się informacja o nieukończonym filmie z Charlesem Laughtonem z 1937 roku. Reżyserem był Josef von Sternberg -- zachowały się wcale ciekawe sceny. Dirk Bogarde w roku 1955 mówił o "klątwie Klaudiusza". Jak widać, szczęśliwie, klątwa nie okazała się wieczna.
środa, 21 lipca 2010
Telewizja (?) i emocje
Dawniej zachowywanie spokoju w stresującej sytuacji było uważane za wielką zaletę. Dziś jednak niewzruszona postawa Obamy wywołuje dyskusje wśród specjalistów od public relations. […R]zecznik Białego Domu Robert Gibbs celowo podkreślił w rozmowie z reporterami, że prezydent się rozłościł.
Sharon Jayson Telewizja uczy wybuchać, Forum (nr 28, 12-18 lipca 2010), za USA Today
Notuję nie ze względu na Baracka Obamę, a ze względu na rodzime podwórko. Bo dostrzegam podobną zmianę (o ile to jest zmiana, a nie większa „otwartość” dyskusji) – nie wypada okazywać opanowania, spokoju – wprost przeciwnie, wypada być nadmiernie emocjonalnym. I wcale mi się to nie podoba.
Sharon Jayson Telewizja uczy wybuchać, Forum (nr 28, 12-18 lipca 2010), za USA Today
Notuję nie ze względu na Baracka Obamę, a ze względu na rodzime podwórko. Bo dostrzegam podobną zmianę (o ile to jest zmiana, a nie większa „otwartość” dyskusji) – nie wypada okazywać opanowania, spokoju – wprost przeciwnie, wypada być nadmiernie emocjonalnym. I wcale mi się to nie podoba.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Ucieczka od wolności
W XIX wieku możny Prusak, August von Haxthausen, opisał swoje doświadczenia z grupą sześciu czerkieskich niewolnic, znalezionych na pokładzie tureckiego statku i "uwolnionych" przez rosyjski okręt wojenny: "Oznajamiając dziewczętom, że zostały uwolnione, [rosyjski] generał rozkazał im powiedzieć, że mają wolny wybór. Mogą zostać odesłane z powrotem do domu z księciem tej samej, co one rasy; mogą również poślubić z własnej woli Rosjan i Kozaków, wrócić ze mną do Niemiec, gdzie wszystkie kobiety są wolne, lub wreszcie towarzyszyć tureckiemu kapitanowi, który sprzeda je na targu niewolników w Konstantynopolu. Czytelnik z trudem w to uwierzy, ale jednomyślnie i bez chwili zastanowienia zawołały: "Do Konstantynopola -- na sprzedaż!""
Charles King Dzieje Morza Czarnego, tłum. Zuzanna Piotrowska, PIW 2006
---
Zachowanie nie jest takie dziwne -- że dopowiem -- targ niewolników był szansą zrobienia kariery, a niewola nie była raczej gorsza od małżeństwa we własnych stronach (z uwzględnieniem praw kobiet; a bez uwzględnienia tego, że niewola często się kończyła...). Zaś wolność i Niemcy... cóż, były chyba abstrakcyjne.
Charles King Dzieje Morza Czarnego, tłum. Zuzanna Piotrowska, PIW 2006
---
Zachowanie nie jest takie dziwne -- że dopowiem -- targ niewolników był szansą zrobienia kariery, a niewola nie była raczej gorsza od małżeństwa we własnych stronach (z uwzględnieniem praw kobiet; a bez uwzględnienia tego, że niewola często się kończyła...). Zaś wolność i Niemcy... cóż, były chyba abstrakcyjne.
wtorek, 13 lipca 2010
Morze, może Czarne, a może nie...
Dlaczego "czarne" [PAK: Morze Czarne]? Nikt nie wie na pewno, ale istnieją przynajmniej trzy hipotezy. Pierwsza mówi, że jest to po prostu relikt najwcześniejszej irańsko-greckiej nazwy [PAK: Ponto Axeinos (morze cimne, lub posępne) -- niektórzy przypuszczają, że albo to wyraz lęku żeglarzy, albo względnej ciemności wód przeważnie głębszych niż w Morzu Śródziemnym], która funkcjonowała wśród mieszkańców wybrzeży Morza Czarnego jeszcze długo po tym, kiedy pisarze greccy i rzymscy zaczęsli stosować bardziej zachęcające miano Euxinus. Starsze określenie zostało zapewne przeniesione na zachód za pośrednictwem migracji tureckich do Anatolii, przybierając w końcu formę osmańskiego Kara Deniz (morze czarne lub ciemne). Według drugiej koncepcji słowo kara, oznacza również "wielki" lub "straszny", przeniknęło do tureckiego za pośrednictwem obiegowej nazwy Morze Wielkie, stosowanej w średniowiecznej Europie zwłaszcza przez włoskich żeglarzy i twórców map. Trzecie wyjaśnienie wiąże się z kodem kolorystycznym używanym przez ludzy zamieszkujące stepy Eurazji. Schemat ten, pochodzący z Chin, przypisuje stronom swiata określone barwy: północ to czerń, zachód -- biel, południe -- czerwoeń, a błękit niekiedy oznacza wschód. Mimo że układ kolorów w sposób oczywisty zależy od punktu odniesienia, określenie morza położonego na północ od Turków jako "czarne" mogło stać się źródłem dla tradycji eurazjatyckiej jako echo odległej, koczowniczej przeszłości samych Osmanów bądź jako termin przyjęty z mongolskiego przez późniejszych geografów osmańskich. W języku Turków osmańskich, tak samo jak we współczesnym tureckim, Morze Śródziemne nosi nazwę Morza Białego (Ak Deniz).
Charles King Dzieje Morza Czarnego, tłum. Zuzanna Piotrowska, PIW 2006
---
To nie jest wpis, który ma być od czegoś nawiązaniem. Ot, sięgnąłem po Dzieje Morza Czarnego, dochodząc do wniosku, że basen tego Morza zasuguje na spisanie jego dziejów, o których wiem mniej, niżbym chciał. A że blog odwiedzają miłośnicy badania etymologii...
Charles King Dzieje Morza Czarnego, tłum. Zuzanna Piotrowska, PIW 2006
---
To nie jest wpis, który ma być od czegoś nawiązaniem. Ot, sięgnąłem po Dzieje Morza Czarnego, dochodząc do wniosku, że basen tego Morza zasuguje na spisanie jego dziejów, o których wiem mniej, niżbym chciał. A że blog odwiedzają miłośnicy badania etymologii...
sobota, 10 lipca 2010
Pewność
– A zatem nie masz jednej odpowiedzi na swoje pytania?
– Adso, gdybym miał, nauczałbym teologii w Paryżu.
– Czyż w Paryżu mają na wszystko prawdziwą odpowiedź?
– Nigdy – rzekł Wilhelm – ale są bardzo pewni swoich błędów.
Umberto Eco Imię róży (tłum. Adam Szymanowski)
– Adso, gdybym miał, nauczałbym teologii w Paryżu.
– Czyż w Paryżu mają na wszystko prawdziwą odpowiedź?
– Nigdy – rzekł Wilhelm – ale są bardzo pewni swoich błędów.
Umberto Eco Imię róży (tłum. Adam Szymanowski)
wtorek, 6 lipca 2010
Po wyborach, czyli przed wyborami (jest czas by się przygotować)
Przypominam sobie z dzieciństwa autentyczną historię o szlachcicu w Galicji, który przygotowywał syna do życia publicznego w ten sposób: prowadził go do sadu, stawiał pod gruszą i kazał mu gadać dwie godziny do tej gruszy; skoro chłopiec na chwilę utknął, ojciec łoił go kijem. Znałem później tego tak wyedukowanego męża stanu; szkół wprawdzie nie skończył, ale był posłem do parlamentu, stosował metodę ojcowską z powodzeniem i umarł obrośnięty w honory i godności.
Tadeusz Żeleński Boy Obrachunki fredrowskie (z recenzji Wielki człowiek do małych interesów, Teatr Narodowy w Warszawie, 1928), PIW 1956
Tadeusz Żeleński Boy Obrachunki fredrowskie (z recenzji Wielki człowiek do małych interesów, Teatr Narodowy w Warszawie, 1928), PIW 1956
sobota, 3 lipca 2010
Wysiłek dla wszystkich
Demokracja wymaga pewnego wysiłku od wszystkich. Nie sądzę, by można było uznać za moralną postawę obywatela, który nie stara się być poinformowanym przynajmniej w najważniejszych politycznych sprawach i nie czyta gazet, nie słucha czy nie ogląda programów informacyjnych, a potem głosuje. Nawet całkiem błędna decyzja nie jest niemoralna, jeśli włożyliśmy odpowiedni wysiłek, by ją podjąć. Człowiek ma prawo także do bardzo poważnych błędów, ale pod warunkiem, że zrobił, co w jego mocy, żeby ich uniknąć.
Peterem Singer (w rozmowie z Jackiem Żakowskim).
Nie widzę tu niczego kontrowersyjnego, choć Peter Singer uchodzi za etyka mocno kontrowersyjnego (z drugiej strony kontrowersje dotyczą głównie jego ekologicznego zaangażowania, a tu nie o tym mówi). Dzień przed wyborami, gdy przypomina się prawo do głosowania (czasem z politycznym wyliczeniem, że fekwencja służy bardziej Urugwajowi niż Ghanie -- by odwołać się do szyfru "porankowego"), gdy mówi się o obywatelskim obowiązku, przypominają mi się jakoś spotkani ludzie, gotowi głosować (a przynajmniej dopuszczający taką myśl), którzy nawet nie bardzo wiedzą co różni kandydatów.
Chciałbym, by do wyborów poszło wielu Rodaków. Ale jeszcze bardziej chciałbym, by głosowali mądrze i odpowiedzialnie, a nie przypadkowo. Co znaczy 'mądrze i odpowiedzialnie', wydaje mi się, że wiem. Ale w rzeczywistości demokratycznej (i ciszy wyborczej) narzucać tego mi nie wypada.
Peterem Singer (w rozmowie z Jackiem Żakowskim).
Nie widzę tu niczego kontrowersyjnego, choć Peter Singer uchodzi za etyka mocno kontrowersyjnego (z drugiej strony kontrowersje dotyczą głównie jego ekologicznego zaangażowania, a tu nie o tym mówi). Dzień przed wyborami, gdy przypomina się prawo do głosowania (czasem z politycznym wyliczeniem, że fekwencja służy bardziej Urugwajowi niż Ghanie -- by odwołać się do szyfru "porankowego"), gdy mówi się o obywatelskim obowiązku, przypominają mi się jakoś spotkani ludzie, gotowi głosować (a przynajmniej dopuszczający taką myśl), którzy nawet nie bardzo wiedzą co różni kandydatów.
Chciałbym, by do wyborów poszło wielu Rodaków. Ale jeszcze bardziej chciałbym, by głosowali mądrze i odpowiedzialnie, a nie przypadkowo. Co znaczy 'mądrze i odpowiedzialnie', wydaje mi się, że wiem. Ale w rzeczywistości demokratycznej (i ciszy wyborczej) narzucać tego mi nie wypada.
środa, 30 czerwca 2010
Twórcza moc kryzysu
Teraz powodem okazał się być kryzys gospodarczy, który dopadł w końcu władców Rzymu. Liczba zamówień gwałtownie spadła. Na rynku dzieł zapanowała dekoniunktura. Wielu architektów, rzeźbiarzy i malarzy znalazło się nagle bez pracy, zaczęli więc masowo wyjeżdżać z Rzymu, aby znaleźć sobie nowych patronów, nabywców lub kupców w innych regionach Europy: w Hiszpanii, Francji, Niemczech. W taki właśnie sposób nowy styl — barok — rozprzestrzenił się po całym kontynencie.
Peter Englund Lata wojen, tłum. Wojciech Łygaś, Finna 2003
Peter Englund Lata wojen, tłum. Wojciech Łygaś, Finna 2003
piątek, 25 czerwca 2010
Zapały
Ale sam akt wart był zapisania jako dokument dla psychologii ówczesnej szlachty polskiej. Zapał jej i zamiary nie miały jutra. Upijała się nie tyle winem, co własnym temperamentem. Oburzenie, które podyktowało konfederację, było niewątpliwie szczere, decyzja w danej chwili całkiem na serio, gdyby Sienieński był w Przemyślu, rozniesiono by go na szablach. Co więcej, każdy szlachcic, co podpisał akt konfederacyjny, odjeżdżał do domu z najgłębszym przekonaniem, że spełnił czyn, że złożył pozytywny dowód obywatelskiej cnoty i szlachetnej rezolucji. Zrobił swoje — niechże teraz król Jego Mość, niech p. starosta przemyski, niech wreszcie sam p. Derśniak dokończą roboty.
Władysław Łoziński Prawem i lewem, obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku, Iskry 2005
Władysław Łoziński Prawem i lewem, obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku, Iskry 2005
Subskrybuj:
Posty (Atom)
