Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impresja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2009

Na marginesie kontroli...

Warszawa. Kontrolnie. Ot, czy syrenki nie ukradli jeszcze na złom. (Nie, nie ukradli.) Czy Złote Tarasy mają finansowanie. (Szeptem konfidencjonalnym: “Proszę pana! A to podobno własność jakiegoś bogatego nowojorskiego Żyda!”) Czy pociągi jeżdżą punktualnie. (Konduktor: “Bo na naszej kolei to tak jest, że nie informują wcześniej, że jest remont…”)

Najbardziej w pamięć mi zapadło nawet nie deszczowe Krakowskie Przedmieście, nie Jesienne pląsy (jak sama nazwa wskazuje — herbata), ale Zachęta.

Nie chodzi o wyjęte z magazynów dzieła (Siusiu w torcik), które czasem irytowały przeszłą aktualnością (a czasem zadziwiały wprost przeciwnie — aktualną bezczasowością).

Nie, nie wystawy same w sobie, choć dokumentacje Muzeum – performance taneczny Zorki Wollny (Spojrzenia 2009), gdzie pozornie normalny ruch zwiedzających stawał się tańcem, była inspirująca.

W pamięć zapadła mi atmosfera przechadzania się wśród wideoinstalacji, wyciemnionych pokoikach, z ciężkimi zasłonami przy wejściu, a czasem jeszcze systemem ciemnych korytarzy. Nieco duszne powietrze zamkniętej sali, mrok i wolne kroki niemal wyłącznie młodych ludzi, może bardziej snujących się, niż chodzących (a tym bardziej tańczących, choć kto wie?) wśród czarnych ścian i zasłon.

niedziela, 10 maja 2009

Kwiaty w krzywonosie

Dzisiaj przerywnika operowego nie będzie. Owszem, ostatnio często w niedziele sobie leniuchuję zamiast przygotowywać fotosy i doprawiać je tekstem – tym razem jednak zostałem zdopingowany do odkurzenia dawno nie oglądanej opery i nawet było blisko. Ale – wybrałem się na koncert i na fotosy zabrakło mi czasu. Może za tydzień.


Koncertu opisywać nie będę – chciałem Wam tylko pokazać pewne zdjęcie (niestety, warunki przekraczały możliwości mojego aparatu, stąd zdjęcie jest nieostre), oto kwiaty wstawione do krzywonosa:


darmowy hosting obrazków


(Na marginesie koncertu jednak pewna drobna uwaga – otóż jeśli chrapiecie, proszę, nie przysypiajcie na koncertach. Dzisiaj szczęśliwie koncert kończył Marsz weselny ze Snu nocy letniej Mendelssohna i pan, który przysnął na Intermezzu, zdołał się obudzić. Ale nie zawsze autorzy programu biorą to pod uwagę!)


(Ale, nie wypada mi się śmiać – sam wczoraj miałem taki przypadek, że po pierwszych taktach III części VI Symfoniiczęści IV… Szczęśliwie było to na CD, a nie w sali koncertowej.)


I jeszcze jedno zdjęcie – przy okazji wizyty w Decymber Palace obejrzałem fotografie Miriam Petranovej z cyklu My celebrities, które mi się tak spodobały, że kupiłem kartki celem rozesłania. Ktoś chce? Jeszcze mam – wystarczy przesłać mi własne namiary pocztowe. A przykład (Billy Idol*) poniżej:


darmowy hosting obrazków

---
*) z opisem: typowa punk rockowa instrumentalizacja / emanuje charyzmą Billy'ego Idola i zawiera wiele żądlących punktów.

sobota, 25 kwietnia 2009

Rozmowa superego z ego o ucieczce z koncertu

Superego: No jak mogłeś tak zwiać, zdezerterować z koncertu?
Ego: A czy ja mam obowiązek siedzieć do końca?
Superego: Obowiązek, nie obowiązek – liczy się motywacja, a raczej jej brak. Nie można tak sobie łatwo pobłażać! Jeśli raz sobie odpuścisz, będziesz już sobie zawsze odpuszczał.
Ego: Zaraz, zaraz, czy koncert jest po to, by ćwiczyć swój charakter, czy też po to, by spędzić przyjemnie wieczór? Idę na koncert dla przyjemności – gdy się jej nie spodziewam, po co mam zostawać?
Superego: Dlaczego zakładasz od razu, że nie będzie przyjemnie? Bałeś się spróbować i wymówiłeś byle czym, by uciec wcześniej do domu, do ciepłej herbatki i ciepłej pościeli.
Ego: Po pierwsze, nie czułem się tego dnia najlepiej. Rano coś przemarzłem, popołudniu miałem wypieki jak w gorączce, na dokładkę nie miałem kiedy odsapnąć, bo musiałem zostać w pracy godzinę dłużej.
Superego: Mówisz jakbyś miał męczącą pracę – a nie masz się na co skarżyć. Byłeś dłużej w związku z odwiedzinami prezesa, ale nawet się nie stresowałeś. Dzięki pomocy rodziny, te półgodziny w domu przeznaczone na obiad i przebranie się dało ci lepiej odpocząć niż może to zrobić półtorej godziny, które zwykle masz. Co do zziębnięcia i stanu podgorączkowego, to po prostu jesteś hipochondrykiem! Powinieneś to w sobie zwalczać póki czas!
Ego: To wszystko drobiazgi, ale składały się na to, że na sali czułem się źle, przynajmniej źle jak na słuchanie muzyki. Już przy Brittenie się męczyłem, a Ryszard Strauss…
Superego: No dokończ! Chcę usłyszeć tę dumę z alergii na muzykę Ryszarda Straussa!
Ego: Dumę nie. Ale nie przepadam za nią. Nie kupuję płyt…
Superego: Kłamiesz! Jakbyś myślał, że ja nie wiem!
Ego: Ale to są opery! A nie lubię – by doprecyzować – poematów symfonicznych Ryszarda Struassa. I właśnie poemat mnie oczekiwał.
Superego: Przesadzasz – Sinfonia Domestica ci się ostatnio podobała mimo uprzedzeń! Mogłeś spróbować jeszcze raz, zamiast hodować swoje fochy!
Ego: Ale przy Sinfonii byłem zrelaksowany, to czego teraz zabrakło.
Superego: A przecież przyszedłeś na koncert bez złych myśli, zrelaksowany, wysłuchałeś zapowiedzi utworu…
Ego: No właśnie, wysłuchałem tego, że to utwór długi, że krytycy sugerowali by go umieszczać na końcu programu, by słuchacze mogli cichcem wyjść…
Superego: To była krytyka konserwatywnych krytyków! Utwór chwalono, wskazywano na piękno partii solowej skrzypiec…
Ego: No właśnie – nie lubię tych partii solowych skrzypiec w muzyce symfonicznej późnego romantyzmu. Nawet stwierdzenie, że w części Towarzyszka bohatera mamy odmalowaną perwersyjną naturę Pauiny de Ahna mnie nie przekonało.
Superego: Nieładnie tak się dać ponieść uprzedzeniom!
Ego: Nie byłem w nastroju na ćwiczenia z przekonywaniem się do poematów symfonicznych Ryszarda Straussa, tylko pogłębiłoby się moje uprzedzenie!
Superego: Słowem nie masz żadnego poważnego argumentu, dla swojej dezercji z sali koncertowej.
Ego: Nie, ale sporo drobnych przesłanek. Gdybym na przykład wiedział, że utwór jest krótki, gdyby nawet był długi, ale nie był Ryszarda Straussa, gdyby nawet był długi i Ryszarda Straussa, ale byłbym w lepszym samopoczuciu na sali…
Superego: To byś został. A tak, poszedłeś sobie i nawet sam nie wiesz, czy nie popełniłeś błędu.
Ego: Może i tak, ale odkąd poczułem orzeźwiający chłód wieczoru, to wszystko było bez znaczenia.

sobota, 18 kwietnia 2009

Trzy plakaty

Czasem dziwią mnie plakaty. Na przykład taki:

darmowy hosting obrazków

Muzyka potrafi mi się kojarzyć z żądzami, ale czy to zwykłe skojarzenie? (Owszem, widuję wiele efektownych plakatów krakowskich, wywieszanych także u mnie w mieście – jak choćby ten z Herkulesa, ale to jednak rzadki obrazek.) Może i dobrze, choć jakoś w przyciągnięcie słuchaczy wątpię.

darmowy hosting obrazków

A tu inny przypadek – plakat wisi już długo, ale zawsze mijam w drodze, nigdy z gotowym aparatem. (Tym razem aparat był gotowy, ale odległość duża i obejmująca brudną szybę.) Właściwie to przeciwko plakatowi nic nie mam, poza tym, że coś mi przypomina. Nie wiem, czy o to chodziło autorom.

darmowy hosting obrazków

I ostatni plakat. (Nie tylko ja chodzę po ulicach – pomysły też, widzę właśnie takie plakaty rozwieszane przez młodzież z kolejnej parafii.) Przyciąga wzrok – to trzeba mu przyznać. Ale dlaczego 33 lata? Wiem – tradycja. Ale ta tradycja nie jest nauką Kościoła, a na dodatek nie bardzo może być ona prawdziwa. A ten pierwszy rok naszej ery, czy to polemika ze świeckością określenia nasza era, czy może twierdzenie teologiczne, a może jeszcze – ucieczka przed nieznajomością dokładnej daty? Tu chyba łatwiej typować, niż w przypadku wieku – czy nie ciekawsza byłaby już próba wyboru jednej z potencjalnych dat (jak choćby przytaczanej przeze mnie – 7 kwietnia 30 roku n.e.). No i JEZUS CHRYSTUS - zapisane (zapewne celowo, dla efektu wizualnego) jak imię i nazwisko – i znowu ktoś będzie musiał tłumaczyć, że Chrystus to tytuł, greckie tłumaczenie Mesjasza.

(Rozumiem plakat, ale po pierwsze mnie dziwi, po drugie jest ilustracją pewnej płytkości w znajomości wydarzeń biblijnych. Trochę tak, jak w niedawno wysłuchanym kazaniu, gdzie nasłuchałem się o tchórzostwie św. Piotra, który się zaparł Jezusa (tenże sam św. Piotr miał bronić Jezusa z mieczem w ręku i ciąć jednego ze sług arcykapłana – ale o tym w kazaniu nie było, a szkoda, bo cała sprawa jest o wiele ciekawsza niż przeciwstawienie św. Piotr-tchórz, św. Jan-bohater), oraz o prostytutce Marii Magdalenie (a potem znowu bibliści muszą tłumaczyć, że grzech niejedno ma imię… no, ale prostytutka to brzmi romantycznie…).)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Święty Kolumb

Żyję. Więcej -- mam się nieźle. Czego dowodem jest to, że właśnie wróciłem z koncertu, gdzie słuchałem skrzypiec. Ale, ale -- ja nie o skrzypcach, tylko uniesiony zapowiedziami utworów (które także szły także na antenę Radia Katowice) spieszę donieść, że wysłuchałem dzisiaj (w ramach programu Szekspir in low, by zacytować pana zapowiadającego) między innymi utworu pt. Grób Świętego Kolumba (by znowu zacytować zapowiadającego). No nic, pozostaje mi jeszcze zerknąć do Antosia od Świętego Eksuperego wieczorem, tak dla podtrzymania w pamięci uroków koncertu.