Wczoraj byłem na koncercie z okazji 60-lecia Duszpasterstwa Akademickiego w Katowicach. Nie, nie mam z nim nic wspólnego poza znajomościami... Sam koncert łączył różną muzykę, od współczesnych (choć prostych) chórów, poprzez kwartet Mozarta, gospel, ballady Sojki po występ zespołu Instytutu Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Ale o koncercie nie mam zamiaru tu pisać, a jedynie zamieścić parę uwag na marginesie.
Zaczynał Chór Kameralny Akademii Muzycznej. I w przedostatnim utworze złapałem się na tym, że jedna z chórzystek nie śpiewa. Nie, nie byłem tak dobry by usłyszeć to z dziewiątego rzędu. Zobaczyłem to. Pani czasem otwierała usta. A czasem nie. Nawet, gdy chór śpiewał samogłoskę ‘o’ wargi wręcz przygryzała. Ale to nie było pierwsze spostrzeżenie. Wcześniej dostrzegłem dość dziwną postawę – trzymała się na bok, jakby coś bolało. Ale potem zorientowałem się, że tak ma być. Że to nie ból, ale postawa przyjęta na koncert, gdy nie ma co robić z rękami. Ale jednocześnie był to gest obronny – jakby wyrażający niepewność, strach, wstyd. Jednak i to nie było pierwsze. Bo pierwsze, co kazało mi wychwycić niezwykłe zachowanie chórzystki to były jej oczy. Rozbiegane. Ale dlaczego patrzyłem chórzystkom w oczy? Nawet ładnym?
Kolejnym punktem był Kwartet G-dur K. 80 Wolfganga Amadeusza Mozarta, zagrany z klasą przez Kwartet Śląski. Po pierwszej części rozległy się ciche brawa. Po drugiej głośne. Po trzeciej jeszcze głośniejsze. A najgłośniejsze na końcu. Na sali byli studenci, nauczyciele akademiccy, rektorzy, księża i jeden arcybiskup. Średnia wykształcenia była bardzo wysoka. Wydawałoby się, że obycia na imprezach kulturalnych też... A mimo to spora część słuchaczy nie wiedziała kiedy klaskać przy wykonaniu utworu klasycznego... Wiem, że nikt nie napisał na zaproszeniach, że Kwartet G-dur ma cztery części. I zastanawiam się, czy każdy musi wiedzieć, że typowa budowa kwartetu smyczkowego jest oparta o schemat sonaty, czyli jest to utwór czteroczęściowy. Ale, że się nie klaszcze w przerwach, tylko czeka na koniec, który w przypadku niezorientowania publiczności wskazują sami wykonawcy wstając z miejsc, wydawało mi się dość oczywiste. Niestety, wychodzi na to, że nawet w takim towarzystwie wielu po raz pierwszy słuchało na koncercie muzyki klasycznej...
Czyżby wziął na to poprawkę Stanisław Sojka, który zapowiadając kolejny utwór – „Natchnienie” do wiersza Leopolda Staffa, konfidencjonalnie zwrócił się do publiczności: „Dla młodzieży wyjaśniam – Leopold Staff: polski poeta dwudziestowieczny.”...
PS. I w ten sposób mogę uznać, że mój blog jest misyjny i niesie wartości edukacyjne. Można się z niego dowiedzieć jaką dziedzinę sztuki uprawiał Leopold Staff, oraz ile części ma Kwartet G-dur K.80.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 maja 2008
czwartek, 8 maja 2008
To tak można?
„Sens odpowiedzi, jaką otrzymał, był następujący: Jest pan w błędzie, uważając, że forma przekazania myśli nie ma znaczenia dla jej wiarygodności. W świecie akademickim słowu opublikowanemu przyznaje się większy prestiż i przypisuje większy autentyzm niż wypowiedzi ustnej. To, co ludzie mówią, uważa się za bardziej niezobowiązujące niż oświadczenie pisemne. Słowo napisane uznaje się za poddane refleksji i rewizji autora, przejrzane przez zwierzchników i wydawców. Łatwiej je potwierdzić lub obalić, ma też bezosobowy i obiektywny charakter […]”
Neil Postman „Zabawić się na śmierć”, tłum. Lech Niedzielski, Muza SA 2006
Tak Neil Postman wspomina wzmiankowanie w bibliografii pracy doktorskiej rozmowy przeprowadzonej w hotelu. Odkąd nauczyłem się spisywać bibliografię (czego, gdy nie muszę, nie robię) było dla mnie jasne i oczywiste, że można się powołać tylko na informacje podane w druku (więcej: jak napominał promotor, tylko na prace osobiście przeczytane, jeśli wiemy z drugiej ręki, że w pracy X pisze na temat Y, nie możemy tego napisać…). Problemem były strony internetowe (i są, bo często przestają istnieć). A gdy napotkałem w bibliografii zapis: „Na podstawie ustnej informacji pana Z z dnia…” zrobiłem wielkie oczy i wyszeptałem zdumiony: „To tak można?!?”
Tu należy się wyjaśnienie: czasem można, a czasem nie. Wiele zależy od zwyczajów przyjętych w środowisku zajmującym się daną tematyką. Są takie tematy, gdy powołanie się na ustną relację o wynikach badań jest dość naturalne (zwłaszcza, gdy brać pod uwagę, że w porządnym czasopiśmie naukowym cykl wydawniczy – od otrzymania artykułu do publikacji – może trwać i dwa lata; co sprawia, że najaktualniejsze badania nie są jeszcze opublikowane…) i takie, gdzie to całkowicie niedopuszczalne.
PS.
Gdy odkryłem odwołanie do ustnej rozmowy oczywiście rozgłosiłem je wszem i wobec. Kolega zareagował w następujący sposób:
- O! To ile ja już powinienem mieć cytowań!
PS(2).
Co piszę zrelaksowany, bo będąc na (jednodniowym) urlopie!
Neil Postman „Zabawić się na śmierć”, tłum. Lech Niedzielski, Muza SA 2006
Tak Neil Postman wspomina wzmiankowanie w bibliografii pracy doktorskiej rozmowy przeprowadzonej w hotelu. Odkąd nauczyłem się spisywać bibliografię (czego, gdy nie muszę, nie robię) było dla mnie jasne i oczywiste, że można się powołać tylko na informacje podane w druku (więcej: jak napominał promotor, tylko na prace osobiście przeczytane, jeśli wiemy z drugiej ręki, że w pracy X pisze na temat Y, nie możemy tego napisać…). Problemem były strony internetowe (i są, bo często przestają istnieć). A gdy napotkałem w bibliografii zapis: „Na podstawie ustnej informacji pana Z z dnia…” zrobiłem wielkie oczy i wyszeptałem zdumiony: „To tak można?!?”
Tu należy się wyjaśnienie: czasem można, a czasem nie. Wiele zależy od zwyczajów przyjętych w środowisku zajmującym się daną tematyką. Są takie tematy, gdy powołanie się na ustną relację o wynikach badań jest dość naturalne (zwłaszcza, gdy brać pod uwagę, że w porządnym czasopiśmie naukowym cykl wydawniczy – od otrzymania artykułu do publikacji – może trwać i dwa lata; co sprawia, że najaktualniejsze badania nie są jeszcze opublikowane…) i takie, gdzie to całkowicie niedopuszczalne.
PS.
Gdy odkryłem odwołanie do ustnej rozmowy oczywiście rozgłosiłem je wszem i wobec. Kolega zareagował w następujący sposób:
- O! To ile ja już powinienem mieć cytowań!
PS(2).
Co piszę zrelaksowany, bo będąc na (jednodniowym) urlopie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
