Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 stycznia 2010

Kabir

W świętych sadzawkach jest tylko woda.
Wiem, bo kąpałem się w nich.

Bogowie rzeźbieni w drzewie i kości słoniowej nie odzywają się.
Wiem, bo błagałem ich.

W świętych księgach Wschodu nie ma nic prócz słów.
Wiem, bo zaglądałem do nich.

Kabir mówi o tym tylko, co sam przeżył.
To, czego nie przeżyłeś, nie jest prawdziwe.

Z tłumaczeń poetyckich Czesława Miłosza, Znak 2005. A Kabira przypomniała Beata u siebie, więc zerknąłem, poszukałem -- Kabira 'życzeniowego' nie znalazłem, ale ten też jest inspirujący, nieprawdaż?)

wtorek, 21 lipca 2009

Sroczość

Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu
Który odnawia się kiedy obniża
Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniersalia.

darmowy hosting obrazków
Czesław Miłosz Sroczość (Gdzie wschodzi słońce i kędy
zapada
, Znak 1980)

wtorek, 30 czerwca 2009

Niech żyje pionowość (wbrew autorce)!

Lecz chciałabym być pozioma,
Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,
Ssącym mineralne wody i macierzyńską miłość,
Abym każdego marca mogła rozbłysnąć liściem,
Nie jestem też tak piękna jak klomb ogrodowy,
By wzbudzać okrzyk zachwytu okazałą barwą
Bez świadomości, że wkrótce utracę swe płatki.
W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne,
A główka kwiatu po prostu zadziwiajaca.
A ja pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,
Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy,
Przechadzam się między nimi, lecz mnie nie dostrzegają.
Myślę nieraz, że kiedy śpię,
To jestem do nich podobna,
Myśli gmatwają się.
To położenie jest dla mnie bardziej naturalne,
Gdyż mogę swobodnie rozmawiać z niebem,
A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:
Wtedy drzewa będą mogły mnie dotknąć, a kwiaty znajdą dla mnie czas.

Sylwia Plath „Jestem pionowa” (tłum. Teresa Truszkowska), ALGO, Toruń 2008

Dawno nie cytowałem poezji, bo i miałem poczucie, że czytam ją niejako 'bez smaku'. Obojętnie, jak gazetową papkę (nie mylić z wartościowymi artykułami). Ale tu obojętny nie przeszedłem, choć poziomości się wystrzegam. Owszem, z fizycznego punktu widzenia może być ona pociągająca, jednak to pionowości pozwala smakować porównania do drzewa, albo kwiatu. Albo czytać wiersze.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Vivat BACHOR Suzuki!

Janowi Gwalbertowi Pawlikowskiemu, juniorowi
- ofiarowuję

Ja, kochająca polską mowę,
widzę w niej z bólem braków dużo…
i choć niejedni się oburzą,
wprowadzę w nią
reformy nowe.

W wyrazach głębszy sens odkrywam,
odkurzam sekret
dawnych znaczeń,
aby ta mowa, wiecznie żywa,
brzmiała wciąż piękniej,
wciąż inaczej!

Więc RZECZOWNIKIEM zwę tragarza,
a SZATANAMI:
zwykłych krawców.
Wyrazem BACHOR zaś wyrażam
Bacha najlepszych wykonawców.

Rozwód powinien brzmieć:
WESELE,
a złodziej jakżeż, jak nie
BUCHAJ?
WIERZBĄ znów wiarę zwę nieś miele,
słowo: PASIBRZUCH znaczy: kucharz.
MASZTALERZ: - lokaj,
HYCEL: - skoczek,
BARAN: - atleta, w barach tęgi,
KOSZULE: - panny to urocze,
które koszami dają cięgi.

PRAŁAT: - piorący syna ojciec
(tak mowę się udoskonala!),
a żonę, gdy na bale chodzić
pragnie za wiele -
zowię: BALAST.

CHORĄŻY: - pacjent…
PROSIĘ: - żebrak,
a słowa BOA
tchórza oznacza.
Słowo: kominiarz w PIECUCH przebrać
Zdążyłam, szczęściem, jeszcze na czas.

PODRÓŻ, jest to, co podrożało,
a KRAJCZYM
zowię patryjotę.
WYJAZD: psa na łańcuchu żałość,
a CŁO – nie powiem, mniejsza o to!

Tę, która płaczę, nazwę BECZKA -
a SKORKIEM znów: motocyklistę -
snoba – CHRABĄSZCZEM zwijmy raczej,
a MATNIĄ –
poród, oczywiście.

NALEŚNIK
zamiast leśniczego -
brzmi apetycznie,
w pamięć wrasta,
zaś rozrzutnika bezwstydnego
zwę WYDRWIGROSZEM -
no i basta.

KRYTYK
bezpiecznie kryty człowiek,
POCIĘGLE -
nazwę konduktorów,
BRAT – jednym słowem – ten, co bierze!
SAMIEC: pustelnik z głębi boru.

I tak nocami, wieczorami
projekt
Reformy Słów układam,
pracuję – wyczerpana, blada,
lecz zbożnie!
no przyznajcie sami!

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Reforma słów (z Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Być kwiatem?..., Świat Książki 2007)

(Chyba mam dobry dzień. Rano w pracy nie było wody -- decyzją dyrektora pracowało się w domu. Dostałem zamówione płyty*, dostałem prezent urodzinowy (sic! tak się zdziwiłem, że o mały włos prezent nie powrócił do nadawcy -- ale to ze zdumienia, bo urodzin nie mam, ba! nie tylko dzisiaj, ale i w tym miesiącu; w końcu opanowałem zdumienie i prezent odebrałem; skonsumuję gdy przyjdzie czas), a teraz sklep internetowy mi donosi, że wysłał do mnie Kolację na cztery ręce. No i ta Pawlikowska-Jasnorzewska, przeczytana i jeszcze gorąca przenotowana. W dodatku dzień można chwalić -- słońce zaszło za budynkami na sąsiedniej ulicy!**)

---
*) Ewentualnych zainteresowanych informuję: Jan Sebastian Bach -- 43 tom kantat pod kierunkiem Masaaki Suzukiego, Henry Purcell: The Fairy Queen pod Ottavio Dantone i Oda na dzień św. Cecylii pod Diego Fasolisem, a do tego 1 i 2 Symfonie Leonarda Bernsteina pod kierunkiem Leonarda Slatkina.
**) Za to jutro może być zupełnie inaczej -- zapowiedziano niezapowiedzianą wizytę Prezesa. I jak to pogodzić z koncertem NOSPR?

piątek, 27 marca 2009

Wiersz, by łatwiej poradzić sobie z postną pokusą

Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

Oni to piją gorzę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: - zdziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki
i jedzą je w niedzielę z rodziną się dzieląc.

Lubią wody na smak bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atlasy.

Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał,
z martwym ozorem w zębach czują się jak w niebie
i do cudzego mózgu śmieje im się dusza.

Pożerają, dymiący jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy –
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zakwita, trupawy.

Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem – i w całej stolicy
głośni – ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Do mięsożerców (z tomu Być kwiatem?..., Świat Książki 2007

Sam bywam mięsożerny – cytuję tylko dlatego, że opis mnie bawi (choć i przez swoją trafność – zresztą pamiętam bardzo podobny u Stanisława Lema, gdzie klasyfikowano człowieka jako gatunek ohydek szalej). A już na pewno nie życzę niczego złego Panu Radcy!

czwartek, 21 sierpnia 2008

Fonetyka

Dzisiaj, dla odprężenia, zwłaszcza dla lubiących angielski -- Marian Hemar.

„Fonetyka”

Nie mogę w prostocie wieśniaczej
Nadziwić się do syta,
Dlaczego Anglik inaczej
Pisze – inaczej czyta?

Z ironią, choć przyjacielską,
Bawię się wciąż na nowo
Rozdźwiękiem pomiędzy angielską
Pisownią a ich wymową.

Nie miejsce tutaj na wykład,
Lecz parę trudności policz:
Knowledge piszą np.,
A wymawiają to „nolicz”.

Dziwne to „strejndż” – (piszesz Strange) –
Ale sam popatrz i poręcz:
Napis brzmi Gin and orange
A czyta się to „dżyn'noręcz”.

W pułapkach takich złotous-
ty zgubi się nawet Perykles,
Gdy piszą ridicoulos
A każą czytać „ridikles”.

I na nic wszystkie pokusy
Reguł i jakiejś precyzji,
Bo bus czytasz „bas”. Ale busy,
Nie czytasz „basy”, lecz „byzii”.

Im dalej w ten las gęstopienny,
Tym orientacyjnych mniej pni,
Bo czemu pisać halfpenny,
Żeby wymawiać to „hejpni”?

Nie dziw, że obcy przybysze
Mamlą ich słowa jak sznycle,
Gdy człek mówi „sajkl”, a pisze,
Za przeproszeniem, cycle.

Dziwadeł cały rejestr,
Wyjątków cała rozpusta.
Piszesz sauce worcester
A mówisz po prostu „sos w usta”.

Na próżno monstra niektóre
Oko nieśmiałe przymierza –
Jak zgadnąć, że pleasure
Wymówić należy „pleża”?

Jaki wymyślił to macher?
Skąd wziął się dziwaczny ten nałóg,
Że „ticza” piszą teacher,
A „laf” zamiast laf, piszą laugh?

Mów „wedż'bl”, pisz vegetable.
Pisz privilege, mów „prywlecz”.
A cóż to za sztuczki diable!
Tysiące podobnych im wywlecz.

Na czole rzęsiste krople
I głowa pęka jak fajans,
Bo skoro „pipl” to people –
Jak posiąść tę science? (mów „sajans”).

Lecz zniknie „rejdż”, (piszesz rage),
I wszyscy z uśmiechem ucichniem
Wspomniawszy, jak wielką przewagę
Ma nasze pisanie nad ichniem.

Bo u nas w tej dziedzinie
Prostota niepospolita
Napiszesz chrząszcz brzmi w trzcinie,
I każde dziecko przeczyta.

piątek, 15 sierpnia 2008

Listy do Mozarta

Schmitt pisał listy do Mozarta. Ale pomysł jest starszy -- sami zobaczcie:

Ej, po szerokiej drodze, sam jeden, sam jeden z harmonią --
to znowu nie jest tak źle...
cienie w czapkach złodziejskich pod parkanami się gonią
i sosny kołyszą się.

Śpiewaj, bracie. Sam jeden. Naciskaj należny klawisz,
nutę po nucie...
ej, gwiazdy! a ty gwiazdami jak z dziewczynami się bawisz
w czarodziejskiej tancbudzie.

Piosenkę, którą układasz, wrzuć w księżyc jak w skrzynkę pocztową,
Mozart otrzyma list.
Resztę już w niebie załatwią. A reszta w tę noc majową
nie znaczy nic.


Konstanty Ildefons Gałczyński "Ej, po szerokiej drodze" (1938)

sobota, 21 czerwca 2008

Pięć możliwości

Mamy pięć możliwości. Pierwsza: Adam upadł.
Druga: popchnięto go. Trzecia: skoczył. Czwarta:
wyjrzał jedynie za krawędź i to sprawiło, że zamilkł.
Piąta: Adamowi nie przydarzyło się nic godnego uwagi.

Pierwsze – upadek Adama – to zbyt proste. Czwarte –
strach – wypróbowany, ale nic z tego. Piąte –
nic się nie wydarzyło – nuda. Pozostaje więc: skoczył
albo został popchnięty. Ta różnica to tylko

sposób działania demonów –
od wewnątrz czy z zewnątrz:
najważniejsza
kwestia teologii.

Robert Bringhurst „Esej o Adamie”

W związku z wyjazdem i całodzienną nieobecnością sięgnąłem (znowu!) do własnego archiwum, gdzie kiedyś wynotowałem ten wiersz Roberta Bringhursta (prawie na pewno z Literatury na świecie, ale tłumacza i numeru nie wynotowałem). I oczywiście sobie zadaję pytanie, która z tych pięciu możliwości oderwała mnie dzisiaj od komputera…