Odeonie!
Starałem się odpowiedzieć pod blogiem, ale zabrakło mi miejsca na rozwiniecie odpowiedzi. Odpowiadam więc raz jeszcze na Twoją krytykę średniowiecza.
Zacznijmy od tego, że epoki zwykle nie są swoim własnym tworem. Podstawy epoki tworzy to, co było wcześniej, jej zaś własne dokonania są fundamentem dla tego co było później. I tak, podstawami, które zrodziły średniowiecze, był upadek Cesarstwa Rzymskiego (na Zachodzie) oraz najazdy barbarzyńców. Tym zaś, co średniowiecze zrodziło - Renesans. To wcale nie jest tak zły dorobek, nieprawdaż?
Druga rzecz: jakie średniowiecze? Początek i koniec są umowne, ale ogólnie rzecz biorąc średniowiecze to około 1000 lat historii Zachodu. W tym tysiącleciu da się znaleźć przykłady, pozwalające uzasadnić niemal dowolne zdanie na temat średniowiecza. Samo średniowiecze można więc podzielić na kilka okresów - i tak wczesne średniowiecze (do ok. 1000 roku na Zachodzie, w Polsce o kilkaset lat dłużej) rzeczywiście jest okresem wielkiego kryzysu, w którym niewiele rzeczy zmieniało się na lepsze. Ale w końcu zmieniło i można mówić o 'brzasku średniowiecza', o dojrzałym średniowieczu, a w końcu i o schyłkowym, które płynnie przechodzi w epokę Odrodzenia.
Na pewno nie chciałbym żyć w średniowieczu (choć chętnie obejrzałbym je przez 'szybę' - to musiała być fascynująca epoka), choćby (by zacząć od rzeczy bliskich ciału), ze względu na brak bawełnianej bielizny, czy też (by oddalić się od ciała w rejony szczytów europejskiej myśli swego czasu) na wagę jaką przykładano do teologii, a która sprawiała, że całe poznawanie świata było postawione na głowie - najpierw teorie płynące z wiary, potem filozofia, a konfrontowanie jej z materialnym światem, gdzieś na szarym końcu. Ale ta niechęć do mieszkania w owych czasach nie oznacza, że w renesansie, czy baroku było lepiej. Raczej mieliśmy ewolucję, której nurt, czasami robił dziwne zwroty. Z taką czystością w średniowieczu mogło być lepiej niż w renesansie, czy baroku, na przykład.
Dobrze, ale Twoje zarzuty nie dotyczą bielizny, tylko palenia heretyków i Giordana Bruno. Zaczynając od końca pragnę zauważyć, że Giordano Bruno został spalony w roku 1600, a więc w czasie już rozwiniętego Odrodzenia (ba! ramy czasowe znowu są płynne i wielu umieści ten rok już w okresie baroku).
Jeśli chodzi o stosy i heretyków warto pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, co ilustruje sprawa Giordana Bruno, z końcem średniowiecza wcale to się nie zakończyło, a nawet więcej - niektóre formy prześladowań, jak palenie czarownic miało się dopiero na dobre rozpocząć później. Po drugie zaś, średniowiecze to czas konfliktu między władzą duchowną i świecką.
I przy tym konflikcie bym się na chwilę zatrzymał, bo choć obie władze chciały zdominować tę drugą, to ewoluował on w kierunku separacji obu władz. Separacja zaś dawała miejsce na pewną osobistą wolność przekonań. W średniowieczu ten wynik był jeszcze mało wyraźny (ba! gdzie możni się biją, tam zwykle mali tracą głowy), ale dzisiaj to właśnie ta pozostałość średniowiecza odróżnia nas od islamu (gdzie polityka jest religijna i trudno sobie wyobrazić by było inaczej), czy świata chrześcijaństwa wschodniego (gdzie religia z kolei jest polityczna, wspierając trony i satrapów). Podobny zresztą wpływ, miała rosnąca niezależność miast - miejskie powietrze naprawdę czyniło wolnym.
To wszystko koliduje z obrazem silnego Kościoła w średniowieczu. I rzeczywiście, Kościół przechodził różne okresy: wzmocnienia i upadku, reform i popadania w marazm. I nie chodziło tylko o wpływ polityczny, ale także o oddziaływanie na społeczeństwo i faktyczną sekularyzację tego ostatniego.
Nie chcę wychwalać średniowiecza - tam, gdzie jego zalety były ważne, tam jedynie rozpoczynały one długą drogę przemian. Wiele wad nie polega na tym, co było w średniowieczu, a czego w nim brakowało. Brakowało paru rzeczy bardzo ważnych, jak choćby nauk przyrodniczych ('wynalezionych' później, nawet jeśli w średniowieczu powstały uniwersytety), wolności osobistej (ścisłe przypisanie do stanów, które hamowało 'energię społeczną', jakbyśmy to dzisiaj nazwali), czy prywatności (wynaleziono ją o wiele później). Wspomniałem o ideach wynalezionych później, ale obok nich były idee zapomniane - epikureizm, platonizm, wynalazki Archimedesa - ale za te zapomnienia nie można winić średniowiecza, bo doszło do nich wcześniej. Zresztą, czy można winić epokę? Przecież epoka, to tylko abstrakcyjny czas, bezustannie upływający.
Pozdrawiam,
PAK
środa, 14 stycznia 2009
wtorek, 13 stycznia 2009
Wydarzenie w synagodze
Czytam fragment Ewangelii wg Św. Łukasza (13:10-17) w nowym tłumaczeniu (Wydawnictwo Św. Pawła, 2005):
W szabat Jezus nauczał w jednej z synagog. Była tam kobieta, która od osiemnastu lat chorowała. Była pochylona i nie mogła się wyprostować. Jezus zobaczy ją, przywołał i powiedział: "Kobieto, jesteś uwolniona od swojej dolegliwości". I położył na nią ręce. Natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Ale przełożony synagogi oburzony, że Jezus uzdrowił w szabat, mówił do ludu: "Jest sześć dni, kiedy należy pracować. Przychodźcie więc w te dni, aby się leczyć, a nie w szabat". Pan mu odpowiedział: "Obłudnicy! Czy nie w szabat każdy z was odwiązuje swego wołu lub osła od złoby, wyprowadzi go i poi? A tej córki Abrahama, którą szatan więził od osiemnastu lat, czy nie należało uwolnić od tych więzów w szabat?". Kiedy to mówił, wszyscy Jego przeciwnicy zawstydzili się, a cały lud radował się ze wszystkich wspaniałych czynów, jakich dokonywał.
I komentarz zamieszczony poniżej:
Wydarzenie w synagodze staje się okazją, aby przypomnieć zebranym, a szczególnie przełożonemu synagogi, jaka jest istota dnia poświęconego Bogu -- szabatu. Przede wszystkim należy w tym dniu uwielbiać Boga za to, że stworzył świat i podtrzymuje go w istnieniu. Jeśli na zgromadzeniu liturgicznym jest ktoś, kto ma w sobie jakieś cierpienie, niemoc, to trudno jest tej osobie w pełni się radować z dzieł Boga. Dlatego Jezus, widząc bezsilnosć kobiety, natychmiast sam wychodzi jej naprzeciw i ją uzdrawia. Pochylona do ziemi kobieta nie może spojrzeć w niebo, czyli utraciła właściwą perspektywę patrzenia. Człowiek zawsze powinien wpatrywać się w swój cel ostateczny, którym jest przebywanie z Bogiem.
I jak tu mi, prostemu czytelnikowi, nie zapytać autora komentarza (nie wiem, kto nim jest), czy jego zdaniem gdyby chodziło o pogankę, to Jezus mógłby ją uleczyć w szabat?
W szabat Jezus nauczał w jednej z synagog. Była tam kobieta, która od osiemnastu lat chorowała. Była pochylona i nie mogła się wyprostować. Jezus zobaczy ją, przywołał i powiedział: "Kobieto, jesteś uwolniona od swojej dolegliwości". I położył na nią ręce. Natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Ale przełożony synagogi oburzony, że Jezus uzdrowił w szabat, mówił do ludu: "Jest sześć dni, kiedy należy pracować. Przychodźcie więc w te dni, aby się leczyć, a nie w szabat". Pan mu odpowiedział: "Obłudnicy! Czy nie w szabat każdy z was odwiązuje swego wołu lub osła od złoby, wyprowadzi go i poi? A tej córki Abrahama, którą szatan więził od osiemnastu lat, czy nie należało uwolnić od tych więzów w szabat?". Kiedy to mówił, wszyscy Jego przeciwnicy zawstydzili się, a cały lud radował się ze wszystkich wspaniałych czynów, jakich dokonywał.
I komentarz zamieszczony poniżej:
Wydarzenie w synagodze staje się okazją, aby przypomnieć zebranym, a szczególnie przełożonemu synagogi, jaka jest istota dnia poświęconego Bogu -- szabatu. Przede wszystkim należy w tym dniu uwielbiać Boga za to, że stworzył świat i podtrzymuje go w istnieniu. Jeśli na zgromadzeniu liturgicznym jest ktoś, kto ma w sobie jakieś cierpienie, niemoc, to trudno jest tej osobie w pełni się radować z dzieł Boga. Dlatego Jezus, widząc bezsilnosć kobiety, natychmiast sam wychodzi jej naprzeciw i ją uzdrawia. Pochylona do ziemi kobieta nie może spojrzeć w niebo, czyli utraciła właściwą perspektywę patrzenia. Człowiek zawsze powinien wpatrywać się w swój cel ostateczny, którym jest przebywanie z Bogiem.
I jak tu mi, prostemu czytelnikowi, nie zapytać autora komentarza (nie wiem, kto nim jest), czy jego zdaniem gdyby chodziło o pogankę, to Jezus mógłby ją uleczyć w szabat?
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Przesłanki pozamerytoryczne
Jednakże oprócz oceny technicznej projektu przedstawionej przez komisję Kłoczkowskiego, przy składaniu zamówienia na budowę łodzi podwodnych istotne były również czynniki polityczne, na co zwracał uwagę w piśmie z 26 czerwca skierowanym do M.S.Wojsk. ambasador Chłapowski. Jak pisał, by pozyskać dla sprawy polskiej życzliwość decydentów, należało złożyć odpowiednie zamówienie w stoczni Chantiers Navals Francais. Argumentował to faktem posiadania udziałów przez poszczególnych członków rządu francuskiego w rzeczonej stoczni (w skład zarządu wchodził m.in. były premier i ówczesny minister spraw zagranicznych Aristide Briand) oraz możliwością skredytowania zakupu przez bank Banque de Paris et des Pays-Bas. Jednocześnie Chłapowski zapytywa czy w przypadku niemożności oddania całego zamówienia Chantiers Navals Francais, możliwym byłoby oddanie choć części zamówienia tej stoczni, o ile uzgodni ona ze zwycięską firmą zakres kooperacji.
Mogłoby się zdawać, że Chłapowski szczerze i wyczerpująco przedstawił pozamerytoryczne przesłanki, które miały zadecydować o wyborze Chantiers Navals Francais. Jednakże ambasador pominął kilka ważnych informacji. Przede wszystkim zarówno Banque de Paris et des Pays-Bas, jak i państwowy Credit Lyonnais miały znaczące udziały w stoczni Chantiers Navals Francais i były żywotnie zainteresowane w złożeniu zamówienia w tejże stoczni. Co więcej, dyrekcja Banque de Paris et des
Pays-Bas w przypadku złożenia zamówienia w stoczni, obiecała Chłapowskiemu udzielenie poprzez Banque Franco-Polonaise pożyczki przeżywającemu kłopoty Bankowi Cukrownictwa, którego udziały miał Chłapowski (zresztą były przezes tegoż banku.)
Andrzej S. Bartelski Wszystko, co zawsze chcieliście wiedzieć o pierwszym przetargu na polskie łodzie podwodem ale baliście się zapytać..., SMiO 11/20008
1) Jeśli chodzi o przetarg, to nie było aż tak źle. Marynarka ostro protestowała przeciwko niedoświadczonej i oferującej wadliwy projekt Chantiers Navals Francais, a dowództwo marynarki twardo wsparł ówczesny Minister Spraw Wojskowych -- gen. Władysław Sikorski. (Miło się czyta twardą, konsekwnetną i merytoryczną odpowiedź polskiego ministra, nawet jeśli pochodzi ona sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Miło jest być z kogoś dumnym.) By ułagodzić kwestie merytoryczne, Chaniers Navals Francais dostała najpierw kontrakt na zupełnie inne okręty -- kontrtorpedowce (późniejsze ORP Burza i Wicher), potem wymusiła udział w budowie jednego z trzech okrętów -- ORP Żbik.
2) Czytam tę historię jako przykład afery i to dużej miary. Porównuję je z obecnymi przetargami wojskowymi -- mimo wszystko wydają się one bardziej merytoryczne i mniej aferalne. Zadaję sobię pytanie, czy udało się prawo bardziej wyczulić na aferalne połączenia, czy też my wszystkiego nie wiemy. (W końcu, opinia Chłapowskiego była w gruncie rzeczy tajna.)
3) Tytuł sugeruje, że sprawa pierwszego przetargu na polskie łodzie podwodne budzi żywe zainteresowanie. Jest bardziej 'sexy' niż Scarlett Johansson. Co może prowadzić do wniosku, że dziennikarstwo stanowi integralną część literatury (gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości). Tyle, że upodobania wśród ludzi są różnorodne.
Mogłoby się zdawać, że Chłapowski szczerze i wyczerpująco przedstawił pozamerytoryczne przesłanki, które miały zadecydować o wyborze Chantiers Navals Francais. Jednakże ambasador pominął kilka ważnych informacji. Przede wszystkim zarówno Banque de Paris et des Pays-Bas, jak i państwowy Credit Lyonnais miały znaczące udziały w stoczni Chantiers Navals Francais i były żywotnie zainteresowane w złożeniu zamówienia w tejże stoczni. Co więcej, dyrekcja Banque de Paris et des
Pays-Bas w przypadku złożenia zamówienia w stoczni, obiecała Chłapowskiemu udzielenie poprzez Banque Franco-Polonaise pożyczki przeżywającemu kłopoty Bankowi Cukrownictwa, którego udziały miał Chłapowski (zresztą były przezes tegoż banku.)
Andrzej S. Bartelski Wszystko, co zawsze chcieliście wiedzieć o pierwszym przetargu na polskie łodzie podwodem ale baliście się zapytać..., SMiO 11/20008
1) Jeśli chodzi o przetarg, to nie było aż tak źle. Marynarka ostro protestowała przeciwko niedoświadczonej i oferującej wadliwy projekt Chantiers Navals Francais, a dowództwo marynarki twardo wsparł ówczesny Minister Spraw Wojskowych -- gen. Władysław Sikorski. (Miło się czyta twardą, konsekwnetną i merytoryczną odpowiedź polskiego ministra, nawet jeśli pochodzi ona sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Miło jest być z kogoś dumnym.) By ułagodzić kwestie merytoryczne, Chaniers Navals Francais dostała najpierw kontrakt na zupełnie inne okręty -- kontrtorpedowce (późniejsze ORP Burza i Wicher), potem wymusiła udział w budowie jednego z trzech okrętów -- ORP Żbik.
2) Czytam tę historię jako przykład afery i to dużej miary. Porównuję je z obecnymi przetargami wojskowymi -- mimo wszystko wydają się one bardziej merytoryczne i mniej aferalne. Zadaję sobię pytanie, czy udało się prawo bardziej wyczulić na aferalne połączenia, czy też my wszystkiego nie wiemy. (W końcu, opinia Chłapowskiego była w gruncie rzeczy tajna.)
3) Tytuł sugeruje, że sprawa pierwszego przetargu na polskie łodzie podwodne budzi żywe zainteresowanie. Jest bardziej 'sexy' niż Scarlett Johansson. Co może prowadzić do wniosku, że dziennikarstwo stanowi integralną część literatury (gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości). Tyle, że upodobania wśród ludzi są różnorodne.
niedziela, 11 stycznia 2009
Są chętni by sięgnąć po pędzelek?
Pisałem już o książce Yuuko Suzuki, będąc na etapie lektury, na którym myślałem, że wszystko co mogę wiedzieć już wiem, a reszty i tak się nie dowiem. Nie był to jednak etap ostatni, bo później autorka pokazała, jak w japońskiej kaligrafii można łączyć znaki (co ja nawet próbowałem pędzelkiem naśladować -- człowiek nigdy nie wyleczy się chyba z młodzieńczej naiwności), przedstawiając jednocześnie parę przykładów. To jeden z nich -- i jak książka mniej lub bardziej zachęca (chyba jednak mniej, to raczej taka zachęta pro forma*) by spróbować swych sił. Dla chętnych tłumaczę (korzystając z tego, że wyjaśniła to autorka, ja bym nie dał rady):

czyli:
shizukasa ya
iwa ni shimiiru**
semi no koe
To haiku Basho (1644-1694), tłumaczone przez Agnieszkę Żuławską-Umedę na polski jako:
Wokół tak cicho --
Stapia się z litą skałą
Wołanie cykad.
No i jak, są chętni do wczucia się w ulotną ciszę i sięgnięcia po pędzelek?
---
*) Tu muszę dodać, że czytam obecnie Jak zbudować dinozaura i wcale nie prowadzę odpowiednich eksperymentów w piwnicy. Wydaje mi się, że to bardzo podobna zachęta.
**) Autorka twierdzi, że słowo 'spokój' -- shimiiru zapisała używając starego zapisu. Szczerze mówiąc, obu zapisów nie znam równie kompletnie.

czyli:
shizukasa ya
iwa ni shimiiru**
semi no koe
To haiku Basho (1644-1694), tłumaczone przez Agnieszkę Żuławską-Umedę na polski jako:
Wokół tak cicho --
Stapia się z litą skałą
Wołanie cykad.
No i jak, są chętni do wczucia się w ulotną ciszę i sięgnięcia po pędzelek?
---
*) Tu muszę dodać, że czytam obecnie Jak zbudować dinozaura i wcale nie prowadzę odpowiednich eksperymentów w piwnicy. Wydaje mi się, że to bardzo podobna zachęta.
**) Autorka twierdzi, że słowo 'spokój' -- shimiiru zapisała używając starego zapisu. Szczerze mówiąc, obu zapisów nie znam równie kompletnie.
sobota, 10 stycznia 2009
Dwie uwagi pokoncertowe
Nie potrafię odgrzebać swojej notki, o tym, jak to próba wyobrażenia sobie orkiestry podczas słuchania płyty, zmusiła mnie do obrócenia słuchawek – bo wiolonczele i kontrabasy słyszałem po lewej. Otóż muszę donieść, że to się może zmienić – wczoraj Maestro Skrowaczewski ustawił NOSPR z wiolonczelami i kontrabasami po lewej. Ilustracja poniżej:

Poza tym chciałbym zauważyć, że Maestro Skrowaczewski otrzymał “Diamentową batutę” – nagrodę Polskiego Radia przeznaczoną dla najbardziej zasłużonych dla tej instytucji kompozytorów (tak się przynajmniej wyraziła wczoraj przedstawicielka Polskiego Radia). Co prawda media były pełne zapowiedzi, że tak się stanie, ale sam Maestro Skrowaczewski wyraził zaskoczenie, więc może jeszcze nie wszyscy wiedzą?
PS.
W programie występował też utwór Stanisława Skrowaczewskiego – Il piffero della notte. Wnoszę, że stąd wyróżnienie dla kompozytora.
Poza tym chciałbym zauważyć, że Maestro Skrowaczewski otrzymał “Diamentową batutę” – nagrodę Polskiego Radia przeznaczoną dla najbardziej zasłużonych dla tej instytucji kompozytorów (tak się przynajmniej wyraziła wczoraj przedstawicielka Polskiego Radia). Co prawda media były pełne zapowiedzi, że tak się stanie, ale sam Maestro Skrowaczewski wyraził zaskoczenie, więc może jeszcze nie wszyscy wiedzą?
PS.
W programie występował też utwór Stanisława Skrowaczewskiego – Il piffero della notte. Wnoszę, że stąd wyróżnienie dla kompozytora.
piątek, 9 stycznia 2009
Bądź człowieku, szlachetny
Bądź, człowieku, szlachetny,
Uczynny i dobry!
Gdyż to jedynie
Odróżnia ciebie
Od innych istot,
Które znamy.
Sława nieznanym
Wyższym istotom,
Które przeczuwamy!
Naśladuj je, człowieku,
I niech twój przykład
Da nam uwierzyć w ich istnienie.
Nieczuła bowiem
Jest przyroda:
Wschodzi słońce jednako
Nad Złem i Dobrem
I świecą dla zbrodniarza
, Jak i dla cnotliwych,
Księżyc i gwiazdy.
Wiatry i rzeki,
Gromy i grady
Prą ciągle naprzód
I w drodze swojej
Ogarniają
Jednych i drugich.
Tak samo szczęście
Krążu wśród tłumu,
Głaszcze niewinne
Chłopca kędziory
Albo dotyka
Łysego czerepu przestępcy.
Podług odwiecznych
Stalowych praw
Musimy wszyscy
Dopełnić kręgu
Naszego bytu.
Lecz tylko człowiek
Czyni rzeczy niemożliwe
; Rozróżnia bowiem,
Wybiera i sądzi,
I może chwilę
Obdarzyć trwałością.
Jemu jednemu wolno
Dobrych nagradzać,
A karać złych,
Zbawiać i ratować,
A wszystko błędne
Pętać pożytecznie.
Czcijmy przeto
Nieśmiertelnych,
Jakoby ludzi
Czyniących olbrzymio
To, co najlepsi
Tu czynią lub chcą czynić w małem.
Szlachetny człowiecze
Bądź uczynny i dobry!
I twórz bez przerwy
Pożytek, Dobro,
I bądź wzorcem
Owych przeczuwanych bytów.
Johann Wolfgang Goethe Boski pierwiastek (tłum. Jarosław Iwaszkiewicz)
(Pozwalam sobie, choć: (1) już kiedyś cytowałem we fragmencie, (2) źle się czuję w roli kogoś wzywającego do dobra, zwłaszcza pozbawionego szczytpy dwuznaczności. Takie dobro wydaje mi się często, przy całej swej szlachetności, trochę naiwne -- a przez to jakoś nietwarzowe. Ale skoro blog jest także miejscem na odreagowanie zwątpień, może nie powinno mnie to wezwanie onieśmielać?)
Uczynny i dobry!
Gdyż to jedynie
Odróżnia ciebie
Od innych istot,
Które znamy.
Sława nieznanym
Wyższym istotom,
Które przeczuwamy!
Naśladuj je, człowieku,
I niech twój przykład
Da nam uwierzyć w ich istnienie.
Nieczuła bowiem
Jest przyroda:
Wschodzi słońce jednako
Nad Złem i Dobrem
I świecą dla zbrodniarza
, Jak i dla cnotliwych,
Księżyc i gwiazdy.
Wiatry i rzeki,
Gromy i grady
Prą ciągle naprzód
I w drodze swojej
Ogarniają
Jednych i drugich.
Tak samo szczęście
Krążu wśród tłumu,
Głaszcze niewinne
Chłopca kędziory
Albo dotyka
Łysego czerepu przestępcy.
Podług odwiecznych
Stalowych praw
Musimy wszyscy
Dopełnić kręgu
Naszego bytu.
Lecz tylko człowiek
Czyni rzeczy niemożliwe
; Rozróżnia bowiem,
Wybiera i sądzi,
I może chwilę
Obdarzyć trwałością.
Jemu jednemu wolno
Dobrych nagradzać,
A karać złych,
Zbawiać i ratować,
A wszystko błędne
Pętać pożytecznie.
Czcijmy przeto
Nieśmiertelnych,
Jakoby ludzi
Czyniących olbrzymio
To, co najlepsi
Tu czynią lub chcą czynić w małem.
Szlachetny człowiecze
Bądź uczynny i dobry!
I twórz bez przerwy
Pożytek, Dobro,
I bądź wzorcem
Owych przeczuwanych bytów.
Johann Wolfgang Goethe Boski pierwiastek (tłum. Jarosław Iwaszkiewicz)
(Pozwalam sobie, choć: (1) już kiedyś cytowałem we fragmencie, (2) źle się czuję w roli kogoś wzywającego do dobra, zwłaszcza pozbawionego szczytpy dwuznaczności. Takie dobro wydaje mi się często, przy całej swej szlachetności, trochę naiwne -- a przez to jakoś nietwarzowe. Ale skoro blog jest także miejscem na odreagowanie zwątpień, może nie powinno mnie to wezwanie onieśmielać?)
czwartek, 8 stycznia 2009
Wspaniale pornograficzny
Wspaniale pornograficzny [madrygał] Si ch'io vorrei morire, z przełomowej Czwartej Księgi (1603), podlega kontroli z równą [PAK: jak w innych madrygałach] starannością ze wzgledu na swój erotyczny bieg, każda minuta fluktuacji podniecenia [została] skrupulatnie nagrana w pysznej, żartobliwej wznoszącej się sekwencji niewątpliwie naśladującej okrzyki towarzyszące pożądaniu.
James Weeks w cytowanej już książeczce do płyty Fagiolinich Fire & Asches (z muzyką Claudia Monteverdiego). Opis wydał mi się smakowity, choć także ten madrygał już się pojawił (w tym samym wykonaniu!) na blogu w omówieniu filmu Cały Monteverdi (Full Monteverdi). Chętnie napisałbym, że mnie zmobilizowała niechętna Weeksowi Basia (cytując Davida Lodge'a), do którego myśli stanowi ten opis cenne dopełnienie, ale szczerze mówiąc płyta leżała na biurku od paru dni w oczekiwaniu na wynotowanie.
James Weeks w cytowanej już książeczce do płyty Fagiolinich Fire & Asches (z muzyką Claudia Monteverdiego). Opis wydał mi się smakowity, choć także ten madrygał już się pojawił (w tym samym wykonaniu!) na blogu w omówieniu filmu Cały Monteverdi (Full Monteverdi). Chętnie napisałbym, że mnie zmobilizowała niechętna Weeksowi Basia (cytując Davida Lodge'a), do którego myśli stanowi ten opis cenne dopełnienie, ale szczerze mówiąc płyta leżała na biurku od paru dni w oczekiwaniu na wynotowanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
