wtorek, 31 marca 2009

Na zachodzie bez zmian

Począwszy od schyłku osiemnastego wieku, zachodnia cywilizacja zatraciła poczucie piękna; stwierdzić, że piękno jest istotą sztuki oznacza jedynie wygłosić frazes. Istotnie, „piękne” wyszło z mody, co zasadniczo stanowi odbicie homocentrycznej orientacji dominującej w kulturze zachodniej.
Ken-Ichi Sasaki Miasto i natura. Życie estetyczne w antymiejskiej kulturze Japonii (tłum. Maria Popczyk) w Estetyka japońska (antologia), t. I, Universitas 2008

(Ja już nawet nie mam sił komentować.)

Gdzie ci mężczyźni?

Subtelny poeta, wyrafinowany muzyk, często w kościele wstawał z miejsca i sam dyrygował chórem mnichów, nadawał rytm ich śpiewom. Zawsze i w każdej sytuacji przejawiał ciekawość, pragnienie wiedzy wszelkiego rodzaju. Kiedy znalazł się na morzu po raz pierwszy w życiu – bo dotąd jego doświadczenia w tej dziedzinie ograniczały się do przeprawy przez Kanał – nagle zapalił się do sztuki stawiania żagli i manewrowania sterem. Wtajemniczony w nią przez marynarzy włoskich, okazał się urodzonym żeglarzem; na pewno odezwała się w nim krew normandzka. Stanąwszy na ziemi włoskiej, wnet zapragnął zwiedzić ruiny rzymskie w okolicach Neapolu, przejawiając zainteresowanie godne archeologia. Postanowił wejść na Wezuwiusz i widziano, że zbliżył się do krateru i tak śmiało zbierał kawałki zakrzepłej lawy, iż jego towarzysze drżeli z niepokoju. W Kalabrii usłyszał o starym pustelniku Joachima z Fiore, który, jak mówiono, w niezwykły sposób interpretował Apokalipsę, i natychmiast poszedł go odwiedzić. Niecodzienny to był widok: mnich kalabryjski wywodził swoje prorocze teorie przed królem Anglii, który, jeśli wierzyć jego towarzyszom, „z upodobaniem go słuchał”. Joachim mówił o Kościele miłosierdzia, przenikniętym duchem świętego Jana, Kościele ludzi pogrążonych w kontemplacji, który według dość zawiły obliczeń miał urzeczywistnić się na ziemi w roku 1260.
Taki był Ryszard, który poza tym okazał się niezrównanym żołnierzem, w razie potrzeby niezmordowanym
jeźdźcem, ale zdolny był również maszerować pieszo. Podczas oblężenia Akkonu sam nosił na grzbiecie potrzebne do budowy machin oblężniczych kłody drzew, które wpierw wybrał i wskazał drwalom jako najodpowiedniejsze do tego celu. Jego kronikarz, Amrboży, opisując wyprawę, której był naocznym świadkiem, opowiada o ciekawej rozmowie, jaką odbył Saladyn z biskupem Salisbury, Hubertem Walterem. Obaj zgodnie przyznawali, że gdyby można w jednym człowieku połączyć uzupełniające się cechy tych dwóch władców, chrześcijańskiego i muzułmańskiego, męstwo jednego i rozwagę
drugiego, to:
Darmo by szukać drugiego książęca,
Co by tak mądry był i tak waleczny.

Regine Pernoud Alienor z Akwitanii (tłum. Eligia Bąkowska) PIW 1980

Nie mam osobistych powodów, by wzdychać do prawdziwej męskości Ryszarda, czy jego ojca – Henryka. Niemniej, biografia pióra Regine Pernoud wydaje się pełna wielkich osobowości – właśnie Ryszard Lwie Serce, którego dotyczy ten fragment (nie negujący zresztą jego wad!), sama tytułowa href=http://pl.wikipedia.org/wiki/Eleonora_Akwita%C5%84ska>Eleonora Akwitańska, ojciec Ryszarda – Henryk II Plantagenet, a nawet robiący wrażenie niezguły czasem, ale posiadający
jakąś królewską wielkość pierwszy jej mąż – Ludwik VII. A nie zapominajmy o Bernardzie, Sugerze, czy Tomaszu. Jak to jest, że epoka wydała tyle osobowości (tu nawet mamy jakiś kontrast z bezpośrednimi następcami, choć akurat Ryszard Lwie Serce jest o pokolenie młodszy od większości z tu wymienionych)? Owszem, trafią się jeszcze epoki z wysypem wielkich osobowości, ale bynajmniej nie jest on regułą. Dlaczego czasem się to udaje, a czasem nie?

poniedziałek, 30 marca 2009

Herbata

Nie chciałem pisać o Drodze Herbaty, bo to temat rzeka, a ja mam wciąż wrażenie, że spotykam tyko rozsypane fragmenty mozaiki – nie mam wciąż poczucia oglądu całości. Niemniej Bobik mnie zainspirował do sięgnięcia jeszcze raz do tekstu Shoshitsu Sen XV Sztuka herbaty (tłum. Monika Kusiak, w Estetyka Japońska, t. 1 (red. Krystyna Wilkoszewska), Universitas, 2008) – bo czyż Droga Herbaty nie jest opisem idealnego podejmowania gości?

Zdaniem Rikyu Droga Herbaty opierała się na czterech zasadach: zasadzie harmonii, szacunku, czystości i spokoju. Zasady te stanowiły podstawę wszystkich praktyk stosowanych w Herbacie, reprezentując równocześnie najważniejsze ideały tej filozofii.
Zasada „Harmonii” jest wynikiem współdziałania gospodarza, gościa, poczęstunku i używanych naczyń z płynnym rytmem natury. […] „Szacunek” oznacza szczerość serca, dzięki której możemy otworzyć się na najbliższe otoczenie, ludzi i naturę, z równoczesnym poszanowaniem ich godności. […] „Czystość” jest najważniejszym elementem przyjęcia wyrażającym się w prostej czystości mycia. […] „Spokój”, który jest pojęciem estetycznym szczególnym dla Herbaty, idzie w parze z praktykowaniem w naszym życiu trzech zasad, tzn. harmonii, szacunku i czystości. Przebywanie z dala od
świata w zgodzie z rytmami natury, wyzwolenie się z przywiązań do materialnego świata i cielesnych wygód oraz oczyszczenie się i wrażliwość na świętą istotę wszystkiego, co nas otacza wprowadza osobę przygotowującą i pijącą herbatę w atmosferę kontemplacji i pozwala na osiągnięcie subtelnego spokoju. Jednak, co może się wydać dziwne, ten stan spokoju pogłębia się jeszcze bardziej, gdy inna osoba wejdzie w tak stworzony mikrokosmos, przyłączając się do gospodarza kontemplującego nad czarką herbaty. Paradoks polega na tym, że możemy znaleźć trwały spokój
wewnętrzny dzięki przebywaniu z innymi.

[…]

„O czym ważnym musimy pamiętać w czasie przygotowania i podawania herbaty?” pewnego dnia zapytał Sen Rikyu jego uczeń. Sen Rikyu odpowiedział:

Zaparz czarkę doskonałej herbaty; przygotuj węgiel, tak, aby ogrzał wodę; ułóż kwiaty tak, jak rosną na polu; w lecie stwórz chłód, w zimie ciepło; zrób wszystko przed czasem; bądź przygotowany na deszcz; poświęć uwagę tym, którzy Ci towarzyszą.

Uczeń, trochę rozczarowany, nie widział w otrzymanej odpowiedzi nic niezwykłego; czegoś, co mogłoby uchodzić za sekret podawania herbaty. Dlatego odrzekł: „Ale tyle, to ja już wiem…” Na te słowa Rikyu odpowiedział:

Jeśli rzeczywiście potrafisz zorganizować przyjęcie nie łamiąc żadnej z wymienionych przeze mnie reguł, to ja zgodzę się zostać twoim uczniem.


--
Tylko dodam, że to nie jest takie łatwe – choć jest proste. Ale cel jest piękny. I bynajmniej nie trzeba się ograniczać do herbaty, choć herbata „coś w sobie ma”.

niedziela, 29 marca 2009

Gdzie ten optymizm?

Wracając ze spaceru wpadłęm na grupkę młodych ludzi. Jeden z nich mówił:
-- Myślałem, że Kubica poprawi mi humor.
-- Ha!
-- odparł drugi.
Choć nie jestem kibicem, też rozglądam się za czymś optymistycznym --
darmowy hosting obrazków
-- tak jak na ilustracji (z wczorajszego koncertu) Iwona Mironiuk rozgląda się za kompozytorem -- Tadeuszem Wieleckim.

sobota, 28 marca 2009

Upudrowani lekkoduchowie i piękne panie

Oczywiście pisma teologiczne nie były chętnie czytane przez pudrowanych lekkoduchów i piękne panie, ale literaturę świecką pochłaniał każdy, kto rościł sobie pretensje do kultury.
Jolanta Tubielowicz Historia Japonii, Ossolineum 1984

Na miejscu pań bym się obraził. (A to autorka, nie autor.) Swoją drogą, zwracam też, niejako przy okazji, uwagę na myśl autorki -- w okresie Heian także literatura 'lekka' szerzyła duchowość buddyjską. A zwracam uwagę, bo u nas jedynie w żartach można usłyszeć:
-- Byłeś w niedzielę na mszy.
-- Nie, ale oglądałem "Plebanię".
-- Na jedno wychodzi.

piątek, 27 marca 2009

Wiersz, by łatwiej poradzić sobie z postną pokusą

Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

Oni to piją gorzę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: - zdziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki
i jedzą je w niedzielę z rodziną się dzieląc.

Lubią wody na smak bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atlasy.

Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał,
z martwym ozorem w zębach czują się jak w niebie
i do cudzego mózgu śmieje im się dusza.

Pożerają, dymiący jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy –
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zakwita, trupawy.

Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem – i w całej stolicy
głośni – ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Do mięsożerców (z tomu Być kwiatem?..., Świat Książki 2007

Sam bywam mięsożerny – cytuję tylko dlatego, że opis mnie bawi (choć i przez swoją trafność – zresztą pamiętam bardzo podobny u Stanisława Lema, gdzie klasyfikowano człowieka jako gatunek ohydek szalej). A już na pewno nie życzę niczego złego Panu Radcy!

czwartek, 26 marca 2009

Archiwa arcytajne

Istnieją – twierdzi Scheuring – archiwa tajne, niedostępne dla niewtajemniczonych… W tych archiwach nigdy nie następuje przedawnienie, tajemnicze ich nigdy nie tracą swej aktualności i dlatego są i pozostaną niedostępne dla profanów. Istnieje jakaś potężna „tajna organizacja, która czuwa nad archiwami i innymi źródłami historycznymi i pilnuje, aby z nich nie przedostało się do wiadomości publicznej nic, co byłoby dla niej niedogodne”.
Gdyby to był wiek XVIII, XIX albo nawet XX, autor wskazałby niechybnie na wolnomularzy. Lecz to dopiero szesnaste stulecie, więc zamiast masonów autor wskazuje arian, protestantów, w wielkim ruchu reformacyjnym Kościoła doszukuje się działania spisku. Reformacja – powiada – nie miała Kościoła zreformować, lecz go zniszczyć. Oni więc prawdopodobnie – protestanccy spiskowcy – zawładnęli archiwami i „wyczyścili” je najdokładniej. A może nie tylko „wyczyścili”, lecz dodali jeszcze sfałszowane dokumenty, jakie im się akurat wydawały pożyteczne i właściwe. Będą się na nie powoływać w dobrej wierze historycy.
W tych warunkach do prawdy można by dojść jedynie drogą selekcjonowania hipotez, doszukiwania się poszlak i śladów i taką metodę obrał autor książki „Czy królobójstwo?”.

Tak książkę „Czy królobójstwo?” Hermana Zdzisława Scheuringa (Londyn, 1964) poświęconą śmierci Stefana Batorego streszcza Tadeusz Rojek (XIII tajemnic historii, Nasza Księgarnia 1987, książkę którą czytałem jako nastolatek odgrzebałem, ze względu na historię przytaczaną przez Torlina o domniemanym miejscu pochówku Bolesława Śmiałego).

Trochę żałuję, że przypomniałem sobie tę historię tak późno – bo w jakiejś mierze przypomina ona do pewnego stopnia niedawną ekshumację generała Władysława Sikorskiego, niejako stanowiąc jej prawzór. Otóż w 1933 roku konsylium lekarzy badało dokumenty z sekcji zwłok króla, chcąc wyjaśnić tajemnicę i odnieść się do pogłosek o truciźnie, dochodząc w końcu do wniosku, że śmierć była naturalna (wynikła z przewlekłej choroby nerek).

Ale, ale – historia rzuciła mi się w oczy z trochę innego powodu, chyba bardziej oczywistego. Otóż „na dniach” śledziłem dyskusję, gdy to na zarzut lansowania teorii spiskowej, odpowiedziano jakże merytorycznie: nie bądź taka Wyborcza! Chyba nikt nie wierzy ‘w teorie spiskowe’, z wyjątkiem tej, czy tamtej, rzecz jasna… Tutaj mamy teorię na tyle niedzisiejszą, że może posłużyć za wzorzec, ostrzeżenie dla członków konsylium, którzy się nad nią pochylą. I przyczynek do śmiechu, jeśli to
komuś odpowiada.