Wyjątek z listu nadesłanego “Kurierowi Warszawskiemu” w r. 1826 (nr 4):
Tak mało wychodzi teraz książek polskich, iż jest prawie zbrodnią literacką i tym jeszcze kazać w składach czekać na mule, i tym sposobem rozszerzać postrach od mowy polskiej. Przejęty tą prawdą, kupuję i czytam to wszystko, co tylko zrozumieć mogę. Wierszów tylko nie czytam, bo mi życie miłe, a wyczytałem w pewnych lekarskich radach, że poezja romantyczna rodzi skłonności do apopleksji…
Julian Tuwim Cicer cum caule, ISKRY 2006
Ja tylko tak… ten… tego… ostrzegam…
***
Spotykam dzisiaj kolegę. I narzeka. Że nic się nie dzieje. Że dziury coraz większe, budynki coraz bardziej zaniedbane. A przede wszystkim:
-- Byłeś w Bytomiu?
-- Byłem.
-- Zaniedbane elewacje…
-- Byłem i to robi wielkie wrażenie. Złe… Nie… niejednoznaczne. Bo budynki ładne, zabytkowe, ale opuszczone, brudne, zaniedbane…
Mogłem polemizować (polemizowałem, bo widzę firmy i firemki, które próbują coś rozkręcić, zresztą obaj z kolegą znamy takich biznesmenów), ale Bytom… Tak, to jest argument. Byłem dwa tygodnie temu i ciągle się to kołacze w mojej pamięci.
***
Jeśli wrogowie cię chwalą — powinien był zreflektować się premier Miller — to znaczy, że popełniłeś błąd.
Józef Hen Dziennik na nowy wiek, WAB 2009
(Hen w ogólności racji nie ma – przynajmniej moim zdaniem, bo czasem, zwłaszcza w polityce, interes bywa wspólny, ale w szczególności potrafi ją mieć. (Jak i w tym przypadku.))
***
Jadę w Lany Poniedziałek tramwajem. 4:40. Do tramwaju wpada młody chłopak (z kolegą) i skanduje:
-- Śmierdziele, śmierdziele!
Po czym zwraca się do kolegi:
-- No jak, wysiadamy?
I wysiedli.
Aż dość sadystyczny pomysł na walkę z subkulturą pseudokibiców – należałoby ich nagrywać na video, a potem skazywać na oglądanie własnego zachowania przez kilka godzin dziennie…
***
Im dłużej się go słuchało, tym wyraźniej było widać, że istnieje ścisły związek pomiędzy jego niezdolnością do mówienia a jego niezdolnością do myślenia, mianowicie myślenia z pozycji innego człowieka. Nie można się było z nim porozumieć, nie dlatego, że kłamał, lecz dlatego, że otaczał go mur najlepiej zabezpieczający przed słowami i obecnością innych, a zatem przed samą rzeczywistością.
Hannah Arendt Eichmann w Jerozolimie, tłum. Adam Szostkiewicz, Znak 1998
***
Ale żeby nie było pesymisytcznie -- pięknie potrafi wiosną być!
środa, 7 kwietnia 2010
czwartek, 1 kwietnia 2010
Dobroć
Dobroć nie jest stworzona, uczyniona ani zrodzona, jest natomiast rodząca i rodzi dobrego, on zaś jako taki nie jest stworzony ani uczyniony, lecz jest zrodzonym dzieckiem i synem dobroci.
Mistrz Eckhart, za Józefem Tischnerem Spór o istnienie człowieka, Znak 1999
Mistrz Eckhart, za Józefem Tischnerem Spór o istnienie człowieka, Znak 1999
poniedziałek, 29 marca 2010
Recenzja na Rok Chopinowski (choć z epoki)
Chopin, powróciwszy ze swej przejażdżki z panią Dudevant do Francji, wyda wkrótce 24 preludiów. Wyznać musimy, iż od niejakiego czasu pan Chopin zbyt rzadko uszczęśliwia nas swymi kompozycjami, a z tych, którymi nas obdarza, niektóre bynajmniej nie odpowiadają jego geniuszowi. Ostatnie jego dzieło (34) "Trzy walce" nie mają (wyjąwszy może drugiego) nic w sobie, co by przypominałą ową smętność tak męską, ową rozpacz i z niej wypływającą moc, ową tęsknotę i te uczucia serca bolejącego nad nieszczęściem braci, nad nieszczęściem ludzkości. Kompozycje te widocznie dla honorarium ułożone zostały. Lubo wiemy, na jak szlachetne cele pan Chopin obraca wszystko, co tylko oszczędza z godzin i honorarium za kompozycje, ilu rodakom za granicą będącym wsparcie szlachetne niesie, ilu familiom nieszczęśliwym łzy ociera; lubo wiemy, że wieneic, z tak pięknych czynów uwity, najchlubniejszą jest jego serca i geniusza ozdobą -- to wszelako niech nam wolno będzie mu przypomnieć, że jako geniusz równie wiele jest winien sobie i sławie, która się stała naszą chlubą. Nie śmielibyśmy takiemu jeniuszowi jak p. Chopin czynić tej uwagi, gdybyśmy nie znali jego wielkości duszy, i nie byli przekonani, iż sam pewnie wie, że wielu ma wielbicieli -- większych jednak od nas, pewnie nie.
Tygodnik Literacki (1839, nr 11), a cytuję za Julianem Tuwimem Cicer cum caule, Iskry 2009
Tygodnik Literacki (1839, nr 11), a cytuję za Julianem Tuwimem Cicer cum caule, Iskry 2009
piątek, 26 marca 2010
Drobiazgi
Z L4 jeszcze – złapałem się na tym, że gdy wracając z pracy nie miałem zrealizowanych wszystkich planowanych zadań (a czasem wystarczała nieobecność współpracownika, by coś poszło nie tak), wracałem zły, z obniżoną samooceną. Na L4 nie miałem żadnych celów – wszystko co zrobiłem pisałem sobie „na plus”. Efekt: PAK, ta choroba tobie służy! Wyglądasz kwitnąco! – usłyszałem od współpracowniczki wpadając coś załatwić do pracy.
***
Drobiazgi raz jeszcze? Ano tak – łapię się na tym, że gdy myślę o czymś poważnym, i o tym by to zamienić na słowa na blogu, w pewnym momencie łapie mnie myśl, że to będzie pewien fałsz. Że dopóki tylko o tym myślę, to jest moje, autentyczne, ale gdy przekładam na słowa zaczyna się pewne aktorstwo, odgrywanie jakiejś roli na blogu. A roli odgrywać nie chcę, więc lepiej pozostanę przy tym, do czego potrafię mieć dystans. Autentyczny, nie malowany. A przynajmniej ten, który takim mi się wydaje.
***
Ale – to, że byłem taki „wyluzowany” wcale nie oznacza, że pewnych stresów związanych z pracą nie przeżywałem. Przeżywałem kontakty z bardzo nieodpowiedzialną administracją. Początkowo ich broniłem – może zawinili nie ludzie, a organizacja, bo wszyscy byli mili, uprzejmi, uczynni. Może oni rzeczywiście ‘zaharowują się’, a brak efektów to kwestia braku powiązań, pewnego wypracowanego schematu działania? Ale nie bardzo – to, że ktoś przez 48 godzin odpowiada, że zrobi coś za chwilę, by w końcu tego nie zrobić bez słowa wyjaśnienia, to już nie kwestia braku organizacji.
Nie oczekuję pociechy – z pewnym zdumieniem odkrywam nawet, że mam w sobie więcej stoika niż przypuszczałem jeszcze miesiąc temu. Zwyczajnie, mam akurat „fazę” odbierania w większym zakresie sygnałów, że ludzie narzekają na pracę. Nie na to, ile zarabiają i ile pracują, ale na to, że kierownicy są nieodpowiedzialni, koleżanki i koledzy intrygują, a organizacja zwyczajnie nie spełnia swoich funkcji. I nawet biorąc pod uwagę, że sami zapewne często nieźle się wpisują w te leżące organizacje, tak sobie myślę, czy nie można by podratować naszego PKB najbardziej właśnie to zmieniając. Ale nie pytajcie jak, bo jeszcze sam nie wiem!
***
Kilkanaście lat temu w pociągu pani opowiadała sąsiadce:
-- Wie pani, potem pojechałam na kolejną pielgrzymkę, na Górę św. Anny. I wie pani co się okazało? -- tu następował wyraźny wytrzeszcz oczu -- Że św. Anna to była babcia Jezusa!!!
Przypomina mi się ta pani, gdy czytam narzekania, że spory odsetek Polaków nie wie, kto mordował w Katyniu. Przecież ile razy spotykałem Rodaków, którzy nie wiedzieli rzeczy oczywistych – choćby przy okazji prawyborów, ktoś mnie pytał wskazując na okładkę Polityki:
-- Kto to?
-- Komorowski.
-- A jak się nazywa ten drugi kandydat?
-- Sikorski.
-- A to prawda, że on ma żonę... no... Amerykankę?
Dyskutujących na blogach o polityce to powinno sprowadzić na ziemię. I nie piszę nawet o przypadkach skrajnych, jak pewna katoliczka, która wypytywała podczas wypełniania krzyżówki, jacy są ewangeliści, bo potrzebowała jednego na pięć liter, albo podróżni w tramwaju, którzy po rezygnacji z Tuska dyskutowali o kandydatach ( -- Sikorski będzie kandydował. -- A zagłosujesz na niego? -- W życiu! Będą kandydować Sikorski i Kamiński.).
Gdy czytam, że 1/3 Polaków nie wie*, kto mordował w Katyniu, to nie tyle załamuję ręce nad nieświadomością Katynia, co zastanawiam się, jak to się ma z inną wiedzą. Bo przecież Katyń jest bardzo często w mediach przypominany – wydaje się, że te „2/3” (mam wątpliwości co do liczby, jak podaję w przypisie) określa wartość bliską maksymalnego możliwego nasycenia taką wiedzą społeczeństwa. To, by stwierdzić, czy te „2/3” to dużo, czy mało, należałoby porównać liczbę świadomych Katynia, z – powiedzmy – świadomymi Grunwaldu, roli prymasa w czasie bezkrólewia, wzoru na obwód koła, czy tego ile gramów wodoru potrzeba, aby uzyskać 2 mole H2O. Świadomie wybieram wiedzę dość podstawową, a przy tym bardzo różną – bo mam wrażenie, że o historii w ogólności, a o Katyniu wie się o wiele więcej niż o innych dziedzinach i wydarzeniach. Że te „2/3” to raczej punkt wyjścia do refleksji nad świadomością Polaków, skutecznością i znaczeniem edukacji (i wiedzy). I zapewne powód do dumy i zadowolenia, że aż tak wielu Polaków Katynia jest świadomych. Niestety – wszystkie badania, które widziałem ograniczają się do kwestii Katynia, nie widziałem takich, które by się pokusiły o porównanie Katynia z innymi wydarzeniami, a historii z innymi dziedzinami, zwłaszcza z naukami przyrodniczymi, które (może to mój subiektywny odbiór) są wyjątkowo słabo u nas społecznie uświadomione.
***
I znowu sprowadzono mnie na ziemię. Właśnie usłyszałem uwagę, że nieoszczędnie piorę, bo nawet po przepraniu ręcznym, gdy zależy mi na przesuszeniu wybieram program prania, a nie wirowania samego. Racja – przyznałem w myślach. Tyle, że skąd tak trzeźwa uwaga na temat oszczędności z ust osoby, która wiecznie pozostawia włączone żarówki i potrafi bardzo dużo rozmawiać przez telefon?
To nie była obraza – to było szczere zdumienie. Zdałem sobie sprawę, że szukam oszczędności, ale na pewne rzeczy zwróciłem wcześniej uwagę i wdrożyłem, podczas gdy inne zaniedbałem. I że ktoś inny ma tę samą przypadłość, tyle że zwrócił uwagę na inne czynniki. I że przez tą różnicę miał u mnie etykietkę osoby nieoszczędnej. A może to mnie się ona należała?
---
*) A w ogóle coś tu mi ‘śmierdzi’. Tak streścił chyba badania Newsweeka Adam Szostkiewicz. To zaokrąglenie, bo Newsweek podaje, że nie wie nie 1/3, a 30%, czyli trochę mniej. Ale i to nic – szukałem źródła ‘prawdziwego’ i natknąłem się na badania CBOS z roku 2008. Według tych badań nie wie 20%, a nie 30%. To duża różnica. I jakoś mam większą skłonność (choćby dlatego, że wyraźnie więcej i bardziej sumiennie przebadano, a poniekąd i dlatego, że Nesweek wyrobił sobie u mnie opinię pisma świetnie dobierającego tematy, ale nie potrafiącego zadbać o jakość artykułów) ufać wynikom CBOSu.
***
Drobiazgi raz jeszcze? Ano tak – łapię się na tym, że gdy myślę o czymś poważnym, i o tym by to zamienić na słowa na blogu, w pewnym momencie łapie mnie myśl, że to będzie pewien fałsz. Że dopóki tylko o tym myślę, to jest moje, autentyczne, ale gdy przekładam na słowa zaczyna się pewne aktorstwo, odgrywanie jakiejś roli na blogu. A roli odgrywać nie chcę, więc lepiej pozostanę przy tym, do czego potrafię mieć dystans. Autentyczny, nie malowany. A przynajmniej ten, który takim mi się wydaje.
***
Ale – to, że byłem taki „wyluzowany” wcale nie oznacza, że pewnych stresów związanych z pracą nie przeżywałem. Przeżywałem kontakty z bardzo nieodpowiedzialną administracją. Początkowo ich broniłem – może zawinili nie ludzie, a organizacja, bo wszyscy byli mili, uprzejmi, uczynni. Może oni rzeczywiście ‘zaharowują się’, a brak efektów to kwestia braku powiązań, pewnego wypracowanego schematu działania? Ale nie bardzo – to, że ktoś przez 48 godzin odpowiada, że zrobi coś za chwilę, by w końcu tego nie zrobić bez słowa wyjaśnienia, to już nie kwestia braku organizacji.
Nie oczekuję pociechy – z pewnym zdumieniem odkrywam nawet, że mam w sobie więcej stoika niż przypuszczałem jeszcze miesiąc temu. Zwyczajnie, mam akurat „fazę” odbierania w większym zakresie sygnałów, że ludzie narzekają na pracę. Nie na to, ile zarabiają i ile pracują, ale na to, że kierownicy są nieodpowiedzialni, koleżanki i koledzy intrygują, a organizacja zwyczajnie nie spełnia swoich funkcji. I nawet biorąc pod uwagę, że sami zapewne często nieźle się wpisują w te leżące organizacje, tak sobie myślę, czy nie można by podratować naszego PKB najbardziej właśnie to zmieniając. Ale nie pytajcie jak, bo jeszcze sam nie wiem!
***
Kilkanaście lat temu w pociągu pani opowiadała sąsiadce:
-- Wie pani, potem pojechałam na kolejną pielgrzymkę, na Górę św. Anny. I wie pani co się okazało? -- tu następował wyraźny wytrzeszcz oczu -- Że św. Anna to była babcia Jezusa!!!
Przypomina mi się ta pani, gdy czytam narzekania, że spory odsetek Polaków nie wie, kto mordował w Katyniu. Przecież ile razy spotykałem Rodaków, którzy nie wiedzieli rzeczy oczywistych – choćby przy okazji prawyborów, ktoś mnie pytał wskazując na okładkę Polityki:
-- Kto to?
-- Komorowski.
-- A jak się nazywa ten drugi kandydat?
-- Sikorski.
-- A to prawda, że on ma żonę... no... Amerykankę?
Dyskutujących na blogach o polityce to powinno sprowadzić na ziemię. I nie piszę nawet o przypadkach skrajnych, jak pewna katoliczka, która wypytywała podczas wypełniania krzyżówki, jacy są ewangeliści, bo potrzebowała jednego na pięć liter, albo podróżni w tramwaju, którzy po rezygnacji z Tuska dyskutowali o kandydatach ( -- Sikorski będzie kandydował. -- A zagłosujesz na niego? -- W życiu! Będą kandydować Sikorski i Kamiński.).
Gdy czytam, że 1/3 Polaków nie wie*, kto mordował w Katyniu, to nie tyle załamuję ręce nad nieświadomością Katynia, co zastanawiam się, jak to się ma z inną wiedzą. Bo przecież Katyń jest bardzo często w mediach przypominany – wydaje się, że te „2/3” (mam wątpliwości co do liczby, jak podaję w przypisie) określa wartość bliską maksymalnego możliwego nasycenia taką wiedzą społeczeństwa. To, by stwierdzić, czy te „2/3” to dużo, czy mało, należałoby porównać liczbę świadomych Katynia, z – powiedzmy – świadomymi Grunwaldu, roli prymasa w czasie bezkrólewia, wzoru na obwód koła, czy tego ile gramów wodoru potrzeba, aby uzyskać 2 mole H2O. Świadomie wybieram wiedzę dość podstawową, a przy tym bardzo różną – bo mam wrażenie, że o historii w ogólności, a o Katyniu wie się o wiele więcej niż o innych dziedzinach i wydarzeniach. Że te „2/3” to raczej punkt wyjścia do refleksji nad świadomością Polaków, skutecznością i znaczeniem edukacji (i wiedzy). I zapewne powód do dumy i zadowolenia, że aż tak wielu Polaków Katynia jest świadomych. Niestety – wszystkie badania, które widziałem ograniczają się do kwestii Katynia, nie widziałem takich, które by się pokusiły o porównanie Katynia z innymi wydarzeniami, a historii z innymi dziedzinami, zwłaszcza z naukami przyrodniczymi, które (może to mój subiektywny odbiór) są wyjątkowo słabo u nas społecznie uświadomione.
***
I znowu sprowadzono mnie na ziemię. Właśnie usłyszałem uwagę, że nieoszczędnie piorę, bo nawet po przepraniu ręcznym, gdy zależy mi na przesuszeniu wybieram program prania, a nie wirowania samego. Racja – przyznałem w myślach. Tyle, że skąd tak trzeźwa uwaga na temat oszczędności z ust osoby, która wiecznie pozostawia włączone żarówki i potrafi bardzo dużo rozmawiać przez telefon?
To nie była obraza – to było szczere zdumienie. Zdałem sobie sprawę, że szukam oszczędności, ale na pewne rzeczy zwróciłem wcześniej uwagę i wdrożyłem, podczas gdy inne zaniedbałem. I że ktoś inny ma tę samą przypadłość, tyle że zwrócił uwagę na inne czynniki. I że przez tą różnicę miał u mnie etykietkę osoby nieoszczędnej. A może to mnie się ona należała?
---
*) A w ogóle coś tu mi ‘śmierdzi’. Tak streścił chyba badania Newsweeka Adam Szostkiewicz. To zaokrąglenie, bo Newsweek podaje, że nie wie nie 1/3, a 30%, czyli trochę mniej. Ale i to nic – szukałem źródła ‘prawdziwego’ i natknąłem się na badania CBOS z roku 2008. Według tych badań nie wie 20%, a nie 30%. To duża różnica. I jakoś mam większą skłonność (choćby dlatego, że wyraźnie więcej i bardziej sumiennie przebadano, a poniekąd i dlatego, że Nesweek wyrobił sobie u mnie opinię pisma świetnie dobierającego tematy, ale nie potrafiącego zadbać o jakość artykułów) ufać wynikom CBOSu.
wtorek, 23 marca 2010
Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina,
Boski promień spadający nagle, aż pękąją te bańki mydlane, moda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania -- książki, polityka, sztuka, amory,
I zostaje zupełnie nic?
Walt Whitman Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina, tłum. Czesław Miłosz (za: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie, Znak 2005)
---
Ot, wykorzystuje bloga jak wypisy, dla wiersza który mi się spodobał.
(Swoją drogą, podobanie się poezji, prozy, muzyki, to często nie tylko funkcja ich samych, ale i odbioru. Czytam Przekłady poetyckie po raz drugi, a mój odbiór nakłada się inaczej na czytaną poezję -- czasem te same wiersze mi się podobają, co przedtem, a czasem przebiegam bez wzruszenia wzrokiem nad słowami, by w innym miejscu coś odkryć, na co wcześniej nie zwróciłem należnej uwagi.)
Boski promień spadający nagle, aż pękąją te bańki mydlane, moda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania -- książki, polityka, sztuka, amory,
I zostaje zupełnie nic?
Walt Whitman Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina, tłum. Czesław Miłosz (za: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie, Znak 2005)
---
Ot, wykorzystuje bloga jak wypisy, dla wiersza który mi się spodobał.
(Swoją drogą, podobanie się poezji, prozy, muzyki, to często nie tylko funkcja ich samych, ale i odbioru. Czytam Przekłady poetyckie po raz drugi, a mój odbiór nakłada się inaczej na czytaną poezję -- czasem te same wiersze mi się podobają, co przedtem, a czasem przebiegam bez wzruszenia wzrokiem nad słowami, by w innym miejscu coś odkryć, na co wcześniej nie zwróciłem należnej uwagi.)
sobota, 20 marca 2010
Na pożegnanie zimy
Wśród pięciu żywiołów nie ma takiego, który by stale przeważał. Z czterech pór roku żadna nie trwa wiecznie. Słońce bywa krótkotrwałe i długotrwałe, księżyc ma swe życie i śmierć. To istota bycia nieprzeniknionym.
Sun Zi Sztuka wojenna (rozdział VI), tłum. Roberta Stillera, Vis-a-vis, Kraków 2004
Sun Zi Sztuka wojenna (rozdział VI), tłum. Roberta Stillera, Vis-a-vis, Kraków 2004
czwartek, 18 marca 2010
Nocny drapieżnik
Ikonografia atakuje nas jak polujący nocą drapieżnik — potężny i niezwykle skuteczny, a jednocześnie tak cichy, że często w ogóle nie dostrzegamy jego obecności.
Stephen Jay Gould Dzieje życia na Ziemi (przedmowa, co podkreślam, bo praca jest w gruncie rzeczy zbiorowa -- Stephen Jay Gould jest autorem niektórych części, w tym przedmowy i redaktorem), Świat Książki, 2007
----
Bardzo spodobało mi się, jak tę oczywistość Stephen Jay Gould przypomniał. Ale też przypomniał oczywistość oczywistości --- usprawiedliwił się tym, że mimo iż wielu (a już na pewno specjaliści) zdaje sobie sprawę ze złudnego charakteru ilustracji (tu kontekst jest bardzo konkretny, bo chodzi o rekonstrukcje dawnych organizmów żywych, ale przecież tak samo film wpływa na postrzeganie bohaterów powieści*, podobnie film czy obraz -- sprawiają, że tak, a nie inaczej "widzimy" historię). Lecz także ci świadomi, nawet jeśli starają się czasem wpływ ikonografii zlekceważyć, to przecież zwykle mu ulegają... Skuteczny ten drapieżnik.
-----
*) Sam pamiętam, jak zasugerowany Jerzym Hoffmanem byłem przekonany, że Helena Kurcewiczówna była blondynką...
Stephen Jay Gould Dzieje życia na Ziemi (przedmowa, co podkreślam, bo praca jest w gruncie rzeczy zbiorowa -- Stephen Jay Gould jest autorem niektórych części, w tym przedmowy i redaktorem), Świat Książki, 2007
----
Bardzo spodobało mi się, jak tę oczywistość Stephen Jay Gould przypomniał. Ale też przypomniał oczywistość oczywistości --- usprawiedliwił się tym, że mimo iż wielu (a już na pewno specjaliści) zdaje sobie sprawę ze złudnego charakteru ilustracji (tu kontekst jest bardzo konkretny, bo chodzi o rekonstrukcje dawnych organizmów żywych, ale przecież tak samo film wpływa na postrzeganie bohaterów powieści*, podobnie film czy obraz -- sprawiają, że tak, a nie inaczej "widzimy" historię). Lecz także ci świadomi, nawet jeśli starają się czasem wpływ ikonografii zlekceważyć, to przecież zwykle mu ulegają... Skuteczny ten drapieżnik.
-----
*) Sam pamiętam, jak zasugerowany Jerzym Hoffmanem byłem przekonany, że Helena Kurcewiczówna była blondynką...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
