Miałam kiedyś w tej dziedzinie interesujące doświadczenie. Udzielałam czegoś w rodzaju zupełiających lekcji religii młodej maturzystce. Dziewczyna była inteligentna i sumienna. Na samym początku poprosiłam ją, żeby przed następnym naszym spotkaniem przeczytała w całości jedną Ewangelię (chyba chodziło o św. Marka) i żeby czytając notowała wszystko, co by wydawało się jej niejasne. Kiedy przyszła ponownie, zapytałam się, jakie ma pytania. Odpowiedziałą zdecydowanie, że wszystko zrozumiała. Wtedy otworzyłam tę Ewangelię tak, na chybił trafił, przeczytałam jedno zdanie i zapytałam, co to znaczy. Odpowiedziała mi bezradnie, że nie wie. Po prostu czytając tekst, który wydawał się jej znany, tej trudności zwyczajnie nie zauważyła.
Anna Świderkówna Rozmowy o Biblii. Nowy Testament, PWN 2000
(Oczywiste? A i owszem! Ja nawet nie w związku z Biblią wynotowałem, a Mahlerem. Jakoś tak się złożyło, że jednocześnie wpadło mi w ręce parę nie znanych mi wcześniej nagrań symfonii Gustava Mahlera pod batutą Sir Simona Rattle i obiecałem mojemu koncertowemu sąsiadowi pożyczenie książki te symfonie omawiające. Więc słucham. I łapię się na swoistej rutynie, gdzie muzykę świetnie rozpoznaję, ale gdybym miał powiedzieć, o co w niej chodzi...)
PS. I jeszcze jeden cytat -- tym razem jako swoista polemika z Bogusławem Schafferem -- David Hurwitz The Mahler Symphonies. An Owner's Manual (Amadeus Press 2004):
But far more importantly, the second conclusion that needs to be emphasized is this: it doesn't make any difference who does something first. All that matters is who does it best. Music history is full of composers of great originality that people couldn't care less about today, because they wrote tons of very original, boring music.
czwartek, 30 kwietnia 2009
środa, 29 kwietnia 2009
Ważne jest, abyśmy oceniali innych
1-14
Ważne jest, abyśmy oceniali innych i poprawiali ich błędy – jest to wielkie dobrodziejstwo i podstawowa sprawa we właściwym wypełnianiu służby. Właściwe ocenianie innych ludzi jest bardzo trudnym problemem. Rozróżnianie w ludzkich czynach zła i dobra jest łatwe. Łatwe jest również ich osądzanie. Zazwyczaj uważa się, że mówienie ludziom rzeczy niemiłych i nieprzyjemnych wynika z naszej dla nich życzliwości, a jeśli te uwagi nie zostaną przyjęte, to trudno. Tymczasem postępowanie takie nie przynosi żadnego pożytku. To nic innego niż obmowa czy narażanie ludzi na wstyd. Robimy to jedynie dla własnej satysfakcji. Aby oceniać innych, trzeba przede wszystkim wnikliwie zbadać, czy zechcą przyjąć naszą ocenę; wczuć się w ich duszę, postarać się, aby zaufali naszym słowom. Zbliżmy się do nich od właściwej strony, starannie rozważywszy sposób mówienia. W zależności od momentu i sytuacji może to być list, albo dobrą okazją jest spotkanie pożegnalne. Wyznaj własne błędy lub też – nie mówiąc o nich – pozwól drugiemu człowiekowi je odczuć, ale najpierw wychwalaj jego zalety i staraj się, by nabrał pewności siebie. Właściwa ocena jest jak woda dla spragnionego, który skłonny będzie poprawić swoje błędy To bardzo trudne zadanie. Jeśli czyjeś wady istnieją od dawna, nie da się ich naprawić. Sam tego doświadczyłem.
Jeśli zdołasz wczuć się w duszę towarzyszy, poprawisz ich uchybienia, jeśli wspólnie i jednomyślnie będziecie służyć panu, to będzie to w owej służbie największą zasługą. Natomiast upokarzanie innych nigdy nie doprowadzi do poprawy.
Yamamoto Jōchō Hagakure (Ukryte wśród liści) tłum. Krystyna Okazaki, (w Estetyka japońska, t. 3, pod red. Krystyny Wilkoszewskiej, Universitas, Kraków 2005)
Ważne jest, abyśmy oceniali innych i poprawiali ich błędy – jest to wielkie dobrodziejstwo i podstawowa sprawa we właściwym wypełnianiu służby. Właściwe ocenianie innych ludzi jest bardzo trudnym problemem. Rozróżnianie w ludzkich czynach zła i dobra jest łatwe. Łatwe jest również ich osądzanie. Zazwyczaj uważa się, że mówienie ludziom rzeczy niemiłych i nieprzyjemnych wynika z naszej dla nich życzliwości, a jeśli te uwagi nie zostaną przyjęte, to trudno. Tymczasem postępowanie takie nie przynosi żadnego pożytku. To nic innego niż obmowa czy narażanie ludzi na wstyd. Robimy to jedynie dla własnej satysfakcji. Aby oceniać innych, trzeba przede wszystkim wnikliwie zbadać, czy zechcą przyjąć naszą ocenę; wczuć się w ich duszę, postarać się, aby zaufali naszym słowom. Zbliżmy się do nich od właściwej strony, starannie rozważywszy sposób mówienia. W zależności od momentu i sytuacji może to być list, albo dobrą okazją jest spotkanie pożegnalne. Wyznaj własne błędy lub też – nie mówiąc o nich – pozwól drugiemu człowiekowi je odczuć, ale najpierw wychwalaj jego zalety i staraj się, by nabrał pewności siebie. Właściwa ocena jest jak woda dla spragnionego, który skłonny będzie poprawić swoje błędy To bardzo trudne zadanie. Jeśli czyjeś wady istnieją od dawna, nie da się ich naprawić. Sam tego doświadczyłem.
Jeśli zdołasz wczuć się w duszę towarzyszy, poprawisz ich uchybienia, jeśli wspólnie i jednomyślnie będziecie służyć panu, to będzie to w owej służbie największą zasługą. Natomiast upokarzanie innych nigdy nie doprowadzi do poprawy.
Yamamoto Jōchō Hagakure (Ukryte wśród liści) tłum. Krystyna Okazaki, (w Estetyka japońska, t. 3, pod red. Krystyny Wilkoszewskiej, Universitas, Kraków 2005)
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Niepomny świętokradztw
Inaczej niż przepowiadano, latem 392 roku bóg Nilu, niepomny świętokradztw dokonanych w roku poprzednim, spowodował, że rzeka jak zwykle wylała na egipskie wsie i użyźniła je swym mułem. Nie było ani krwawych fal, ani żadnej hekatomby wśród ludzi. Obecność tej połyskliwej tafli wodnej pośród przybrzeżnych wiosek, omywającej tu i tam grupy palm, musiała wywołać u wielu pogan trudno dla nas wyobrażalne rozczarowanie. Głównie u tych, którzy za Libaniosem myśleli, że dobrobyt cesarstwa zależał od utrzymania tradycyjnych kultów. Wylew Nilu był, rzecz jasna, dla Egipcjan wydarzeniem spodziewanym, ale za każdym razem podziwianym i zaskakującym, jako prawdziwy cud natury, w którym poganie w okresie późnego cesarstwa dopatrywali się boskiej interwencji. Oto niebiosa jeszcze raz błogosławią nieczystych.
Pierre Chigin Ostatni poganie (tłum. Joanna Stankiewicz-Prądzyńska) Czytelnik 2008
Pierre Chigin Ostatni poganie (tłum. Joanna Stankiewicz-Prądzyńska) Czytelnik 2008
niedziela, 26 kwietnia 2009
Imponujący chwyt
W rezydencji Hideyoshi’ego panowie książęta zajmowali się kiedyś układaniem kwiatów.
Również przed panem Naoshige postawiono naczynie i przybory do ikebany. Ponieważ nigdy dotąd tego nie robił, nie miał o niczym pojęcia. Ujął kwiaty w obie ręce, zebrał w pęk, wyrwał końce łodyg i energicznie wstawił je do naczynia. Kiedy Hideyoshi oglądał kompozycję, powiedział: „Kwiaty są źle ułożone, ale sam chwyt był imponujący”.
Yamamoto Jōchō Hagakure (3-7, Ukryte wśród liści -- fragmenty) tłum. Krystyna Okazaki, (w Estetyka japońska, t. 3, pod red. Krystyny Wilkoszewskiej, Universitas, Kraków 2005)
--
Hagakurę będę cytował, ale nad tym fragmentem nie unosi się zapach żyłki pedagogicznej, więc niech będzie na niedzielę.
Również przed panem Naoshige postawiono naczynie i przybory do ikebany. Ponieważ nigdy dotąd tego nie robił, nie miał o niczym pojęcia. Ujął kwiaty w obie ręce, zebrał w pęk, wyrwał końce łodyg i energicznie wstawił je do naczynia. Kiedy Hideyoshi oglądał kompozycję, powiedział: „Kwiaty są źle ułożone, ale sam chwyt był imponujący”.
Yamamoto Jōchō Hagakure (3-7, Ukryte wśród liści -- fragmenty) tłum. Krystyna Okazaki, (w Estetyka japońska, t. 3, pod red. Krystyny Wilkoszewskiej, Universitas, Kraków 2005)
--
Hagakurę będę cytował, ale nad tym fragmentem nie unosi się zapach żyłki pedagogicznej, więc niech będzie na niedzielę.
sobota, 25 kwietnia 2009
Rozmowa superego z ego o ucieczce z koncertu
Superego: No jak mogłeś tak zwiać, zdezerterować z koncertu?
Ego: A czy ja mam obowiązek siedzieć do końca?
Superego: Obowiązek, nie obowiązek – liczy się motywacja, a raczej jej brak. Nie można tak sobie łatwo pobłażać! Jeśli raz sobie odpuścisz, będziesz już sobie zawsze odpuszczał.
Ego: Zaraz, zaraz, czy koncert jest po to, by ćwiczyć swój charakter, czy też po to, by spędzić przyjemnie wieczór? Idę na koncert dla przyjemności – gdy się jej nie spodziewam, po co mam zostawać?
Superego: Dlaczego zakładasz od razu, że nie będzie przyjemnie? Bałeś się spróbować i wymówiłeś byle czym, by uciec wcześniej do domu, do ciepłej herbatki i ciepłej pościeli.
Ego: Po pierwsze, nie czułem się tego dnia najlepiej. Rano coś przemarzłem, popołudniu miałem wypieki jak w gorączce, na dokładkę nie miałem kiedy odsapnąć, bo musiałem zostać w pracy godzinę dłużej.
Superego: Mówisz jakbyś miał męczącą pracę – a nie masz się na co skarżyć. Byłeś dłużej w związku z odwiedzinami prezesa, ale nawet się nie stresowałeś. Dzięki pomocy rodziny, te półgodziny w domu przeznaczone na obiad i przebranie się dało ci lepiej odpocząć niż może to zrobić półtorej godziny, które zwykle masz. Co do zziębnięcia i stanu podgorączkowego, to po prostu jesteś hipochondrykiem! Powinieneś to w sobie zwalczać póki czas!
Ego: To wszystko drobiazgi, ale składały się na to, że na sali czułem się źle, przynajmniej źle jak na słuchanie muzyki. Już przy Brittenie się męczyłem, a Ryszard Strauss…
Superego: No dokończ! Chcę usłyszeć tę dumę z alergii na muzykę Ryszarda Straussa!
Ego: Dumę nie. Ale nie przepadam za nią. Nie kupuję płyt…
Superego: Kłamiesz! Jakbyś myślał, że ja nie wiem!
Ego: Ale to są opery! A nie lubię – by doprecyzować – poematów symfonicznych Ryszarda Struassa. I właśnie poemat mnie oczekiwał.
Superego: Przesadzasz – Sinfonia Domestica ci się ostatnio podobała mimo uprzedzeń! Mogłeś spróbować jeszcze raz, zamiast hodować swoje fochy!
Ego: Ale przy Sinfonii byłem zrelaksowany, to czego teraz zabrakło.
Superego: A przecież przyszedłeś na koncert bez złych myśli, zrelaksowany, wysłuchałeś zapowiedzi utworu…
Ego: No właśnie, wysłuchałem tego, że to utwór długi, że krytycy sugerowali by go umieszczać na końcu programu, by słuchacze mogli cichcem wyjść…
Superego: To była krytyka konserwatywnych krytyków! Utwór chwalono, wskazywano na piękno partii solowej skrzypiec…
Ego: No właśnie – nie lubię tych partii solowych skrzypiec w muzyce symfonicznej późnego romantyzmu. Nawet stwierdzenie, że w części Towarzyszka bohatera mamy odmalowaną perwersyjną naturę Pauiny de Ahna mnie nie przekonało.
Superego: Nieładnie tak się dać ponieść uprzedzeniom!
Ego: Nie byłem w nastroju na ćwiczenia z przekonywaniem się do poematów symfonicznych Ryszarda Straussa, tylko pogłębiłoby się moje uprzedzenie!
Superego: Słowem nie masz żadnego poważnego argumentu, dla swojej dezercji z sali koncertowej.
Ego: Nie, ale sporo drobnych przesłanek. Gdybym na przykład wiedział, że utwór jest krótki, gdyby nawet był długi, ale nie był Ryszarda Straussa, gdyby nawet był długi i Ryszarda Straussa, ale byłbym w lepszym samopoczuciu na sali…
Superego: To byś został. A tak, poszedłeś sobie i nawet sam nie wiesz, czy nie popełniłeś błędu.
Ego: Może i tak, ale odkąd poczułem orzeźwiający chłód wieczoru, to wszystko było bez znaczenia.
Ego: A czy ja mam obowiązek siedzieć do końca?
Superego: Obowiązek, nie obowiązek – liczy się motywacja, a raczej jej brak. Nie można tak sobie łatwo pobłażać! Jeśli raz sobie odpuścisz, będziesz już sobie zawsze odpuszczał.
Ego: Zaraz, zaraz, czy koncert jest po to, by ćwiczyć swój charakter, czy też po to, by spędzić przyjemnie wieczór? Idę na koncert dla przyjemności – gdy się jej nie spodziewam, po co mam zostawać?
Superego: Dlaczego zakładasz od razu, że nie będzie przyjemnie? Bałeś się spróbować i wymówiłeś byle czym, by uciec wcześniej do domu, do ciepłej herbatki i ciepłej pościeli.
Ego: Po pierwsze, nie czułem się tego dnia najlepiej. Rano coś przemarzłem, popołudniu miałem wypieki jak w gorączce, na dokładkę nie miałem kiedy odsapnąć, bo musiałem zostać w pracy godzinę dłużej.
Superego: Mówisz jakbyś miał męczącą pracę – a nie masz się na co skarżyć. Byłeś dłużej w związku z odwiedzinami prezesa, ale nawet się nie stresowałeś. Dzięki pomocy rodziny, te półgodziny w domu przeznaczone na obiad i przebranie się dało ci lepiej odpocząć niż może to zrobić półtorej godziny, które zwykle masz. Co do zziębnięcia i stanu podgorączkowego, to po prostu jesteś hipochondrykiem! Powinieneś to w sobie zwalczać póki czas!
Ego: To wszystko drobiazgi, ale składały się na to, że na sali czułem się źle, przynajmniej źle jak na słuchanie muzyki. Już przy Brittenie się męczyłem, a Ryszard Strauss…
Superego: No dokończ! Chcę usłyszeć tę dumę z alergii na muzykę Ryszarda Straussa!
Ego: Dumę nie. Ale nie przepadam za nią. Nie kupuję płyt…
Superego: Kłamiesz! Jakbyś myślał, że ja nie wiem!
Ego: Ale to są opery! A nie lubię – by doprecyzować – poematów symfonicznych Ryszarda Struassa. I właśnie poemat mnie oczekiwał.
Superego: Przesadzasz – Sinfonia Domestica ci się ostatnio podobała mimo uprzedzeń! Mogłeś spróbować jeszcze raz, zamiast hodować swoje fochy!
Ego: Ale przy Sinfonii byłem zrelaksowany, to czego teraz zabrakło.
Superego: A przecież przyszedłeś na koncert bez złych myśli, zrelaksowany, wysłuchałeś zapowiedzi utworu…
Ego: No właśnie, wysłuchałem tego, że to utwór długi, że krytycy sugerowali by go umieszczać na końcu programu, by słuchacze mogli cichcem wyjść…
Superego: To była krytyka konserwatywnych krytyków! Utwór chwalono, wskazywano na piękno partii solowej skrzypiec…
Ego: No właśnie – nie lubię tych partii solowych skrzypiec w muzyce symfonicznej późnego romantyzmu. Nawet stwierdzenie, że w części Towarzyszka bohatera mamy odmalowaną perwersyjną naturę Pauiny de Ahna mnie nie przekonało.
Superego: Nieładnie tak się dać ponieść uprzedzeniom!
Ego: Nie byłem w nastroju na ćwiczenia z przekonywaniem się do poematów symfonicznych Ryszarda Straussa, tylko pogłębiłoby się moje uprzedzenie!
Superego: Słowem nie masz żadnego poważnego argumentu, dla swojej dezercji z sali koncertowej.
Ego: Nie, ale sporo drobnych przesłanek. Gdybym na przykład wiedział, że utwór jest krótki, gdyby nawet był długi, ale nie był Ryszarda Straussa, gdyby nawet był długi i Ryszarda Straussa, ale byłbym w lepszym samopoczuciu na sali…
Superego: To byś został. A tak, poszedłeś sobie i nawet sam nie wiesz, czy nie popełniłeś błędu.
Ego: Może i tak, ale odkąd poczułem orzeźwiający chłód wieczoru, to wszystko było bez znaczenia.
czwartek, 23 kwietnia 2009
Vivat BACHOR Suzuki!
Janowi Gwalbertowi Pawlikowskiemu, juniorowi
- ofiarowuję
Ja, kochająca polską mowę,
widzę w niej z bólem braków dużo…
i choć niejedni się oburzą,
wprowadzę w nią
reformy nowe.
W wyrazach głębszy sens odkrywam,
odkurzam sekret
dawnych znaczeń,
aby ta mowa, wiecznie żywa,
brzmiała wciąż piękniej,
wciąż inaczej!
Więc RZECZOWNIKIEM zwę tragarza,
a SZATANAMI:
zwykłych krawców.
Wyrazem BACHOR zaś wyrażam
Bacha najlepszych wykonawców.
Rozwód powinien brzmieć:
WESELE,
a złodziej jakżeż, jak nie
BUCHAJ?
WIERZBĄ znów wiarę zwę nieś miele,
słowo: PASIBRZUCH znaczy: kucharz.
MASZTALERZ: - lokaj,
HYCEL: - skoczek,
BARAN: - atleta, w barach tęgi,
KOSZULE: - panny to urocze,
które koszami dają cięgi.
PRAŁAT: - piorący syna ojciec
(tak mowę się udoskonala!),
a żonę, gdy na bale chodzić
pragnie za wiele -
zowię: BALAST.
CHORĄŻY: - pacjent…
PROSIĘ: - żebrak,
a słowa BOA
tchórza oznacza.
Słowo: kominiarz w PIECUCH przebrać
Zdążyłam, szczęściem, jeszcze na czas.
PODRÓŻ, jest to, co podrożało,
a KRAJCZYM
zowię patryjotę.
WYJAZD: psa na łańcuchu żałość,
a CŁO – nie powiem, mniejsza o to!
Tę, która płaczę, nazwę BECZKA -
a SKORKIEM znów: motocyklistę -
snoba – CHRABĄSZCZEM zwijmy raczej,
a MATNIĄ –
poród, oczywiście.
NALEŚNIK
zamiast leśniczego -
brzmi apetycznie,
w pamięć wrasta,
zaś rozrzutnika bezwstydnego
zwę WYDRWIGROSZEM -
no i basta.
KRYTYK
bezpiecznie kryty człowiek,
POCIĘGLE -
nazwę konduktorów,
BRAT – jednym słowem – ten, co bierze!
SAMIEC: pustelnik z głębi boru.
I tak nocami, wieczorami
projekt
Reformy Słów układam,
pracuję – wyczerpana, blada,
lecz zbożnie!
no przyznajcie sami!
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Reforma słów (z Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Być kwiatem?..., Świat Książki 2007)
(Chyba mam dobry dzień. Rano w pracy nie było wody -- decyzją dyrektora pracowało się w domu. Dostałem zamówione płyty*, dostałem prezent urodzinowy (sic! tak się zdziwiłem, że o mały włos prezent nie powrócił do nadawcy -- ale to ze zdumienia, bo urodzin nie mam, ba! nie tylko dzisiaj, ale i w tym miesiącu; w końcu opanowałem zdumienie i prezent odebrałem; skonsumuję gdy przyjdzie czas), a teraz sklep internetowy mi donosi, że wysłał do mnie Kolację na cztery ręce. No i ta Pawlikowska-Jasnorzewska, przeczytana i jeszcze gorąca przenotowana. W dodatku dzień można chwalić -- słońce zaszło za budynkami na sąsiedniej ulicy!**)
---
*) Ewentualnych zainteresowanych informuję: Jan Sebastian Bach -- 43 tom kantat pod kierunkiem Masaaki Suzukiego, Henry Purcell: The Fairy Queen pod Ottavio Dantone i Oda na dzień św. Cecylii pod Diego Fasolisem, a do tego 1 i 2 Symfonie Leonarda Bernsteina pod kierunkiem Leonarda Slatkina.
**) Za to jutro może być zupełnie inaczej -- zapowiedziano niezapowiedzianą wizytę Prezesa. I jak to pogodzić z koncertem NOSPR?
- ofiarowuję
Ja, kochająca polską mowę,
widzę w niej z bólem braków dużo…
i choć niejedni się oburzą,
wprowadzę w nią
reformy nowe.
W wyrazach głębszy sens odkrywam,
odkurzam sekret
dawnych znaczeń,
aby ta mowa, wiecznie żywa,
brzmiała wciąż piękniej,
wciąż inaczej!
Więc RZECZOWNIKIEM zwę tragarza,
a SZATANAMI:
zwykłych krawców.
Wyrazem BACHOR zaś wyrażam
Bacha najlepszych wykonawców.
Rozwód powinien brzmieć:
WESELE,
a złodziej jakżeż, jak nie
BUCHAJ?
WIERZBĄ znów wiarę zwę nieś miele,
słowo: PASIBRZUCH znaczy: kucharz.
MASZTALERZ: - lokaj,
HYCEL: - skoczek,
BARAN: - atleta, w barach tęgi,
KOSZULE: - panny to urocze,
które koszami dają cięgi.
PRAŁAT: - piorący syna ojciec
(tak mowę się udoskonala!),
a żonę, gdy na bale chodzić
pragnie za wiele -
zowię: BALAST.
CHORĄŻY: - pacjent…
PROSIĘ: - żebrak,
a słowa BOA
tchórza oznacza.
Słowo: kominiarz w PIECUCH przebrać
Zdążyłam, szczęściem, jeszcze na czas.
PODRÓŻ, jest to, co podrożało,
a KRAJCZYM
zowię patryjotę.
WYJAZD: psa na łańcuchu żałość,
a CŁO – nie powiem, mniejsza o to!
Tę, która płaczę, nazwę BECZKA -
a SKORKIEM znów: motocyklistę -
snoba – CHRABĄSZCZEM zwijmy raczej,
a MATNIĄ –
poród, oczywiście.
NALEŚNIK
zamiast leśniczego -
brzmi apetycznie,
w pamięć wrasta,
zaś rozrzutnika bezwstydnego
zwę WYDRWIGROSZEM -
no i basta.
KRYTYK
bezpiecznie kryty człowiek,
POCIĘGLE -
nazwę konduktorów,
BRAT – jednym słowem – ten, co bierze!
SAMIEC: pustelnik z głębi boru.
I tak nocami, wieczorami
projekt
Reformy Słów układam,
pracuję – wyczerpana, blada,
lecz zbożnie!
no przyznajcie sami!
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Reforma słów (z Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Być kwiatem?..., Świat Książki 2007)
(Chyba mam dobry dzień. Rano w pracy nie było wody -- decyzją dyrektora pracowało się w domu. Dostałem zamówione płyty*, dostałem prezent urodzinowy (sic! tak się zdziwiłem, że o mały włos prezent nie powrócił do nadawcy -- ale to ze zdumienia, bo urodzin nie mam, ba! nie tylko dzisiaj, ale i w tym miesiącu; w końcu opanowałem zdumienie i prezent odebrałem; skonsumuję gdy przyjdzie czas), a teraz sklep internetowy mi donosi, że wysłał do mnie Kolację na cztery ręce. No i ta Pawlikowska-Jasnorzewska, przeczytana i jeszcze gorąca przenotowana. W dodatku dzień można chwalić -- słońce zaszło za budynkami na sąsiedniej ulicy!**)
---
*) Ewentualnych zainteresowanych informuję: Jan Sebastian Bach -- 43 tom kantat pod kierunkiem Masaaki Suzukiego, Henry Purcell: The Fairy Queen pod Ottavio Dantone i Oda na dzień św. Cecylii pod Diego Fasolisem, a do tego 1 i 2 Symfonie Leonarda Bernsteina pod kierunkiem Leonarda Slatkina.
**) Za to jutro może być zupełnie inaczej -- zapowiedziano niezapowiedzianą wizytę Prezesa. I jak to pogodzić z koncertem NOSPR?
środa, 22 kwietnia 2009
Wkładać więcej pasji
-- Powiedzmy -- rzekł Nahum. -- Tylko że to ma swoje "ale". Czasem ludzie ci więcej pasji wkładają w nienawiść do własnych przeciwników niż w słuszną sprawę, którą głoszą. Ludzie zawsze są krzyżowani za coś pięknego i wielkiego. Ten, kto jest właśnie na krzyżu, ofiarowuje swoje życie za wielką sprawę, ale ten, co go na krzyż wlecze i doń przybija, ten, Piłacie, jest zły i dziki, i wstrętny już z samego wyglądu. Piłacie, naród to wielka i piękna rzecz.
-- Chociażby nasz rzymski -- rzekł Piłat.
-- Ten nasz także -- prawił Nahum. -- Ale sprawiedliwość dla biednych to też wielka i piękna rzecz. Tylko że ci ludzie mogą się podusić wzajemnie z nienawiści i złości w imię tych wieki i pięknych spraw, a inni idą raz z tym, drugi raz z tamtym, i zawsze pomagają ukrzyżować tego, na kogo właśnie kolej, albo się tylko temu przypatrują i mówią: "Dobrze mu tak, powinien był iść z naszym stronnictwem".
Karel Capek Księga apokryfów (tłum. Helena Gruszczyńska-Dębska, tu 'apokryf' z 1927 roku), Vis-a-vis, Kraków 2009
Capek... To oczywiste i nie wybitne (ta oczywistość chodzi za mną, bo wciąż się przekonuję, że ważniejsze jak się angażuje, niż w co), ale -- na dniach zostałem zobligowany do lektury pobożnych rozważań. I o wiele więcej treści, a także człowieczeństwa zobaczyłem w tych żartach Karela Capka. A przede wszystkim, te krótkie historyjki, mnie bawią.
-- Chociażby nasz rzymski -- rzekł Piłat.
-- Ten nasz także -- prawił Nahum. -- Ale sprawiedliwość dla biednych to też wielka i piękna rzecz. Tylko że ci ludzie mogą się podusić wzajemnie z nienawiści i złości w imię tych wieki i pięknych spraw, a inni idą raz z tym, drugi raz z tamtym, i zawsze pomagają ukrzyżować tego, na kogo właśnie kolej, albo się tylko temu przypatrują i mówią: "Dobrze mu tak, powinien był iść z naszym stronnictwem".
Karel Capek Księga apokryfów (tłum. Helena Gruszczyńska-Dębska, tu 'apokryf' z 1927 roku), Vis-a-vis, Kraków 2009
Capek... To oczywiste i nie wybitne (ta oczywistość chodzi za mną, bo wciąż się przekonuję, że ważniejsze jak się angażuje, niż w co), ale -- na dniach zostałem zobligowany do lektury pobożnych rozważań. I o wiele więcej treści, a także człowieczeństwa zobaczyłem w tych żartach Karela Capka. A przede wszystkim, te krótkie historyjki, mnie bawią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
