niedziela, 30 listopada 2008

Być jak Odyseusz

Odparła bogini jasnooka Atena:
– Zawsze ta sama nieufność w twojej piersi. I dlatego nie mogę cię opuścić, biedaku, boś taki roztropny, bystry i przytomny.

Homer Odyseja (przekład Jana Parandowskiego)

sobota, 29 listopada 2008

Notka dziękczyna

Ale dopóki ust mi nie zatka gliniasta gruda,
będzie się z nich rozlegać tylko dziękczynienie.

Josef Brodski (tłum. Stanisław Barańczak)

Na Święto Dziękczynienia nie zdążyłem, bo dopiero wczoraj naszły mnie takie dziękczynne nastroje. Nie pierwszy raz, co prawda, jednak nastrój dziękczynny nie jest czymś zwyczajnym. Podobno sama ludzka natura nakazuje postrzegać sukcesy jako swoje własne osiągnięcia, a wszystkie wpadki i klęski przypisywać innym: od rządu po najbliższych. Ale czasem przychodzi coś takiego, nawet z mało znaczącej przesłanki, że pada pytanie, skąd się wziąłem tu, gdzie jestem. I czuję potrzebę podziękowania tak wielu osobom – choć nie zawsze już to mogę zrobić – od Rodziców począwszy, na ludziach których spotykam obecnie (realnie, czy wirtualnie) – a więc także i Wam, bo i od Was wciąż się czegoś uczę.

piątek, 28 listopada 2008

Najjaśniejsza strona Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów (przynajmniej w XVI wieku)

Wiele osób, w tym Maria-Dora chciałoby promować najjaśniejsze karty polskiej historii w filmach historycznych. Padają tu różne propozycje historycznych wydarzeń, które warto sfilmować, ale tej jeszcze nie widziałem, tymczasem karta najjaśniejsza z jasnych:

Jednakże oprócz złych słów Desportesa o Polakach Walezy wyniósł również lepsze doświadczenia z Krakowa. Po pobycie na czystym Wawelu, w otoczeniu czystych Polek, nauczył się nie tylko rządzić, być królem, ale w dziedzinie obyczajowej dokonał w Luwrze istnej rewolucji. Kazał bowiem wyszorować zamek, sam się częściej mył i oddalał od siebie książąt i hrabiów śmierdzących z niedomycia. Być może wprowadził też toalety; przedtem nawet królowie defekowali na oczach wszystkich do kominków i po kątach. To dlatego dwór francuski tak często zmieniał zamki, gdyż smród często na nich robił się nie do zniesienia.
Jerzy Besala Małżeństwa królewskie. Władcy elekcyjni, Bellona, MUZA SA., Warszawa 2007

Jeszcze dodam, że jeśli niegościnna zima za czasów Henryka Walezego nie nadaje się do prezentowania uroków Polski obecemu widzowi (choć zima na ekranie jest o wiele przyjemniejsza, niż na miejskiej ulicy), zawsze można wybrać jakiś epizod z życia znanych czyściochów -- Kazimierza Wielkiego, czy Władysława Jagiełły.

czwartek, 27 listopada 2008

Splanony pomysł na horror

Rosyjska Duma niedawno oklaskami powitała pomysł przywrócenia pomnika Dzierżyńskiego. Wcale się nie zdziwię, jak jutro wykopią Stalina z grobu i znowu wniosą do mauzoleum.
Władimir Sorokin, pisarz rosyjski (notuję za Forum 47/2008).

Muszę się przyznać, że chodzi mi po głowie 'pomysł na horror' – w skrócie akcja wygląda tak, że ludzie są coraz bardziej totalitarni w swoim myśleniu, coraz bardziej potępiają przeciwników, domagają się jednomyślności, operują z lekkością i bezwzględnością populistycznymi hasłami. To w sferze ludzkiej psychiki i języka, a tuż obok, w materialnym świecie, zmieniają się po słowie napisy na budynkach, zaś spod płyt placów i spod trawy na skwerach, próbują się przebić, niczym pisklęta wykluwające się z jajka, pomniki Stalina. Płyty pękają, pomniki triumfalnie powstają spod ziemi i śpiewają Suliko, podczas gdy ludzie już się nawrócili na komunizm.

To zapotrzebowanie na horror-komedię, rzecz jasna – w końcu wciąż próbujemy małpować kino amerykańskie, a tak horror przyjąłby rodzimą formę, oryginalną, i jeszcze zawierałby jakieś dodatkowe przesłanie, co chyba krytycy by ocenili na plus.

Piszę rodzimy, bo nie myślałem o Rosji. W gruncie rzeczy nie boję się w Polsce powrotu akurat komunizmu, po prostu pomniki Staina bardziej kojarzą mi się z rodzinnym krajem, niż pomniki Hitlera, a coś tę przemianę musi symbolizować (więcej: sprawiać, by była ona groteskowa) i stukać w place od spodu. Jednak niby już złożony w grobie totalitaryzm wcale ideą martwą mi się nie wydaje – odnoszę wrażenie, że 1989 roku, 1990, z większą świadomością poszukiwanie drogi do państwa demokratycznego, czy do społeczeństwa obywatelskiego niż dzisiaj, choć czasem się jeszcze się takich słów używa, a i zadomowiły się u nas pewne postawy demokratyczno-obywatelskie. Jednak zwalczano komunizm jako zbiór raczej symboli niż sposób myślenia i dlatego zwrot wciąż wydaje mi się możliwy. Ba! Wciąż obserwuję pewną tęsknotę za takim myśleniem.

Ale Sorokin, pisząc o wiele poważniej (i w innej sytuacji polityczno-historycznej) przedstawia tę ideę zupełnie poważnie. Co gorsza – może mieć rację. W każdym razie pomysł na film jest już spalony.

środa, 26 listopada 2008

Tylko głupiec traktuje politykę na serio

Tylko głupiec traktuje politykę na serio, bierze ją sobie do serca, składa jej w ofierze swoje moralne siły duchowe. Przebrnąć i zachować swoją osobistą wolność i godność to wszsytko.
Tomasz Mann Dzienniki (5 sierpnia 1934)

Co prawda ta data odbiera wyzwalającą lekkość tej myśli. Byłoby lżej odwołać się tylko do sejmowych przyjaźni, które łączą polityków z przeciwnych obozów, rzucających na siebie gromy z mównicy. Ale nie miałem ku temu pretekstu, a przegląd własnych starych „wypisów” z lektur* dał mi tego Manna. Więc musi być rok 1934.

Ale coś w tym jest – bo i w drugą stronę, jak można się tak dać zdominować idei politycznej by organizować obozy koncentracyjne? Jednak obozy to pewna skrajność – czymś zupełnie innym są obawy i nadzieje rozbudzane przez partie, związane z tym co będzie po wyborach. Przypomina mi to czytaną w młodości powieść dla młodzieży o dwóch konkurencyjnych grupach młodzieżowych (bandach byłoby słowem zbyt mocnym), gdzie istniały kolejne wtajemniczenia, a najwyższym było stwierdzenie, że ten cały podział to tylko zabawa. Oczywiście w polityce to nie tylko zabawa, to często konkretne merytoryczne spory, wynikające z całości światopoglądu. Ale jednak spory nie usprawiedliwiające agresji i nienawiści, jaką one budzą.

----
*) Starych, bo obecnie wciąż czytam Nową baśń Parnickiego, Bogactwo i nędzę narodów Landesa, oraz Upadek epoki brązu Robbinsa, które nie dostarczają szczególnych cytatów, nawet jeśli Landes będzie wymagał omówienia.

wtorek, 25 listopada 2008

Wydarzenia, ach wydarzenia

Nie raz już narzekałem na wielkie pragnienie organizatorów koncertów, by uczynić z nich ‘wydarzenia’. Koncert „w rocznicę”, „ku czci”, „ku pamięci” – w wersji dawniejszej (choć wciąż spotykanej). „Niezwykłe wydarzenie”, „rewolucja w rozumieniu stylu”, „coś, co na zawsze się zapisze w historii” -- w wersji nowszej. Jakoś budzi to we mnie niechęć.

Weźmy ostatnie koncerty, których echa notowałem na blogu. Na przykład w niedzielę, 16 listopada, Wenecka Orkiestra Barokowa grała Vivaldiego i Handla, a towarzyszyła jej Maria Espada. Bardzo dobry koncert, świetne wykonania, program może nie idealnie wykoncypowany, ale bardzo efektowny. I cieszę się, że ich zaproszono, ale po co były te słowa o ‘rewolucji w postrzeganiu baroku, która się dokona w tym kościele’? Zwłaszcza, że przecież mamy globalizację, że każdy może kupić ich płytę, że rok temu, w tym samym kościele grał zespół Il Giardino Armonico, który stylistycznie nie odbiega daleko od Weneckiej Orkiestry Barokowej? Jaka ‘rewolucja’? Dobry koncert, nawet bardzo, ale nie rewolucja! (Zostawiając nawet na boku niemiłe konotacje tego słowa.)

Albo ostatnia niedziela, ten sam ambitny i różnorodny festiwal, to samo pragnienie tworzenia ‘wydarzeń’ – prawykonanie utworu Aleksandra Lasonia, a do tego wybitni goście (The Hilliard Ensemble). „Na zawsze już będzie zapisane”, że dokonano prawykonania. Owszem, nie powiem, to nie jest rozwiązanie najgorsze (a w pamięci pojawia się dyskusja, czy prawykonanie zamówionego utworu nie byłoby dobrym uczczeniem Dnia Niepodległości) zwłaszcza, że Hilliardzi dobrze śpiewali. Ale czy te słowa w ogóle są potrzebne? Czy bez prawykonania byłby to zły koncert? Nieważny? Nieistotny? Przeciętny?

Jak dla mnie oczywiście nie, a wręcz przeciwnie – zbyt wiele blichtru szkodzi. W końcu słuchacz i tak zostaje sam na sam z muzyką (no dobrze: czasem ktoś szturcha łokciem, kicha, kaszle, wierci się – ta samotność w obliczu muzyki jest względna) – to ona musi go przekonać. To dzieło i wykonanie muszą się obronić – ani słowa uroczystego wstępu, ani zapewnienia o ‘wydarzeniu’ płynące z plakatu tego nie zrobią. A czy te wstępy pomagają w koncentracji? Czy mówią coś istotnego, co pomaga w interpretacji?

Koncert powinien być indywidualnym wydarzeniem – tak, to prawda. Ale to wydarzenie to osobista, intymna wręcz kwestia odbiorcy. Organizatorzy dobierając repertuar, wykonawców; wykonawcy śpiewając i grając mogą w tym oczywiście pomóc, ale nie zastąpią samego przeżycia. A już na pewno nie zrobią tego zapewnieniami o jego ‘wadze’.

PS.
1) Piszę o koncercie, bo właśnie na koncertach najczęściej zapewnia mnie się o tym, czy o tamtym. Że to ważne, piękne, wyjątkowe, a słuchacze są elitą – na przykład. Ale podobne ambicje to nie tylko kwestia koncertów muzycznych i choć tylko o muzyce pisałem, o innych dziedzinach sztuki pamiętałem.
2) Rano przeczytałem, że zmarł Richard Hickox. Nie ukrywam zaskoczenia – miał 60 lat, wydawał się osobą w pełni sił. Żal, wielki żal.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Temperatura

Gdy skończyła się pożyczkowa akcja „Znicz” przyszedł czas na reklamę nawiązującą do Mikołaja i Bożego Narodzenia. Do działań sklepów włączyła się pogoda – za oknem już świątecznie. Także rozpatrując temperatury po drugiej stronie okna, co ilustruje kontrabasistka Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy AUKSO:

darmowy hosting obrazków

Zresztą muzyka nie była cieplejsza – może jeszcze jesienny raczej niż zimowy Barber, ale Aleksander Raskatov (a precyzyjniej jego Obikhod), z mroźnym, szklistym brzmieniem (kontrabas mniej, wiolonczele i altówki bywały ciepłe wręcz, ale skrzypce? skrzypce przypomniały mi kiedyś widzianą w innym kościele instalację artystyczną, gdzie bolesny wydawał się chłód gwoździ wbitych w pleksi) już zimowy był.